Tesla miała słabnąć. Liczby mówią jednak coś zupełnie innego

Tesla miała słabnąć. Liczby mówią jednak coś zupełnie innego

Tesla miała tracić klientów. Tymczasem Model Y ponownie został najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym świata.

Gdy emocje opadają, zostają liczby… a z nimi się nie dyskutuje😉!

Od miesięcy w mediach regularnie pojawiają się informacje o problemach Tesli. Mówi się o rosnącej konkurencji z Chin, spadających rejestracjach na wybranych rynkach czy słabszym wizerunku marki. Łatwo więc odnieść wrażenie, że pozycja amerykańskiego producenta zaczyna się chwiać.

Tymczasem najnowsze globalne dane pokazują coś zupełnie innego.

W maju 2026 roku Tesla Model Y ponownie została najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym na świecie, osiągając 93 571 rejestracji. To oznacza wzrost o 16% względem maja ubiegłego roku.

Model Y podoba się klientom na całym świecie… jednak bardziej od wyglądu przemawia jego funkcjonalność.

Jeszcze ciekawiej wygląda zestawienie od początku roku. W ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2026 roku na całym świecie zarejestrowano 408 158 egzemplarzy Modelu Y. Żaden inny samochód elektryczny nie zbliżył się nawet do tego wyniku.

I właśnie dlatego warto patrzeć na dane globalne, a nie wyłącznie na pojedyncze rynki.

Na tym dobre informacje dla Tesli się nie kończą

Na trzecim miejscu światowego rankingu znalazła się Tesla Model 3, która w maju osiągnęła 44 237 rejestracji, poprawiając swój wynik o 28% rok do roku.

Model 3 potrafi wyglądać drapieżnie i rasowo… nie przymierzając jak pełnoprawne auto wyścigowe.

To pokazuje, że odświeżenie obu modeli nie było jedynie kosmetyczną zmianą. Nowy design, poprawiona aerodynamika, wyższy komfort jazdy i kolejne usprawnienia technologiczne nadal przekładają się na zainteresowanie klientów.

Dla wielu producentów taki wynik jednego modelu byłby rekordem całej marki.

Jest jednak coś znacznie ciekawszego niż sama wygrana Tesli

Największym zaskoczeniem nie jest wcale pierwsze miejsce Modelu Y.

Wystarczy spojrzeć na całe zestawienie dwudziestu najlepiej sprzedających się samochodów elektrycznych na świecie.

Jeszcze kilka lat temu dominowali producenci z Europy, Japonii i Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj ranking wygląda zupełnie inaczej.

Obok Tesli coraz mocniej rozpychają się producenci z Chin. BYD, Geely, Wuling, Xiaomi, Leapmotor czy Li Auto systematycznie zwiększają sprzedaż i zdobywają kolejne rynki.

To już nie jest chwilowy trend. To nowy układ sił na światowym rynku elektromobilności.

Europa coraz częściej zostaje obserwatorem… niestety

To chyba najciekawszy wniosek płynący z najnowszych danych.

Od lat słyszymy zapowiedzi europejskich producentów dotyczące elektrycznej transformacji. Powstają kolejne platformy, fabryki i ambitne strategie. Jednak kiedy przychodzi moment podsumowania globalnej sprzedaży, w czołówce dominują Tesla i producenci z Chin.

To nie oznacza, że europejskie marki sprzedają mało samochodów. Oznacza natomiast, że tempo wzrostu konkurencji jest znacznie większe.

Chińskie koncerny rozwijają nowe modele błyskawicznie, produkują je na ogromną skalę i coraz skuteczniej konkurują ceną. Tesla z kolei od lat korzysta z efektu skali, wysokiej efektywności produkcji oraz bardzo rozpoznawalnej marki.

Dzisiaj właśnie te dwa elementy w największym stopniu definiują światowy rynek samochodów elektrycznych.

Rynek EV nadal rośnie

Wbrew opiniom o rzekomym spowolnieniu elektromobilności, globalny rynek nadal notuje wzrosty.

W maju sprzedaż samochodów typu plug-in zwiększyła się o około 15% rok do roku, a samochody w pełni elektryczne odpowiadały już za 71% wszystkich sprzedanych pojazdów plug-in.

To pokazuje, że popyt na auta elektryczne nadal rośnie. Zmieniają się natomiast liderzy rynku i miejsca, w których ten wzrost jest najszybszy.

Czy Tesla jest dziś bezkonkurencyjna?

Oczywiście nie.

Konkurencja jest większa niż kiedykolwiek wcześniej i szczególnie w Chinach walka o klienta robi się coraz bardziej zacięta. A to jak wiecie największy rynek na świecie, również, jeśli chodzi o auta napędzane energią elektryczną.

Jednak fakty są takie, że żaden producent nie potrafił w maju sprzedać jednego modelu samochodu elektrycznego w liczbie przekraczającej 93 tysiące egzemplarzy.

Nie bez znaczenia pozostaje również własna sieć Superchargerów, wysoka integracja pionowa produkcji oraz możliwość szybkiego wdrażania zmian dzięki aktualizacjom OTA. To elementy, których wielu producentów wciąż nie potrafi odtworzyć w podobnej skali.

To właśnie dlatego wszelkie prognozy o końcu Tesli warto traktować z dużym dystansem. Albo od razu włożyć je między bajki😉!

Rynek motoryzacyjny nie ocenia producentów po liczbie komentarzy w mediach społecznościowych ani po pojedynczych słabszych miesiącach na wybranych rynkach.

Ostatecznie liczą się globalne wyniki sprzedaży.

A te po raz kolejny pokazują, że Tesla Model Y pozostaje punktem odniesienia dla całej branży elektromobilności.

Być może za rok sytuacja będzie wyglądała inaczej. Rynek EV zmienia się niezwykle dynamicznie. Jednak dziś liczby nie pozostawiają większych wątpliwości – mimo rosnącej konkurencji, Tesla nadal rozdaje karty, a największym wyzwaniem dla europejskich tradycyjnych producentów nie jest już sama Tesla, lecz również błyskawicznie rozwijający się przemysł motoryzacyjny z Chin.

FSD V14 Lite dla starszych Tesli. Wszystko, co warto wiedzieć

FSD V14 Lite dla starszych Tesli. Wszystko, co warto wiedzieć

Tesla nie porzuciła starszych samochodów. Ale właśnie pokazała, gdzie przebiega granica ich możliwości. Gdy wszyscy patrzyli na Robotaxi, Tesla zrobiła coś znacznie ważniejszego. Dla wielu z nas, czyli użytkowników starszych modeli aut Tesli.

Przez ostatnie miesiące większość uwagi skupiała się na Robotaxi, sztucznej inteligencji i komputerze AI4. W cieniu tych wydarzeń pozostawała jednak grupa kierowców, która przez lata była fundamentem sukcesu Tesli.

To właściciele samochodów wyposażonych w komputer Hardware 3, czyli HW3.

Miliony aut sprzedanych na całym świecie. Samochody, które jeszcze kilka lat temu Elon Musk przedstawiał, jako gotowe na przyszłość autonomicznej jazdy. Potem przyszła rzeczywistość. Wiemy co się stało i jak to przebiegało. Sieci neuronowe zaczęły rosnąć szybciej niż możliwości komputerów montowanych w starszych modelach. Tesla otwarcie przyznała, że HW3 nie będzie w stanie obsłużyć pełnej, nienadzorowanej autonomii.

Dla wielu właścicieli brzmiało to jak koniec historii, ale…

Okazuje się, że był to dopiero początek nowego rozdziału😉!

Tesla właśnie rozpoczęła wdrażanie FSD v14 Lite – specjalnie przygotowanej wersji swojego najnowszego systemu, dla samochodów wyposażonych w HW3. I choć nazwa sugeruje kompromis, rzeczywistość pokazuje coś znacznie ciekawszego.

Pokazuje bowiem, jak daleko można przesunąć granice starszego sprzętu dzięki odpowiednio zaprojektowanej sztucznej inteligencji, i odpowiedniemu oprogramowaniu.

To nie jest zwykła aktualizacja

Na pierwszy rzut oka łatwo pomyśleć, że Tesla po prostu przygotowała okrojoną wersję FSD v14.

Ale to byłoby zbyt duże uproszczenie. 

Inżynierowie Tesli zastosowali rozwiązanie określane jako „distillation”, czyli proces, w którym mniejszy model AI uczy się zachowania większego modelu działającego na nowszym sprzęcie.

Mówiąc obrazowo…

To trochę tak, jakby doświadczony pilot, przez tysiące godzin uczył młodszego kolegę podejmowania decyzji. Młodszy nie ma takiej wiedzy ani takich możliwości, ale z czasem zaczyna reagować bardzo podobnie.

Dokładnie w ten sposób HW3 korzysta z doświadczeń rozwijanych dla platformy AI4, czyli znacznie nowszych.

Nie otrzymuje całej mocy obliczeniowej.

Otrzymuje sposób myślenia wypracowany przez nowszy system. A to, jak się okazuje, jest bardzo sprytne posunięcie.

Sztuczna inteligencja wygrała z ograniczeniami sprzętu… przynajmniej częściowo

Jeszcze kilka lat temu dominowało przekonanie, że rozwój autonomii zależy przede wszystkim od coraz mocniejszych komputerów.

Tesla pokazuje dziś coś bardziej interesującego i jakże innego od standardowego myślenia.

Coraz większą rolę zaczyna odgrywać jakość samego modelu AI.

Elon Musk zwrócił uwagę, że komputer HW3 dysponuje zaledwie około 15% efektywnej przepustowości pamięci względem AI4. To ogromna różnica. Mimo tego inżynierom udało się przenieść znaczną część zachowań nowego systemu na starszą platformę.

To nie oznacza, że ograniczenia zniknęły.

One nadal istnieją.

Ale coraz wyraźniej widać, że nowoczesna sztuczna inteligencja potrafi wycisnąć ze starszego sprzętu znacznie więcej, niż jeszcze niedawno wydawało się możliwe.

Kierowcy dostają funkcje, na które czekali od miesięcy

Najbardziej odczuwalne zmiany nie dotyczą jednak samych algorytmów.

Dotyczą codziennego korzystania z samochodu.

FSD v14 Lite pozwala rozpocząć autonomiczną jazdę już z miejsca parkingowego. Samochód potrafi sam wycofać, przełączyć „bieg” i płynnie rozpocząć jazdę.

Pojawiają się również nowe opcje wyboru miejsca zakończenia podróży. Kierowca może zdecydować, czy samochód powinien zatrzymać się przy krawężniku, na podjeździe, na ulicy czy na parkingu.

Do starszych modeli trafiają także profile prędkości znane z nowszych wersji FSD, poprawione zachowanie podczas zmiany pasów, lepsza reakcja na pieszych, skrzyżowania oraz bardziej naturalne prowadzenie pojazdu.

Dla wielu użytkowników oznacza to największy skok jakościowy od ponad roku. Może w końcu zniknął upierdliwości znane z aut Tesli. Choćby mocno denerwujący wszystkich Phantom Braking.

Ale Tesla niczego nie ukrywa

Najciekawsze jest jednak to, czego… nie ma.

Tesla nie próbuje udawać, że HW3 nagle stał się równoważny AI4.

Nie stał się.

FSD v14 Lite nie obsługuje pełnej architektury wykorzystywanej przez Robotaxi. Brakuje części nowych funkcji związanych z inteligentnym Summon, nie pojawia się również pełna aplikacja autonomicznej jazdy znana z nowszych platform.

Starsza wersja hadware po lewej i najnowsza po HW4 po prawej

Co ważniejsze, sama Tesla już wcześniej jasno przyznała, że HW3 nie osiągnie poziomu pełnej autonomii bez nadzoru kierowcy. W przyszłości rozwiązaniem mają być modernizacje sprzętu dla kwalifikujących się użytkowników, ale na razie FSD v14 Lite pozostaje pomostem między starą a nową generacją systemów.

To zapowiedź czegoś znacznie większego

Patrząc szerzej, ta aktualizacja nie jest historią o Tesli. Tak naprawdę to historia o kierunku, w którym rozwija się cała sztuczna inteligencja.

Jeszcze niedawno uważaliśmy, że każda nowa generacja AI wymaga całkowicie nowego sprzętu.

Dziś coraz częściej okazuje się, że równie ważne staje się optymalizowanie modeli i przenoszenie wiedzy, pomiędzy kolejnymi generacjami. Coś jak odpalenie gry z najnowszej generacji konsol na nieco starszym sprzęcie. Choć nie pamiętam dokładnie czy to było możliwe? Może Wy pamiętacie? Ale myślę, że wiecie o co chodzi i jaki zamysł przyświeca Tesli.

Nie zawsze potrzebujemy większego procesora. Czasem wystarczy mądrzejszy algorytm. To podejście może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla samochodów autonomicznych, ale również dla robotyki, urządzeń IoT czy elektroniki użytkowej.

Przez lata Tesla była krytykowana za składanie zbyt odważnych obietnic dotyczących autonomicznej jazdy. Część tej krytyki była uzasadniona. Znane są określenia takie jak Elon Time, czy Tesla Time.😉

FSD rozwija się wolniej, niż zapowiadano. Robotaxi nadal przechodzi kolejne etapy wdrożeń. HW3 okazał się mniej przyszłościowy, niż zakładano kilka lat temu.

Ale jednocześnie trudno nie docenić wysiłku, jaki firma wkłada w utrzymanie milionów starszych samochodów przy życiu.

Zamiast powiedzieć właścicielom: „kupcie nowe auto”, Tesla postanowiła wykorzystać możliwości sztucznej inteligencji, do przedłużenia życia istniejącej platformy.

Czy to wystarczy? Dla jednych tak. Dla innych nie. Jak to w życiu bywa.

Jedno jest jednak pewne.

FSD v14 Lite pokazuje, że przyszłość autonomii nie będzie zależeć wyłącznie od coraz mocniejszych komputerów.

Coraz częściej będzie zależeć od tego, jak inteligentnie nauczymy sztuczną inteligencję wykorzystywać to, co już mamy. Bo prawdopodobnie będzie ona mogła wycisnąć znacznie więcej ze sprzętu, niż do tej pory myśleliśmy. Oczywiście pod naszym nadzorem😉… taką mam nadzieję.

WhatsApp WhatsApp us