Ładowanie Tesli w Europie – eldorado czy pole minowe?
Ładowanie Tesli w Europie – eldorado czy pole minowe? Większość jest zadowolona z opcji SuC Tesli, ale czasami zdarzają się sytuacje, kiedy stacji Tesli nie ma w naszym zasięgu. Co wtedy?
Podróżowanie Teslą po Europie ma w sobie coś z romantyzmu dawnych wojaży. Ruszasz w trasę i wiesz, że Superchargery stoją na Twojej drodze jak bezpieczne przystanie. To właśnie dzięki nim Tesla zyskała status marki, która nie tylko sprzedaje samochody, ale i daje infrastrukturę. Dziś jednak sytuacja jest bardziej skomplikowana niż jeszcze kilka lat temu. Eldorado? W wielu miejscach tak. Pole minowe? Również, i to częściej, niż moglibyśmy przypuszczać.
Sieć Supercharger – złoty standard, ale nie wszędzie
Nie ma co ukrywać, podróżując przez Niemcy, Austrię czy Francję, można zapomnieć o nerwach związanych z ładowaniem. Superchargery są gęsto rozsiane, łatwo dostępne, a ich lokalizacje wybrane z myślą o kierowcy w trasie. Zatrzymujesz się na stacji, w hotelu przy autostradzie, czasem nawet obok świetnej knajpki. Plug and play, bez żadnych kart, aplikacji, kombinacji. To jest właśnie eldorado, które Tesla obiecywała od początku. I słowa dotrzymała.
Ale wystarczy zjechać w stronę południa Włoch czy w głąb Europy Środkowo-Wschodniej, by poczuć, że komfortowa bańka pęka. Stacje stają się rzadsze, zdarzają się miejsca z kilkoma stanowiskami, które w sezonie letnim po prostu nie wystarczają. A jeśli do tego dochodzi upał i ładowanie przycięte do 80 kW zamiast obiecanych 250, entuzjazm znika szybciej niż kawa espresso przy autostradzie A1. Apulia, Sycylia, Chorwacja… to kraje w których jest coraz lepiej ale do ideału brakuje jeszcze dość sporo. Na południe od Bari, czyli stolicy regionu Apulia, Superchargerów jest jak na lekarstwo. Tak, ratowałem się innymi operatorami, jak również stacjami sieci IONITY. Sycylia? Piękna i smaczna, ale ma tylko dwa Superchargery na całej wyspie. Poza tym mamy jeszcze jeden problem… mianowicie
Otwarcie Superchargerów dla innych marek – błogosławieństwo czy przekleństwo?
Decyzja Tesli o udostępnieniu sieci innym markom EV zmieniła krajobraz. Z jednej strony, to ogromny krok ku elektromobilności bez granic. Kierowcy Audi, Mercedesów czy Hyundaiów mogą dziś korzystać z tego, co jeszcze niedawno było zarezerwowane dla właścicieli Tesli. Z drugiej, oznacza to kolejki, szczególnie tam, gdzie liczba stanowisk jest niewielka. I nagle okazuje się, że „eldorado” ma swoje haczyki. I spory czas oczekiwania na to aby podpiąć swoją Teslę.
Różnice kulturowe i logistyczne
Jest jeszcze coś, co mocno wpływa na doświadczenie, to kultura ładowania. W Niemczech kierowcy podchodzą do tematu z niemal wojskową dyscypliną: podłączasz, ładujesz, odjeżdżasz. We Włoszech bywa bardziej spontanicznie – ktoś zostawia auto dłużej, ktoś podjeżdża nie do końca w kolejności. To niby drobiazgi, ale dla kogoś, kto planuje trasę co do kilometra, mogą być poważnym wyzwaniem. Południe Włoch potrafi zdenerwować i to dosłownie.


Supercharger niedaleko Salerno. Miłe miejsce i stojący i NIE-ładujący się Hyundai. Cóż, można i tak. Właściciele stali obok i w najlepsze rozprawiali (nie wiem o czym) ze swoimi znajomymi. To trwało dość długo. Kiedy przyjechaliśmy auto stało. Kiedy po jakichś 40 minutach odjeżdżaliśmy, naładowani prawie pod korek, Hyundai ciągle tam stał.
Alternatywne sieci – uzupełnienie czy chaos?
IONITY, EnBW, Allego, Fastned – Europa ma dziś gęstą siatkę operatorów DC, ale to wciąż nie jest ten sam poziom prostoty co Tesla. Każdy ma swoje aplikacje, karty, cenniki. Jedziesz przez trzy kraje i masz w telefonie pięć różnych aplikacji, byle tylko dostać kilowaty w akumulator. To działa, ale wymaga cierpliwości i przygotowania. I to solidnego. Niektórzy kierowcy mogą uznać, ze to ponad ich siły:)
Eldorado więc, czy pole minowe?
Odpowiedź brzmi: jedno i drugie. Tesla zbudowała coś, co w dużej mierze pozwala zapomnieć o problemach i cieszyć się jazdą. Ale granice tego systemu istnieją i im dalej od serca Europy Zachodniej, tym częściej je czujemy. Pole minowe pojawia się wtedy, gdy ślepo wierzymy, że ładowanie Teslą wszędzie będzie równie proste jak w Bawarii czy Dolnej Austrii.
Dlatego podróżowanie Teslą po Europie to ciągle trochę jak dobra przygoda. Masz wrażenie, że wszystko jest pod kontrolą, ale zawsze warto mieć plan B. Bo eldorado bywa prawdziwe, ale każdy, kto jeździł na południe latem, wie, że o złote samorodki trzeba czasem powalczyć:)
WhatsApp us