Elektromobilność w Europie Środkowo-Wschodniej przyspiesza. Polska rośnie szybciej niż się sądzi. O to akurat bym nas nie podejrzewał, ale w końcu dane nie kłamią…
Elektromobilność w Europie Środkowo-Wschodniej jeszcze kilka lat temu była uznawana za sektor niszowy, w cieniu zachodnich rynków, takich jak Niemcy, Holandia czy Francja. Dziś ten obraz przestaje być aktualny. Dane za pierwsze półrocze 2025 jasno pokazują: CEE (do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), które są członkami Unii Europejskiej, zaliczanych jest 11 państw: Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry), to najszybciej rosnący region Europy, pod względem liczby rejestracji aut elektrycznych. Wzrost rok do roku przekracza 30%, a Polska, mimo opóźnień systemowych, wyrasta na jednego z liderów tej zmiany, przynajmniej w naszym regionie:)
Jaka jest tego przyczyna?
Wzrost nie jest przypadkowy. To efekt nałożenia się kilku silnych czynników: dojrzałości technologicznej aut EV, zmniejszającej się różnicy cenowej względem aut spalinowych, agresywnej polityki dotacyjnej (zarówno krajowej, jak i unijnej) oraz rosnącej dostępności infrastruktury. W końcu udało nam się przekroczyć 10 000 punktów ładowania. Jeszcze w 2021 roku na polskich ulicach dominowały hybrydy plug-in. Dziś ciężar przesunął się jednoznacznie w kierunku pełnych BEV, a użytkownicy coraz rzadziej zadają pytanie „czy?”, a częściej „kiedy?” i „jak ładować najtaniej?”. A to akurat jest temat rzeka, no i tak naprawdę zawsze będziemy poszukiwać najtańszych opcji ładowania swojego elektryka.
Procenty naprawdę robią wrażenie
W samej Polsce, według danych PSPA i EIPA, liczba rejestracji samochodów elektrycznych (BEV) wzrosła w I półroczu 2025 o ponad 40% względem analogicznego okresu w 2024. Co istotne, ten wzrost nie dotyczy już tylko dużych miast jak Warszawy, Krakowa czy Wrocławia ale również mniejszych ośrodków. Popularność programów takich jak „Mój Elektryk”, czy obecny „NaszEAuto” leasingów na promocyjnych warunkach czy bezpłatnych stacji ładowania w lokalnych społecznościach (choć rzadko to jednak czasami się trafiają) sprawia, że EV stają się dostępne szerzej niż kiedykolwiek wcześniej.
Mamy też dość ciekawe zjawisko, pojawiania się na naszych ulicach coraz większej ilości elektrycznych taksówek. Prym wiodą Tesle, ale nie brakuje również Mercedesów czy Kii. To stosunkowo nowy trend w naszym kraju. Pokazuje on jednak, że elektryki wchodzą nawet w trudne i wymagające segmenty rynku motoryzacyjnego, jakim bez wątpienia jest segment TAXI.
Prężnie rozwija się też segment transportu publicznego. W Krakowie, gdzie powietrze jest, delikatnie mówiąc, nie najlepsze, jeśli chodzi o zanieczyszczenie, władze miasta poszły w kierunku elektrycznych autobusów. To bardzo dobry pomysł, znacząco zmniejszający emisję trujących gazów. Już prawie 168 autobusów to czyste elektryki. Stanowi to aż 25% całej floty autobusowej Krakowa. Brawo!

Równolegle rośnie także świadomość technologiczna konsumentów. Coraz więcej nabywców rozróżnia typy ogniw (LFP, NCM), zna różnice między ładowaniem AC a DC, i świadomie analizuje całkowity koszt posiadania (TCO), zamiast patrzeć jedynie na cenę zakupu. To oznacza, że rynek nie tylko rośnie liczbowo, ale również dojrzewa jakościowo.
Tesla zdominowana dotychczas przez klientów wielkomiejskich, trafia dziś do klientów w średnich miastach, firm rodzinnych, czy nawet indywidualnych odbiorców z segmentu „klasa średnia+”. Ale podobne trendy widać też w przypadku marek takich jak Volvo, BMW, KIA, Hyundai czy MG, które skutecznie budują portfolio elektryczne w cenach dostępnych dla szerszego grona. Szczególnie może tutaj zabłysnąć chińska konkurencja. Firmy z tego właśnie kraju mają bardzo duże możliwości manewrowania ceną. Choć faktem jest, że ostatnio zostało to trochę ograniczone za sprawą wyższych ceł importowych właśnie z kraju Środka, czyli z Chin.
Nie tylko same auta
Warto też zauważyć, że ekspansja infrastruktury ładowania, choć nadal niewystarczająca względem potrzeb, również przyspieszyła. W wielu krajach CEE, w tym Polsce, zaczyna się realizacja inwestycji wynikających z rozporządzenia AFIR (Alternative Fuels Infrastructure Regulation), które wymusza dostępność stacji DC co 60 km na głównych korytarzach transportowych. To oznacza, że podróżowanie autem elektrycznym przestaje być logistycznym wyzwaniem, a zaczyna być realną alternatywą nawet na trasach długodystansowych.
Jeśli dodać do tego jeszcze jeden czynnik , lokalne wsparcie produkcyjne, widać wyraźnie, że Europa Środkowo-Wschodnia staje się nie tylko rynkiem zbytu, ale również zapleczem przemysłowym dla elektromobilności. W Polsce działa ponad 400 firm w łańcuchu dostaw do EV, z czego kilkadziesiąt zajmuje się ogniwami, elektroniką mocy, ładowarkami lub obróbką aluminium dla przemysłu bateryjnego. Przykłady inwestycji w Jaworznie (EMP), Wrocławiu (LG Energy Solution), Zabrzu (BMZ) czy Pruszkowie (ABB) pokazują, że nie chodzi już tylko o użytkowników, ale o całą ekosferę przemysłową.
Podsumowując, Europa Środkowo-Wschodnia, a zwłaszcza Polska, przestaje być outsiderem w świecie elektromobilności. (chciałoby się powiedzieć – nareszcie:) Staje się graczem, który nie tylko goni Zachód, ale w niektórych aspektach zaczyna odgrywać znaczącą rolę. Oby jak najważniejszą i największą. W końcu nie możemy wiecznie znajdować się w ogonie Europy…
Fot: x.comkrakow_pl
WhatsApp us