Xiaomi YU7 – elektryczny SUV, który zmiata konkurencję?

Xiaomi YU7 – elektryczny SUV, który zmiata konkurencję?

Xiaomi YU7 – elektryczny SUV, który zmiata konkurencję? Przynajmniej na dziś tak to wygląda.

Nie minęły nawet trzy miesiące od debiutu SU7, a Xiaomi odpaliło kolejną rakietę. Tym razem to SUV – YU7. I nie jest to byle jaka odpowiedź na Teslę Model Y. To pełnoprawny, dopracowany do granic projekt, który w ciągu pierwszej godziny zgarnął niemal 300 tysięcy zamówień. Brzmi jak tania sensacja? Tym razem to czyste fakty. Sprawdźmy, co Xiaomi naprawdę stworzyło.

Od telefonu do SUV-a – Xiaomi na poważnie!

Jeśli ktoś wciąż myśli, że Xiaomi „próbuje” wejść na rynek EV, to najwyższy czas zrewidować poglądy. YU7 to już drugi model marki, a nie koncept, prototyp czy pokazówka. Produkcja ruszyła, fabryka w Pekinie działa pełną parą, a liczba zamówień bije rekordy. W planie są trzy warianty: klasyczny z napędem na tył, mocniejszy Pro z dwoma silnikami i prawdziwy potwór – YU7 Max.

Duży, elegancki, szybki… tak to wygląda, kiedy na niego patrzymy

Fot: Xiaomi/official (x.com/Xiaomi)

YU7 ma prawie pięć metrów długości (dokładnie 4999 mm), trzy metry rozstawu osi i niemal dwa metry szerokości. To kawał samochodu – nieprzypadkowo porównywany jest on do Ferrari Purosangue pod względem proporcji. Przód z nisko osadzonymi reflektorami wygląda bardzo agresywnie, a sylwetka – jak na SUV-a jest zadziwiająco dynamicznie. Pierwsze wrażenie, kiedy się na niego patrzy jest takie, ze jest to auto porównywalne do najszybszych na planecie. Mówię tylko o samym wyglądzie. Od razu widać, że to nie zwykły elektryk, ale potwór z aspiracjami. Do tego ten wygląd… to auto naprawdę się podoba.

Inne aspekty, nie mniej ważne

Bagażnik? Solidne 678 litrów, a po złożeniu tylnych siedzeń – ponad 1700. Wow! Do tego dochodzi 141-litrowy frunk z funkcją bezdotykowego otwierania. Czyli pakujesz walizki, zakupy, hulajnogę dziecka i psa – wszystko wchodzi, dziecko też:) Można tego upchnąć naprawdę sporą ilość. To przyda się szczególnie w okresie wakacyjnym, ale auto na wakacje musi mieć coś więcej niż tylko duży bagażnik. No właśnie…

Napęd, który robi różnicę

Fot: Xiaomi/official (x.com/Xiaomi)

Podstawowa wersja YU7 ma jeden silnik, 320 koni mechanicznych i moment obrotowy 528 Nm. Brzmi nieźle? A co powiecie na przyspieszenie do setki w 5,9 sekundy i prędkość maksymalną 240 km/h? A to wersja bieda:)

Wersja Pro dorzuca drugi silnik, robi się 496 koni, 690 Nm momentu i sprint do setki w 4,3 sekundy. Dla wielu, to już wystarczająco sportowo, ale Xiaomi miało jeszcze jednego asa w rękawie – YU7 Max.

Max to 690 koni mechanicznych, moment 866 Nm i przyspieszenie 0–100 km/h w 3,2 sekundy (albo 2,98, jeśli liczysz z rolloutem). Prędkość maksymalna? 253 km/h. SUV, przypominam! Można sobie wybrać. Bieda z charakterem, średniak z aspiracjami, oraz mistrz wbijający w fotel.

Architektura 800 V i bateria godna uwagi

Wszystkie wersje YU7 korzystają z architektury 800 V, tej samej, co w Porsche Taycan czy Hyundai IONIQ 5. A to oznacza jedno: błyskawiczne ładowanie. Tak, doświadczyłem tego ładując zarówno Kię EV6, jak IONIQA 5. Ta technologia naprawdę daje kupę frajdy podczas jazdy.

Standardowa bateria (96,3 kWh, LFP) pozwala na zasięg do 835 km wg chińskiej normy CLTC. Wersja Pro z tym samym akumulatorem ma nieco mniej – 770 km. Max dostaje akumulator NMC od CATL o pojemności 101,7 kWh i zasięgu 760 km.

Ile to realnie? W trasie autostradowej YU7 Max wyciąga ok. 500 km. Przy tej masie (ponad 2,4 tony) i osiągach – bardzo dobry wynik. Pamiętajcie że chińskie normy przeginają zasięg i to dużo. Z własnych doświadczeń i obliczeń zasięg CLTC należy pomniejszyć aż o 30% aby stał się on w miarę realny. Ale to i tak super wyniki, szczególnie w wersji RWD. Bo wychodzi, że to auto zrobi realnie koło 580 km. A to już mega wynik, jak na dużego elektryka z dużą mocą. Poza tym oprócz wersji Max, auta maja baterię LFP, co oznacza zero stresu i ładowanie do 100%, praktycznie kiedy chcemy.

Ładowanie – szybko i konkretnie

Czas na liczby, które naprawdę robią różnicę: wersja Max ładuje się od 10 do 80% w 12 minut. Mówi się też, że w 15 minut jesteś w stanie doładować 620 km zasięgu. Wersje z baterią LFP potrzebują nieco więcej – około 21 minut. W każdym przypadku – ekspres. Jak by na to nie patrzeć!

A jeśli chcesz podpiąć się do zwykłego AC, to oczywiście masz Type 2 i pełne wsparcie CCS do DC. Xiaomi mówi też o inteligentnym zarządzaniu temperaturą baterii i optymalizacji ładowania w zależności od stanu sieci – coś, co testują też Nio i Zeekr.

Wnętrze, technologia i to, co nieoczywiste

Fot: Xiaomi/official (x.com/Xiaomi)

YU7 w środku robi jeszcze większe wrażenie niż na zewnątrz. Xiaomi poszło w premium – skóra, Alcantara, ambientowe podświetlenie RGB. Ekrany? Cała ściana. Masz panoramiczny wyświetlacz typu HyperVision, ogromny HUD, ekran centralny z systemem HyperOS i jeszcze osobne centrum sterowania z tyłu.

Co ważne: to wszystko nie wygląda jak przerośnięty tablet, tylko spójnie zintegrowany kokpit. Do tego rozbudowany autopilot oparty na NVIDIA Drive AGX Thor, LiDAR i pełny pakiet ADAS. Całość integruje się z domowym ekosystemem Xiaomi – od telewizora, przez oczyszczacz powietrza, po smart żarówki.

Efekt? Prawdziwe trzęsienie ziemi na rynku

Xiaomi uruchomiło zamówienia i… w 3 minuty zebrało 200 tysięcy rezerwacji (to jeszcze nie zamówienia). Po godzinie – 289 tysięcy. W 18 godzin – 240 tysięcy potwierdzonych zamówień z wpłatą depozytu. Sklepy zaczęły odsprzedawać miejsca w kolejce za 1000 do nawet 20 000 RMB. Szaleństwo.

Fabryka w Pekinie pęka w szwach, Xiaomi już wygrało przetarg na kolejną działkę – prawie pół miliona metrów kwadratowych pod nową linię produkcyjną. Cel na 2025? Dostarczyć 350 tysięcy samochodów, co oznacza wzrost o ponad 200% względem poprzedniego roku.

A co dalej? bo robi sie coraz ciekawiej…

Na razie YU7 dostępny jest tylko w Chinach. Xiaomi nie mówi wprost, kiedy wyjedzie poza kraj, ale wewnętrzne źródła sugerują 2027 rok jako realny termin ekspansji na Europę. Do tego czasu firma buduje skalę, sieć serwisową i logistykę – zresztą w stylu, jaki znamy z ich smartfonów: najpierw boom, potem dystrybucja. Oby im się udało, bo nie ukrywam, że chętnie bym pośmigał takim autkiem.

A co z konkurencją? Czy Tesla powinna się bać?

Xiaomi YU7 to nie jest już „chiński odpowiednik” czegokolwiek. To dojrzały, dopracowany elektryczny SUV, który w wielu aspektach wyprzedza Teslę Model Y. Ma większy zasięg, szybsze ładowanie, lepsze osiągi i niższą cenę. A do tego – realnie funkcjonujący system zamówień, produkcję i dostawy. To nie pokazówka. To realny EV, który za chwilę zacznie śmigać po chińskich ulicach.

Zobaczcie jak testowane było to auto. Prędkości ponad 200 km/h i jazda przez 24 godziny non stop. Ładowanie- jazda-ładowanie-jazda, itd, itd. Wynik? BAGATELA prawie 4000 przejechanych kilometrów.

Xiaomi SU7 – próba non stop 24 godziny.

Czy Xiaomi wygra wyścig i stanie się firmą w kwestii aut elektrycznych, stawianą na jednym poziomie z Teslą, BYD czy innymi gigantami? Czas pokaże. Ale jedno jest pewne: dziś to właśnie YU7 jest jednym z najpoważniejszych graczy na rynku elektryków klasy średniej premium. A jego sukces to nie przypadek, tylko efekt piekielnie dobrze zaplanowanej strategii. Xiaomi, jako przedsiębiorstwo, może być z siebie dumne.

Odwalili kawał dobrej roboty. Przynajmniej tak o tym mówią dane i informacje, które posiadamy dziś. Jak rozwinie się zarówno firma jak i jej auta, okaże się zapewne w ciągu 2-3 najbliższych lat. Oby im się udało, bo robią naprawdę niezłe telefony i oczyszczacze powietrza:) Czemu nie dołączyć to tych wszystkich gadżetów zaawansowanych samochodów elektrycznych? No właśnie, nie ma przyczyny ani powodu aby tego nie zrobić…

WhatsApp WhatsApp us