Tesla szykuje tańszą wersję Modelu Y – co zdradza firmware E41? To najnowsze odkrycie, można powiedzieć hakerskie:) Które pojawiło się po analizie kodu i oprogramowania Tesli.

Od kilku lat świat motoryzacji czeka na przełomowy ruch Tesli w kierunku bardziej przystępnego cenowo samochodu elektrycznego. Elon Musk wielokrotnie zapowiadał model za 25 000 dolarów, jednak coraz więcej wskazuje na to, że zamiast zupełnie nowego auta zobaczymy odchudzoną wersję Modelu Y, rozwijaną pod kodem E41. Ostatnie przecieki z oprogramowania pokładowego zdradzają, jak Tesla planuje obniżyć koszty produkcji i wprowadzić Model Y do niższego segmentu cenowego.

Firmware nie kłamie – ślady nowego wariantu już tu są

Informacje o E41 pojawiły się dzięki hakerowi znanemu jako Greentheonly, który od lat analizuje firmware Tesli. W kodzie odkryto zapisy dotyczące nowej konfiguracji Modelu Y, opisanej właśnie jako E41. To nie jest zwykły „eksperyment” – takie wpisy zazwyczaj oznaczają prace nad realnym wariantem, a nie tylko wewnętrzne testy.

Co istotne, E41 różni się od obecnych wersji szeregiem zmian, które trudno uznać za kosmetykę. To raczej systematyczne upraszczanie konstrukcji i to w miejscach, które najmniej dotkną podstawowych funkcji samochodu, a jednocześnie pozwolą mocno ograniczyć koszty. I o to tu chodzi. Ma być tanio ale jednocześnie funkcjonalnie i bez straty na jakości jazdy. Nie mylić z jakością auta… obym się mylił:)

Gdzie tesla szuka oszczędności?

Czy tak będzie wyglądać wnętrze budżetowego Modelu Y? Trochę smutne…:)

Najwięcej emocji budzą oczywiście cięcia w wyposażeniu. Z przecieków wynika, że Tesla może zrezygnować z panoramicznego szklanego dachu, zastępując go zwykłą stalową konstrukcją. To ruch symboliczny. Mniej spektakularny efekt wizualny, ale też duża oszczędność w produkcji. Ma to też swoje plusy. Będzie i ciszej i w głowę nie będzie grzało podczas upałów. Więc… czy to do końca wada i uproszczenie? Z punktu widzenia tesli – TAK!

Wnętrze także ma być uproszczone. Zamiast eleganckiego materiałowego wykończenia podsufitki, włókno szklane. Jak to będzie wyglądać? Jestem bardzo ciekawy. Z kabiny zniknie ambientowe oświetlenie, a tylny ekran multimedialny, dodany niedawno w odświeżonym Modelu 3/Y, w ogóle się nie pojawi. Fotele mają mieć prostszą regulację, ograniczoną do jednej osi, a w drzwiach zabraknie elektrycznie składanych lusterek i podświetlenia. Czyli, że w ogóle nie będą się składały? W sensie elektrycznie? Będzie jak za dawnych lat, czyli składamy siłowo za pomocą własnych mięśni? 🙂 Dziwne, choć możliwe.

Tesla rozważa też redukcję systemu audio. Zamiast bogatych nagłośnień, które dziś są wyróżnikiem marki, E41 ma dostać jedynie podstawową wersję. Z kodu wynika, że mogą powstać dwa warianty tego uproszczonego systemu: absolutnie podstawowy i nieco bogatszy, choć nadal daleki od „premium”. Mi to nie przeszkadza. Słucham tylko muzyki lub radia i nie jestem audiofilem. Aby coś tam grało w tle, żeby się dobrze jechało:)

Najwięcej kontrowersji budzi jednak zapis dotyczący braku systemu monitorowania ciśnienia w oponach (TPMS). W USA i Unii Europejskiej to wymóg prawny, więc raczej należy traktować to, jako tymczasowy wpis w firmware, a nie realną decyzję Tesli. Być może opcja ta (brak czujników) nie trafi na nasz rynek. Na inne? Cóż, przepisy zdecydują.

Technika i napęd – taniej, ale wciąż Tesla

Cięcia w wyposażeniu nie oznaczają, że E41 będzie samochodem pozbawionym charakteru Tesli. Przecieki mówią o dwóch wariantach. Z napędem na tył i na obie osie, co sugeruje, że wciąż będzie można wybrać dynamiczniejsze wersje. W kodzie wspomniano także o „specjalnych konfiguracjach silników”, co może oznaczać uproszczone, tańsze w produkcji jednostki. Być może niższej mocy niż obecne, ale komu przeszkadza to, że dostanie zamiast 460 koni w wersji AWD, powiedzmy 360 koni? Różnica w przyśpieszeniu na poziomie 1 czy 2 sekund w normalnym użytkowaniu nie ma większego znaczenia. Nie odczujemy tego nawet. Chyba, że będziemy urządzać wyścigi z zegarkiem a właściwie stoperem w ręku.

Samochód ma korzystać z 18-calowych kół i prostszego zawieszenia. To typowy ruch dla wersji bazowych. Mniejsze felgi są tańsze i wygodniejsze w codziennym użytkowaniu, a uproszczone zawieszenie obniża koszty serwisu i produkcji. Oby to zawieszenie nie było za proste. W końcu chcemy jeździć autem a nie wozem drabiniastym:)

Strategia Tesli – po co Model Y w wersji E41?

Tesla znalazła się w punkcie, w którym sama technologia to za mało. Konkurencja od BYD, przez KIA i Hyundai, aż po Volkswagena, oferuje dziś szeroką gamę modeli elektrycznych w zbliżonych cenach (szczególnie po ostatnich obniżkach grupy Volkswagen) do Modelu Y. Aby utrzymać tempo sprzedaży, Tesla musi zejść z ceny, nie tracąc przy tym najważniejszych atutów: zasięgu, infrastruktury ładowania i reputacji innowatora. Ważny dla amerykańskiego producenta jest szczególnie rynek chiński, bo to właśnie tam elektryki sprzedają się w milionach egzemplarzy rocznie.

E41 wydaje się odpowiedzią na tę potrzebę. Zamiast inwestować miliardy w zupełnie nową platformę, Tesla wykorzystuje sprawdzony Model Y, usuwa elementy, nazwijmy je „luksusowe” i koncentruje się na tym, co najważniejsze. To strategia przypominająca klasyczne podejście motoryzacyjne: podstawowy wariant dla mas, a droższe wersje dla tych, którzy oczekują pełnego pakietu udogodnień.

Kiedy zobaczymy E41?

Według Reutersa, Tesla przesunęła premierę tańszego Modelu Y. Pierwsze plany zakładały 2025 rok, ale dziś mówi się raczej o końcówce 2025 lub nawet 2026 roku. Początkowo model ma trafić na rynek amerykański, a później do Chin i Europy. Globalna skala produkcji będzie tu kluczowa. Tylko wtedy uda się zbić koszty na tyle, by cena rzeczywiście była atrakcyjna. I będziemy mieć wybór. Brać bieda wersję czy dołożyć grosza i jeździć pełnoprawnym i dopracowanym nowym Y-kiem w wersji Juniper. Ja osobiście chyba bym szukał tego drugiego auta, jeśli miałbym z nim spędzić kilka lat.

Puenta

E41 to odważny eksperyment. Z jednej strony może otworzyć Tesli drzwi do klientów, którzy do tej pory uważali jej auta za zbyt drogie. Z drugiej, grozi oskarżeniami o „odzieranie” Modelu Y z wszystkiego, co sprawiało, że był wyjątkowy.

Tesla musi znaleźć złoty środek. Jeśli usunie ambientowe oświetlenie, panoramiczny dach czy bogaty system audio – większość klientów to zaakceptuje. Ale jeśli zacznie ciąć w kwestiach bezpieczeństwa, jak TPMS czy ogrzewanie tylnej kamery, to ryzykuje nie tylko reputacją, ale i problemami regulacyjnymi. Klient może jeździć nazwijmy to biedniejszą wersją auta. Ale jeśli Nowy Y stanie się totalnym „golasem” nie wróżę mu zbyt wielkiej sprzedaży.

Jedno jest pewne. Tesla, wprowadzając E41, pokazuje, że gra już nie tylko w lidze innowacji technologicznych, ale także w klasycznej grze o wolumen i dostępność. A to może być klucz do tego, czy w świecie elektromobilności będzie liderem masowego rynku, czy tylko producentem samochodów premium z łatką pioniera.

Najważniejsze, czyli cena

Wszyscy oczekują auta za 25 000 dolarów. Po raz pierwszy Musk wspomniał że Tesla miałaby możliwość wyprodukowania takiego auta już w 2018 roku. W wywiadzie z Marquesem Brownlee. To właśnie wtedy padły te słowa. Minęło 7 lat. Podczas których dużo się mówiło i spekulowało na temat taniej Tesli. Ale chodzi mi o co innego. Wbiliśmy sobie do głowy kwotę 25 000 dolarów. Tymczasem…

Siła nabywcza pieniądza się zmienia

25 000 dolarów w 2018 roku odpowiada pod względem siły nabywczej pieniądza dzisiejszym 32 000 dolarów. I to biorąc pod uwagę głównie zmiany inflacyjne. Tak więc zapomnijcie o cenie sprzed lat. Nowa tania Tesla (czyli wspomniany wyżej Model Y o nazwie kodowej E41, nie będzie kosztował dziś mniej niż 32 000 dolarów. A być może nawet około 35 000. Mówimy o cenie podstawowej, bo wiadomo, że co kraj to inna dopłata, ulga, lub jej brak. Nawet taka cena byłaby dla nas nie lada gratką.

Oznaczałoby to bowiem cenę na poziomie 116 500 zł (32 000$). Oczywiście do tego dochodzą unijne cła, podatki i milion innych rzeczy. Choć jeśli przyjmiemy, że Tesla będzie to auto produkować w Berlinie, czyli w Europie, to cena nie powinna przekroczyć 134 – 143 000 złotych brutto. opierając się dokładnie na różnicach w cenie dzisiejszej podstawowej wersji Modelu 3. Do wyliczeń zastosowałem właśnie analogię do tego przypadku. Oczywiście to tylko przewidywanie, ale oparte na dzisiejszej cenowej matematyce firmy Tesla. To byłaby bardzo dobra oferta na tak dużego elektryka. Przyznacie to sami…

Fot: x.comtslaming

WhatsApp WhatsApp us