Tesla tnie koszty na potęgę

Tesla tnie koszty na potęgę

Tesla po cichu zmienia HW4 – o co tu chodzi? Jak się okazuje amerykański producent szuka oszczędności dosłownie wszędzie. Nawet na płycie głównej komputera montowanego w autach tej marki. Nie wiem czy ktokolwiek by wpadł na taki pomysł?

Kilka dni temu w sieci pojawiły się informacje, że Tesla wprowadziła zmiany w komputerze FSD czwartej generacji, znanym jako HW4 lub AI4. Źródłem jest analiza Green’a – człowieka, który od lat rozbiera na czynniki pierwsze sprzęt Tesli a całość opisał portal Not a Tesla App. Historia wydaje się z pozoru nudna: jakieś drobne poprawki w elektronice. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej, widać w tym charakterystyczną dla Tesli strategię, czyli ciągłe majstrowanie przy sprzęcie, nawet gdy produkt już jest w rękach klientów.

HW4 – czym różni się od poprzednika?

To tylko jedna z różnic między starszą wersją czyli HW3 a nowszą HW4. Dziś ta nowsza robi się już niestety, lekko przestarzała. Na scenę wkroczy niedługo najnowsze dziecko Tesli, wersja HW5.

HW4 to aktualna generacja komputera FSD, montowana w nowych Teslach od 2023 roku. W porównaniu do HW3 mamy tu więcej mocy obliczeniowej, większą pamięć, mocniejsze CPU i przede wszystkim architekturę z redundancją, czyli dwie jednostki obliczeniowe działające równolegle, żeby można było wykryć ewentualne niespójności.

Problem w tym, że już teraz pojawiają się głosy, że HW4 dochodzi do granic swoich możliwości. Sieci neuronowe rosną w tempie wykładniczym, a pamięć i przepustowość zawsze okazują się wąskim gardłem. Tesla jeszcze przez długi czas próbowała uruchamiać FSD na HW4 w trybie zgodności z HW3, ale to było tylko rozwiązanie przejściowe. Dziś różnica między generacjami staje się coraz bardziej widoczna.

Co Tesla zmieniła w HW4?

Według Green’a, najważniejsze zmiany to:
• usunięcie części złączy i elementów, które okazały się zbędne,
• rezygnacja z małych bateryjek podtrzymujących zegar RTC,
• wyeliminowanie osobnego przewodu masowego, przy założeniu, że wystarczy nadwozie auta.

Na pierwszy rzut oka to kosmetyka. W praktyce oznacza to uproszczenie produkcji, mniejsze ryzyko usterek montażowych i oczywiście niższy koszt jednostkowy. W produkcji masowej każda śrubka i każdy konektor liczą się w milionach dolarów. Szczególnie w przypadku, gdy twoja firma produkuje kilka milionów aut rocznie.

Dlaczego Tesla to robi?

Powody są trzy:
1. Koszt – Tesla zawsze szuka sposobów, żeby obniżyć cenę wytworzenia auta.
2. Prostota – mniej elementów, to mniej możliwych punktów awarii i łatwiejsza kontrola jakości.
3. Doświadczenie z flotą – jeśli dane z tysięcy samochodów pokazują, że pewien element nigdy nie jest potrzebny, to prędzej czy później znika.

To klasyczna optymalizacja. Tesla nie boi się ciągłych poprawek w trakcie produkcji. W przeciwieństwie do tradycyjnych producentów, którzy trzymają jedną wersję hardware’u przez kilka lat, tutaj zmiany wprowadza się z miesiąca na miesiąc. Jeśli możesz zaoszczędzić na pewnych komponentach powiedzmy 7 dolarów, jeśli je wyeliminujesz z auta. To produkując prawie 2 miliony samochodów rocznie oszczędzisz 14 milionów dolarów. Ktoś powie, że dla tesli to drobne. Być może, ale takich oszczędności można szukać w wielu elementach konstrukcyjnych auta. Cztery czy pięć takich „oszczędności” wygeneruje już dziesiątki milionów dolarów, których firma nie będzie musiała wydać.

Gdzie czają się ryzyka?

Nie wszystko wygląda tak różowo. Usuwając elementy zapasowe, Tesla zmniejsza margines tolerancji. Osobny przewód masowy to dodatkowe zabezpieczenie, jeśli go nie ma, cała instalacja staje się bardziej wrażliwa na potencjalne problemy.

Druga kwestia, to różnice między egzemplarzami. Samochody z 2023 roku mogą mieć inną wersję HW4, niż auta z 2025. Dla kierowcy to żadna różnica, dopóki wszystko działa. Ale w serwisie, czy przy ewentualnych akcjach serwisowych, może się okazać, że komputer komputerowi nierówny.

No i wreszcie przyszłość. HW4 już dziś ociera się o granice swoich możliwości. Jeśli Tesla za rok czy dwa, wprowadzi jeszcze cięższe sieci neuronowe, może się okazać, że trzeba będzie przejść na HW5. A wtedy uproszczony HW4, stanie się ślepą uliczką, wystarczającą na teraz, ale bez perspektywy rozwoju.

Co to wszystko oznacza dla właścicieli Tesli?

Na razie niewiele. Samochody działają tak samo, niezależnie od tego, czy mają „pełne” HW4, czy wersję po cięciach. Różnice wyjdą na jaw dopiero przy serwisie, ewentualnych awariach albo w momencie, gdy Tesla ogłosi kolejny przeskok sprzętowy.

To jednak pokazuje filozofię firmy: ciągła ewolucja, brak sztywnego cyklu „generacji”, nieustanne poprawki. Czasem to działa na plus, bo sprzęt jest coraz lepszy i tańszy. Czasem na minus, bo klienci mogą czuć się zdezorientowani, że ich egzemplarz różni się od tego kupionego pół roku później.

Podsumowanie

Tesla znów udowadnia, że traktuje swoje samochody jak żywy organizm. Zmienia, poprawia, upraszcza. HW4 w nowej wersji, jest tańsze i prostsze w produkcji, ale niekoniecznie bardziej przyszłościowe. Dla kierowcy różnica jest niewidoczna, ale dla inżynierów i serwisów, już tak.

To kolejny sygnał, że granice HW4 są blisko i wcześniej czy później czeka nas HW5. A wtedy pytanie będzie jedno: czy obecni właściciele HW4 dostaną upgrade, czy zostaną z komputerem, który już w momencie zakupu, był tylko etapem przejściowym?

WhatsApp WhatsApp us