Nowa Tesla Model Y – „L” – większa, dłuższa, droższa. Czy to już namiastka Modelu X?

Nowa Tesla Model Y – „L” – większa, dłuższa, droższa. Czy to już namiastka Modelu X?

Nowa Tesla Model Y L – większa, dłuższa, droższa. Czy to już namiastka Modelu X?

Tesla konsekwentnie rozszerza swoje portfolio – tym razem nie rewolucją, lecz… rozciągnięciem. Model Y L, który właśnie trafił do rejestru chińskiego ministerstwa przemysłu, to wydłużona wersja dobrze znanego SUV-a klasy średniej. Dłuższa, przestronniejsza, ale też droższa. To nie lifting – to realna zmiana segmentu.

Ciekawe podejście Tesli

Większa… czyli wyższa i dłuższa! I to zdecydowanie.

Na pierwszy rzut oka Model Y L przypomina „zwykłego” Y – design, sylwetka, detale z zewnątrz są znajome. Ale wystarczy spojrzeć na liczby, by zrozumieć, że to coś zupełnie innego. Auto mierzy niemal 5 metrów długości – dokładnie 4976 mm – czyli jest o blisko 18 cm dłuższe niż standardowy Model Y. Ma też wyraźnie zwiększony rozstaw osi, który wynosi teraz 3040 mm, co przekłada się bezpośrednio na przestrzeń w kabinie. Do tego o 44 mm wyższa linia dachu. Te różnice widać nie tylko w danych technicznych – od razu czuć je też, po wejściu do środka.

Karta dużej rodziny? Tu się sprawdzi w 100%

6… czyli o jedno więcej. Wersja L może pomieścić aż 6 osób na swoim pokładzie.

Najważniejsza zmiana dotyczy jednak wnętrza – Model Y L to samochód sześcioosobowy, z układem siedzeń 2+2+2. Tesla rezygnuje tutaj z klasycznej kanapy w drugim rzędzie, na rzecz dwóch indywidualnych foteli typu „captain’s seats”, co zbliża ten układ do komfortu znanego z Modelu X czy dużych SUV-ów pokroju Audi Q7. Tylna część kabiny wyraźnie zyskała – w trzecim rzędzie można rzeczywiście usiąść, a nie tylko się wczołgać i skulić. Co więcej, siedzenia są składane na płasko, więc można zachować funkcjonalność bagażnika nawet w trybie rodzinnym.

Moc? Nie zawodzi, jak to w Tesli

Nowy wariant bazuje na układzie napędowym dual motor AWD – z dwoma silnikami elektrycznymi, o łącznej mocy ponad 340 kW, co przekłada się na około 456 KM. Z przodu zastosowano jednostkę o mocy 142 kW, z tyłu 198 kW. To zestawienie wystarczające, by poradzić sobie z większą masą i nowymi proporcjami nadwozia. Warto dodać, że masa własna samochodu to 2088 kg – czyli nieco więcej niż w Modelu Y Long Range, ale dużo mniej niż w Modelu X. Układ jezdny najprawdopodobniej dostosowany został do zwiększonego rozstawu osi i większego dociążenia tylnej osi – szczególnie w wersji sześciomiejscowej, z trzema rzędami i pełnym obciążeniem.

Kiedy, kiedy?

Produkcja Modelu Y L ruszy jesienią 2025 roku w Giga Shanghai. To istotna decyzja – nowy wariant powstaje w Chinach z myślą o lokalnym rynku, gdzie popyt na rodzinne, trójrzędowe SUV-y rośnie dynamicznie. Model Y L ma konkurować bezpośrednio z takimi autami jak BYD Tang L, Aito M9 czy flagowe modele od Li Auto i NIO. Tesla jasno komunikuje, że nie będzie odpuszczać tego segmentu.

Bateria to na razie spekulacje…

Choć nie podano jeszcze pojemności baterii, spekuluje się, że wersja L otrzyma pakiet NMC o pojemności przekraczającej 100 kWh – prawdopodobnie od LG. To bateria zbliżona do tej znanej z Modelu S i X Long Range. Zasięg? Oficjalnych danych brak, ale biorąc pod uwagę masę i aerodynamikę nadwozia, realnie można spodziewać się około 550 w realnym życiu, choć testy na razie prowadzone są wg normy chińskiej. WLTP zapewne będzie wyglądać bardzo obiecująco, szczególnie jeśli Tesla zastosuje aż tak dużą baterię.

Za ile?

Cena? Tutaj Tesla nie będzie udawać taniej alternatywy. W Chinach cena Modelu Y L ma wynosić ok. 300–400 tysięcy juanów, co przekłada się na 42–56 tysięcy dolarów. W polskich realiach oznaczałoby to przedział cenowy ponad 300 tysięcy złotych – czyli wyraźnie więcej niż obecny Model Y Long Range, ale wciąż mniej niż nowy Model X (który zresztą nie jest już oficjalnie dostępny w Europie). W tym kontekście Model Y L może stanowić sensowną alternatywę – szczególnie dla flot, rodzin z trójką czy czwórką dzieci lub użytkowników poszukujących większej elastyczności przestrzennej bez nadmiaru luksusu, który niesie Model X.

Nie wiadomo jeszcze, czy Model Y L trafi do Europy – Tesla oficjalnie nie komentuje tych planów. Ale jeśli popyt na większe, rodzinne EV w naszym regionie utrzyma dotychczasowe tempo, to wersja L może pojawić się na Starym Kontynencie szybciej, niż się spodziewamy. Zwłaszcza że Tesla konsekwentnie wycofuje Model X z kolejnych rynków – i w naturalny sposób potrzebuje uzupełnić lukę w ofercie.

Wszystko wskazuje na to, że Model Y L nie powstał po to, by robić show na konferencjach – to samochód skrojony pod potrzeby konkretnych użytkowników. Przemyślany, bardziej praktyczny niż efektowny. Dla wielu może to być najbardziej sensowna Tesla, do jazdy na co dzień z większą rodziną. Bez „skrzydlatych” drzwi, robiących duże wrażenie ale z realną przestrzenią i technologią, która nie próbuje niczego udawać.

Fot: x.com/Tslachan, x.comAllTeslas, x.comEmilioASG

WhatsApp WhatsApp us