Kłótnie, przechwałki, narzekania… to wszystko pokłosie tego, że niektórzy posiadacze Tesli, starają się być mądrzy i rozpisują się na ten temat… niestety często nie mając pojęcia, o co tak naprawdę chodzi i co tak naprawdę wyświetla Tesla na ekranie głównym jako zasięg auta.
Tesla rozróżnia trzy zupełnie różne pojęcia zasięgu, które bardzo często są mylone. Klucz do zrozumienia tematu leży właśnie w tym rozróżnieniu.
Zasięg homologacyjny (to, co widzisz na stronie producenta)
W Europie Tesla musi podawać zasięg WLTP – bo wymaga tego prawo.
W USA Tesla podaje zasięg EPA – bo tam obowiązuje EPA.
To są oficjalne, certyfikowane testy laboratoryjne:
• wykonywane na hamowni,
• według z góry określonego profilu prędkości,
• w kontrolowanej temperaturze,
• bez realnego wiatru, deszczu, ruchu drogowego itd.
WLTP jest bardziej optymistyczne, EPA jest bardziej konserwatywne.
Dlatego ta sama Tesla, ma różne „papierowe” zasięgi w Europie i w USA.
To jest wyłącznie liczba homologacyjna.
Nie ma ona bezpośredniego związku z tym, co widzisz w aucie podczas jazdy.
Zasięg wyświetlany w samochodzie (liczba km obok ikony baterii)
To jest najważniejszy punkt i tu krąży najwięcej mitów. Tesla NIE używa WLTP, do liczenia zasięgu wyświetlanego w aucie. Nawet w Europie.
Fakt:
Zasięg wyświetlany na ekranie Tesli jest oparty na danych EPA.
Jak to działa w praktyce:
• dla każdej wersji auta Tesla ma jedną, stałą wartość zużycia energii, wynikającą z testów EPA,
• BMS wie ile kWh jest aktualnie dostępnych w baterii,
• samochód dzieli dostępną energię przez to stałe zużycie i pokazuje wynik w kilometrach.
To jest czysta matematyka, bez „inteligencji” (mówiąc bardziej fachowo – bez dynamicznej predykcji warunków jazdy – tak, żeby się nikt nie czepiał:)
• styl jazdy nie ma znaczenia,
• temperatura nie ma znaczenia,
• prędkość nie ma znaczenia,
• wiatr, deszcz, trasa — nie mają znaczenia.
Dlatego:
• po agresywnej jeździe zasięg nie „uczy się” Ciebie, ani tego jak używasz swojej Tesli.
• po spokojnej jeździe nie rośnie,
• zmienia się tylko wtedy, gdy zmienia się SOC albo dostępna pojemność baterii.
Tesla świadomie zrobiła to statycznie, żeby:
• uniknąć „pływających” liczb,
• mieć jeden spójny punkt odniesienia,
• jasno oddzielić zasięg referencyjny od zasięgu rzeczywistego.
Rzeczywisty zasięg i predykcja jazdy (czyli gdzie Tesla faktycznie liczy „inteligentnie”)
Tam, gdzie Tesla naprawdę liczy realny zasięg, to:
• nawigacja do celu,
• Energy App (projekcja zużycia).
W tych miejscach Tesla bierze pod uwagę:
• Twoje realne zużycie energii,
• prędkość,
• topografię trasy,
• temperaturę,
• wiatr,
• ruch drogowy,
• historię jazdy z ostatnich kilometrów.
Zmiennych tych przybyło w ostatnich 2-3 latach dość dużo. Najważniejsze z nich to temperatura oraz opady. Również siła i kierunek wiatru, mają zdecydowanie największy wpływ na nasz zasięg.
I tu działa zupełnie inny algorytm niż liczba km przy ikonie baterii.
Dlatego możesz mieć sytuację:
• auto pokazuje „300 km zasięgu”, a do przejechania jest 250…
• a nawigacja mówi: „do celu dojedziesz z 2% baterii” albo „nie dojedziesz”.
I to nawigacja ma rację, nie liczba kilometrów, wyświetlana obok ikony baterii. Bo według niej masz przecież 50 km zapasu!
Dlaczego Tesla nie pokazuje WLTP w aucie?
Bo WLTP:
• jest jeszcze bardziej oderwane od rzeczywistości niż EPA,
• daje liczby kompletnie nierealne przy autostradowych prędkościach,
• zmienia się zależnie od wersji wyposażenia i interpretacji testu.
Tesla wybrała EPA jako punkt odniesienia, bo:
• jest bardziej powtarzalne,
• bliższe realnym warunkom,
• łatwiejsze do porównywania między wersjami.
To jest świadoma decyzja inżynierska, nie błąd. Pamiętajcie, że to co widzicie, to jedynie orientacyjny punkt odniesienia. Czy można go osiągnąć? Tak, jeżdżąc po mieście z niskimi prędkościami średnimi, używając często hamowania rekuperacyjnego (wtedy prąd „wraca” do baterii). Lub jadąc drogami lokalnymi, na których średnia prędkość często oscyluje wokół 50-70 km/h. Wtedy też auto nawet wielkości Modelu X, może się pochwalić super niskim zużyciem energii.
W realnych warunkach trasy, kiedy nasze prędkości bliższe są liczbom takim jak 120 czy 130 km/h, wartość homologowana, czy to EPA czy WLTP staje się fikcją.
Najważniejsza prawda, wprost
Liczba kilometrów widoczna na ekranie Tesli:
• nie jest WLTP,
• nie jest prognozą Twojej jazdy,
• nie jest obietnicą,
tylko:
referencyjnym przeliczeniem energii w baterii według stałego zużycia EPA.
Tesla nigdy nie twierdzi, że jest to realny zasięg w danych warunkach — to użytkownicy tak to interpretują. Niestety…
Jeśli chcecie możemy pójść poziom głębiej? To takie małe kompendium:)
Zacznijmy od fundamentalnej rzeczy, którą trzeba zrozumieć, żeby dalsza część miała sens:
Tesla nie „ma zasięgu”. Tesla ma energię w baterii. (To żelazne motto na szkoleniach HV/BMS)
Zasięg jest tylko wtórnym przeliczeniem tej energii.
I całe zamieszanie bierze się z tego, jak i kiedy Tesla tę energię przelicza.
Co naprawdę pokazuje „zasięg” w Tesli – od strony BMS?
BMS w Tesli nie mierzy zasięgu.
BMS mierzy i estymuje trzy rzeczy:
• napięcia grup ogniw,
• prąd,
• temperaturę.
Na tej podstawie oblicza:
• SOC (ile energii jest dostępne tu i teraz),
• usable energy – ile kWh można bezpiecznie wykorzystać.
Dopiero na samym końcu system bierze:
• dostępną energię (kWh),
• stałe zużycie referencyjne EPA przypisane do danego wariantu auta,
i wykonuje proste dzielenie.
Nie ma tu żadnej magii.
Jeżeli zmienia się liczba km:
• albo zmieniła się estymacja dostępnej energii,
• albo zmieniło się zużycie referencyjne zapisane w software.
Nic innego.
Dlaczego Tesla „zmienia zasięg” po aktualizacjach software’u
To jest jeden z najbardziej niezrozumianych tematów.
Tesla nie zwiększa i nie zmniejsza fizycznej pojemności baterii aktualizacją.
Zmienia model matematyczny, którym BMS:
• interpretuje napięcia,
• przewiduje granice bezpiecznego rozładowania,
• kompensuje starzenie ogniw.
Co realnie może się zmienić po aktualizacji softu?
• dolny bufor energii (ile kWh BMS uważa za „nietykalne”),
• górny bufor (szczególnie po problemach z degradacją),
• krzywa napięcia,
• algorytm estymacji degradacji.
Efekt dla użytkownika:
• po aktualizacji 100% pokazuje np. 490 km zamiast 505 km,
• albo odwrotnie – zasięg „wraca”.
To nie jest degradacja z dnia na dzień.
To jest korekta estymacji, często po:
• lepszym poznaniu zachowania pakietu,
• wykryciu nierównowagi ogniw,
• długotrwałej jeździe w jednym zakresie SOC.
Dlatego Tesla zaleca:


System BMS może się „uczyć” prawidłowej ilości energii dostępnej w baterii. Auto pokazuje 479 km, a po krótkiej nauce, system odnalazł dodatkową energię, pozwalającą pokonać kilka kilometrów extra. mamy więc już 488 km naszego czysto teoretycznego zasięgu:)
Ładowanie do 100% i pozostawienie auta podpiętego do źródła energii (niski prąd), raz na jakiś czas. Aby napięcia w ogniwach miały czas się wyrównać. W Modelach S i X może to trwać dość krótko. W Modelu 3 i Y, zaleca się pozostawienie auta na minimum 3 godziny, zanim ruszymy w trasę. Oczywiście nie róbcie tego często. Od czasu do czasu. To wystarczy, aby nasz BMS poznał i zapamiętał wartości miar, związanych z kondycją naszej baterii.
Chodzi nie o to, żeby „doładować” auto, tylko żeby skalibrować model BMS. Dlatego pamiętajcie, żeby nie trzymać się kurczowo 80% przez długi czas. To może odbić się czkawką dla waszego systemu BMS i tego jak policzy on Wasz „zasięg”, a właściwie ilość dostępnych w Waszej baterii kWh.
WhatsApp us