Tesla V4 przejmuje Europę
Tesla V4 przejmuje Europę, czy to mała rewolucja? Czy raczej rozwój tego co dobrze znamy. Rozwój we właściwym kierunku.
Superchargery V4 Tesli zaczynają dominować w Europie. Co to oznacza dla kierowców EV, jakie możliwości daje nowa generacja ładowarek i dlaczego to początek końca kart RFID. Oby…
Rewolucja w standardzie ładowania? Tesla V4 już dominują w Europie
Wszystko wskazuje na to, że Tesla znów zrobiła to, co potrafi najlepiej, czyli po cichu i bez rozgłosu postawiła ogromną ilość najnowszej wersji swojej stacji ładowania. W Europie liczba Superchargerów w wersji V4, właśnie przekroczyła liczbę starszych V3. I choć na pozór to tylko kolejna „modernizacja sprzętu”, w praktyce mamy do czynienia z milowym krokiem w dojrzewaniu elektromobilności.
Nowe stacje, nowa filozofia ładowania
V4 to nie tylko dłuższy kabel i większa moc, choć te liczby robią wrażenie (do 615 A i 1 000 V, co teoretycznie daje 600 kW). To także zupełnie nowe podejście do uniwersalności. Tesla wreszcie zaprojektowała swoje ładowarki tak, by obsługiwały wszystkie marki, a nie tylko własne auta. W wielu lokalizacjach w Europie V4 mają już wbudowany terminal płatniczy, podświetlany port i dłuższy przewód sięgający nawet do przedniego błotnika Audi Q8 e-tron.

W praktyce oznacza to, że Tesla przestaje być zamkniętym klubem. Staje się operatorem publicznej infrastruktury, z którego korzystają również konkurenci. Paradoks? Raczej naturalna ewolucja, bo Tesla w końcu zrozumiała, że przyszłość ładowania to dostępność, nie ekskluzywność.
Nawet u nas w Polsce właśnie ogłoszono, że Tesla robi podchody (próby):) udostępniania swoich stacji innym producentom i użytkownikom aut EV. Czy się z tego cieszymy? Cóż, nie wszyscy skaczą z radości. Obawa, to zbyt mała liczba stacji SuC w naszym kraju. Gdybyśmy ich mieli 5-6 razy tyle, można by się przymierzać do tego kroku. Na dziś, same Tesle powodują zatory na ładowarkach Supercharger. Jeśli dodamy inne auta, może zrobić się naprawdę nieprzyjemnie.
Szybsze, prostsze, bardziej ludzkie
Z punktu widzenia użytkownika, różnica między V3 a V4, to jak przejście z Nokii na iPhone’a. Ten sam cel, lecz inna kultura obsługi. Wszystko jest intuicyjne, czytelne, a proces ładowania sprowadza się do jednego gestu. Brak ekranów i menu, minimalizm, cisza. Tylko kabel, prąd i auto.
Wraz z wersją V4 Tesla wdraża też nowy system dynamicznego zarządzania mocą – stacja potrafi dzielić energię między stanowiskami, dostosowując ją do aktualnych potrzeb. Efekt: krótszy czas oczekiwania i większa efektywność. W praktyce, ładowanie aut staje się szybsze i bardziej „uporządkowane”. Choć czasami niestety trzeba poczekać.
Przyszłość bez granic
Pytanie brzmi nie „czy”, lecz „kiedy” V4 stanie się nowym standardem w Europie. Wiele wskazuje, że do 2026 roku Tesla całkowicie zastąpi stacje V3 na głównych trasach transkontynentalnych, a równolegle wprowadzi jeszcze szybszą wersję V4.5 z obsługą ładowania 1 000 V i 1 000 A dla przyszłych modeli Cybertrucka i Semi. Choć na to zapewne poczekamy u nas w Europie.
Europa po raz pierwszy od dekady nie goni, lecz współtworzy standard – i to dzięki firmie, którą jeszcze niedawno uważano za zbyt amerykańską, by rozumieć europejski rynek.
Czy próby u nas w Polsce spowodują to, że konkurencja obniży swoje stawki za ładowanie? W końcu Tesla ma naprawdę super atrakcyjne ceny. Dla osób posiadających inne niż Tesla auto, nawet 1,30 zł za kWh. Poza godzinami szczytu. To wręcz rewelacyjna cena. Cały jednak problem to zbyt mała ilość stacji, jak na tak duży kraj jakim jest Polska.
WhatsApp us