Niepokojące sygnały z Europy: baterie LG w Teslach Model 3 i Y pod lupą niezależnego serwisu z Chorwacji.
Pod koniec 2025 roku branżę elektromobilności zelektryzowały doniesienia opublikowane przez serwis Electrek, a następnie szeroko podchwycone przez media na całym świecie. Ich źródłem nie był jednak koncern motoryzacyjny ani producent ogniw, lecz niezależny europejski serwis specjalizujący się w naprawach samochodów elektrycznych – EV Clinic z Chorwacji. To właśnie on zwrócił uwagę na niepokojący wzorzec awarii baterii stosowanych w wybranych wersjach Tesli Model 3 oraz Model Y.
Chodzi o pakiety trakcyjne oparte na ogniwach LG Energy Solution typu NCM811, produkowane w Chinach, wykorzystywane głównie w wersjach Long Range oraz Performance. Według relacji techników EV Clinic, którzy na co dzień diagnozują i otwierają pakiety wysokiego napięcia stosowane szeroko w autach Tesli, skala problemu zaczęła wyraźnie przekraczać to, co można uznać za naturalne zużycie eksploatacyjne.
„Katastrofalne” tempo degradacji
Serwis nie używa półśrodków w ocenie stanu tych baterii. W swoich analizach określa tempo degradacji jako wręcz „katastrofalne”. W praktyce oznacza to, że po rozebraniu pakietów okazuje się, iż bardzo duża liczba ogniw w jednym module wykazuje skrajnie wysoką rezystancję wewnętrzną – cechę charakterystyczną dla ogniw zużytych, niestabilnych i nieprzydatnych do dalszej bezpiecznej eksploatacji.
Co szczególnie istotne, degradacja nie dotyczy pojedynczych, losowych ogniw, które w klasycznych naprawach dałoby się jeszcze selektywnie wymienić. W wielu przypadkach zużycie ma charakter równomierny i rozległy, obejmujący znaczną część pakietu. To sprawia, że klasyczna regeneracja baterii przestaje mieć ekonomiczny sens. Zamiast częściowej naprawy pozostaje jedynie kosztowna wymiana całego zestawu. A to nie jest już tania metoda na to aby dalej użytkować auto EV. To jak spełnienie czarnego scenariusza.
Według relacji EV Clinic, w ponad 90% takich przypadków, próby napraw kończą się decyzją o rezygnacji z regeneracji, ponieważ liczba uszkodzonych ogniw jest zbyt duża.
Wyraźnie krótsza żywotność
Szczególnie niepokojąca jest obserwowana żywotność tych pakietów. W zdrowych bateriach trakcyjnych, przy normalnej eksploatacji, przebiegi rzędu 300–400 tys. km nie są dziś niczym nadzwyczajnym. Tymczasem w Teslach wyposażonych w feralne pakiety LG NCM811 pierwsze poważne problemy mają pojawiać się już w okolicach 240–250 tys. km, a czasem nawet wcześniej. To wynik o około 30% gorszy od innych pakietów tego typu używanych przez Teslę. Mowa między innymi o pakietach firmy Panasonic, które jak widać wcale nie są takie złe, jak niektórzy w naszym kraju wieszczą:)
Dla właścicieli oznacza to jedno: znacznie szybszy moment, w którym samochód staje przed widmem ekstremalnie drogiej naprawy. Wymiana kompletnego pakietu baterii to koszt, który wciąż nierzadko stanowi istotną część wartości całego pojazdu. W końcu kilkuletnia Tesla traci dość sporo ze swej początkowej wartości.
Ważna rzecz: to sygnał ostrzegawczy, nie wyrok dla wszystkich
Trzeba jednak bardzo mocno podkreślić jedno: wszystkie opisywane dane pochodzą z obserwacji jednego, choć bardzo wyspecjalizowanego serwisu. Nie są to jeszcze wyniki szeroko zakrojonych, oficjalnych badań statystycznych, prowadzonych przez producentów czy niezależne instytuty badawcze.
To oznacza, że nie każda Tesla z baterią LG, musi automatycznie ulec przedwczesnemu zużyciu. Na tempo degradacji wpływa wiele czynników – styl jazdy, częstotliwość ładowania do 100%, korzystanie z szybkich ładowarek DC, klimat czy sposób przechowywania pojazdu a raczej przechowywania baterii w pewnym stanie naładowania. Mimo to skala powtarzalności obserwowanych usterek jest na tyle duża, że została uznana przez techników za zjawisko systemowe, a nie jednostkowe wyjątki.
Skąd w ogóle baterie LG w Teslach?
Tesla od lat prowadzi strategię dywersyfikacji dostawców ogniw. W różnych fabrykach i dla różnych rynków stosowane są baterie od kilku producentów, m.in. Panasonic, CATL i właśnie LG Energy Solution. Ogniwa NCM811 charakteryzują się wysoką gęstością energii, co pozwala uzyskać duży zasięg, ale jednocześnie są bardziej wrażliwe termicznie i chemicznie niż np. popularne dziś pakiety LFP.
W przeszłości użytkownicy już zwracali uwagę na przypadki podwyższonej degradacji w niektórych egzemplarzach Tesli Model Y z ogniwami LG, choć nigdy wcześniej nie miało to tak wyraźnie zarysowanego charakteru, jak w obecnych doniesieniach z warsztatów.
Co to oznacza dla rynku i użytkowników?
Dla obecnych i przyszłych właścicieli Tesli Model 3 i Model Y to wyraźny sygnał, że warto dokładnie sprawdzać, z jakiego źródła pochodzi bateria w danym egzemplarzu – szczególnie przy zakupie auta używanego. Regularna diagnostyka stanu baterii, kontrola rezystancji ogniw oraz realnej pojemności użytkowej, może uchronić przed bardzo kosztownym zaskoczeniem.
Dla całego rynku, to natomiast kolejny dowód na to, jak ogromne znaczenie ma nie tylko sama pojemność baterii, ale też jej „długoterminowa” trwałość, czyli parametr, który często schodzi na dalszy plan w materiałach marketingowych.
Wnioski na koniec
Doniesienia z EV Clinic nie oznaczają jeszcze globalnej katastrofy dla Tesli ani dla LG Energy Solution, ale są poważnym ostrzeżeniem. Jeśli kolejne niezależne serwisy w Europie i na innych rynkach potwierdzą podobne obserwacje, temat może szybko przerodzić się w jeden z największych problemów jakościowych w segmencie nowoczesnych samochodów elektrycznych.
Dziś jesteśmy na etapie pierwszego głośnego sygnału alarmowego. I choć na ostateczne wnioski potrzeba jeszcze twardszych danych statystycznych, jedno jest pewne: temat trwałości baterii znów wraca na pierwszy plan i będzie uważnie obserwowany przez całą branżę, oraz przez nas użytkowników, i to ze specjalnie mocnym zainteresowaniem.
Fot: x.comevclinic
WhatsApp us