Sierpień…BMW właśnie rozpoczyna produkcję auta, którego konkurencja nie powinna ignorować. 900 km zasięgu, 400 kW ładowania i nowa era Neue Klasse…
Jeszcze kilka lat temu 500 km zasięgu w samochodzie elektrycznym, robiło ogromne wrażenie. Potem przyszły modele z bateriami 80–100 kWh i granica przesunęła się w okolice 600–700 km WLTP. Dziś BMW wykonuje kolejny ruch i robi to w miejscu, które dla marki ma znaczenie absolutnie kluczowe.
Nowy BMW i3 Neue Klasse nie jest następcą sympatycznego miejskiego i3, którego znamy z poprzedniej dekady. To pierwsza w historii marki w pełni elektryczna Seria 3. I wygląda na to, że właśnie ona ma rozpocząć nowy rozdział w elektrycznej ofensywie BMW.
Sierpień to miesiąc w którym rusza produkcja nowego modelu, dostawy planowane są na koniec roku
900 km. Tak! BMW podaje to oficjalnie
Największą sensacją jest oczywiście zasięg. BMW deklaruje do 900 km według WLTP dla wersji i3 50 xDrive. BMW na swojej stronie wspomina nawet o 906 km! To wartość, która jeszcze niedawno była zarezerwowana dla futurystycznych konceptów albo bardzo drogich modeli niszowych.
I co ważne – nie mówimy o samochodzie z absurdalnie wielką baterią 140 czy 150 kWh. Nowy i3 otrzyma akumulator o pojemności użytecznej 108,7 kWh , oparty na nowych cylindrycznych ogniwach NMC w architekturze cell-to-pack.
BMW twierdzi, że szósta generacja eDrive zapewnia około 30% większy zasięg i 30% szybsze ładowanie niż obecne modele elektryczne marki.
400 kW i 423 km w 10 minut!
To drugi element, który może zrobić największe wrażenie na kierowcach pokonujących długie trasy.
Nowa platforma Neue Klasse korzysta z architektury 800 V, a maksymalna moc ładowania DC ma sięgać 400 kW. Producent podaje, że w ciągu 10 minut można odzyskać energię, na nawet 423 km zasięgu WLTP. Oczywiście 423 km WLTP nie oznacza 423 km przy 130 km/h na autostradzie. Ale nawet jeśli rzeczywisty przyrost zasięgu będzie wyraźnie niższy, sama możliwość szybkiego uzupełnienia tak dużej ilości energii, podczas krótkiej przerwy, może zmienić sposób planowania długiej podróży.Przejechanie 1000 km to zaledwie dwa krótkie przystanki. A może nawet jeden, zakładając, że wyjedziemy ze stanem naładowania równym 100%.
Jeśli te wartości potwierdzą się w praktyce, będzie to jeden z najszybciej ładujących się sedanów elektrycznych dostępnych w Europie. Nie liczę chińskich aut:)
Cena – rzecz niezmiernie ważna…
Tu tylko krótka informacja. Cennik w Polsce ma się rozpoczynać od kwoty 290 000 zł. Cóż, niemało. Wersja First Edition, która będzie sprzedawana na początku produkcji to wydatek rzędu nieco ponad 330 000 zł. Jeszcze więcej. Rozumiemy że to BMW, ale czy Waszym zdaniem trochę nie przestrzelili z tymi cenami? (Jak zwykle w naszej starej poczciwej Europie?😉). No i pamiętajmy wszyscy o jednej rzeczy. Producenci tacy jak BMW, lubią sobie robić rozbudowane cenniki. Więc cena 290 000 zł – oznacza cenę tak zwaną „od”. Za extra dodatki zapewne przyjdzie nam słono zapłacić… niestety.
Osiągi? Bardziej M3 niż ekonomiczny sedan
Na premierę BMW pokazało wersję i3 50 xDrive.
469 KM
645 Nm
napęd na cztery koła
0–100 km/h w 4,7 s
To poziom osiągów, którego jeszcze kilka lat temu oczekiwalibyśmy od spalinowego M3, a nie od samochodu zdolnego przejechać setki kilometrów bez ładowania.
Ile przejedzie naprawdę?
I tu trzeba zachować zdrowy rozsądek.
900 km WLTP nie oznacza 900 km po polskiej autostradzie przy 140 km/h. Realistycznie spodziewałbym się:
520–620 km przy 140 km/h,
650–780 km w trasie mieszanej,
ponad 800 km przy spokojnej jeździe pozamiejskiej.
To nadal wynik, który może wyraźnie zmienić sposób planowania podróży elektrykiem.Oczywiście jadąc EV musimy wziąć pod uwagę szereg zmiennych, ale z grubsza możemy przyjąć to co napisaliśmy powyżej. To nasze kalkulacje oparte na latach jazdy autami na prąd. Jednak głównie to czy osiagniemy takie wyniki zależy od naszej prawej stopy, i od tego jak bardzo ona nam ciąży… Jeśli bardzo to może być wynik w dolnej granicy zasięgu, lub jeszcze gorszy. Jeśli jednak ktoś z Was wyszumiał się już za kółkiem i przyjmuje dziś wersję jazdy na emeryta, to kro wie, w mieście może osiagnąć nawet wspomniane przez BMW 906 km zasięgu.
Innymi słowy Wasz zasięg jest tylko w waszych rękach… i stopie – tej prawej:)
Czy BMW dogoniło Teslę?
Mamy wrażenie, że to już nie jest właściwe pytanie.
Tesla nadal pozostaje wzorem pod względem oprogramowania, integracji ekosystemu i efektywności całego systemu. Ale BMW pokazuje, że w 2026 roku walka toczy się już nie o to, czy europejscy producenci potrafią zbudować dobry samochód elektryczny.
Walczą o to, kto zbuduje najlepszy samochód elektryczny klasy premium do pokonywania długich dystansów.
I tutaj BMW po raz pierwszy od dawna wygląda naprawdę groźnie. W końcu… ile można czekać. Wszyscy zachwycają się autami z Chin, bo faktycznie wyglądają one na papierze rewelacyjnie, szczególnie jeśli chodzi o moc ładowania. Jednak w końcu i Europa pokaże coś wartego zainteresowania. Długo czekaliśmy ale chyba było warto.
Najważniejsze jest jednak coś innego
Patrzmy na ten samochód nie tylko przez pryzmat liczb.
Nieco kanciasty i ostry w swoim wizerunku… czy spodoba się klientom?
Neue Klasse to dla BMW odpowiednik momentu, w którym Tesla przeszła z niszowego producenta, do firmy wyznaczającej kierunek całej branży. W BMW mamy nową architekturę, nowe baterie, nowe komputery pokładowe, nowe podejście do projektowania i zapowiedziane kolejne modele – od kombi po elektryczne M3. Wszystko będzie nowe i znacznie lepsze.
Jeżeli i3 rzeczywiście będzie w stanie przejechać ponad 550 – 600 km autostradowo i ładować się z mocą zbliżoną do 400 kW, to możemy być świadkami początku nowej generacji elektryków, w której pytanie „czy dojadę?” przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie.
A wtedy najciekawsza rywalizacja w elektromobilności może już nie przebiegać między spaliną a elektrykiem.
Tylko między elektrykiem a… innym elektrykiem. A czyż nie o to chodzi w całej tej transformacji transportu na niskoemisyjny?
Fot: x.com/AutosyMas, BMW
Źródło informacji: BMW Group, BMW UK, BMW Ireland, The EV Report, Wired, AutoWeek.
EVgo stawia na technologię Tesli… najnowsze SuC V4 obsłużą jedną z największych sieci w USA.
Jeden z największych operatorów ładowarek w USA wybrał najnowszą technologię Tesli. To ważny sygnał dla całej branży elektromobilności.
Przez lata Tesla była kojarzona z zamkniętym ekosystemem. Produkowała własne samochody, rozwijała własne oprogramowanie i budowała jedną z najbardziej niezawodnych sieci szybkiego ładowania na świecie. Superchargery były czymś więcej niż infrastrukturą – stanowiły przewagę konkurencyjną marki. przez całe lata i od kiedy pamiętamy, a zajmujemy się EV już naprawdę długo😉.
Dziś ten obraz wygląda zupełnie inaczej. Choć nie jakoś diametralnie, bo można zaobserwować raczej ewolucję sieci niż nagłą rewolucję.
Najpierw Tesla otworzyła sieć Superchargerów dla samochodów innych producentów. Co niektórych mocno wkurzyło. Następnie standard NACS stał się dominującym złączem ładowania w Ameryce Północnej. Teraz pojawia się kolejny krok, który może mieć równie duże znaczenie dla rynku.
Amerykański operator EVgo rozpoczyna wdrażanie najnowszych szaf zasilających Tesla V4 Cabinet o dużej mocy. Sama sprzedaż technologii innym operatorom nie jest nowością – Tesla robi to od pewnego czasu. Nowością jest jednak fakt, że jeden z największych graczy na rynku publicznego ładowania, zdecydował się wykorzystać właśnie najnowszą generację rozwiązania opracowanego przez Teslę.
To pokazuje, że dziś konkurencja nie patrzy już na Teslę wyłącznie jak na producenta samochodów.
Coraz częściej postrzega ją jako dostawcę technologii. W tym przypadku całkiem niezłych ładowarek o unikatowym wyglądzie i ogromnej wręcz niezawodności. Przez lata jazdy po całej Europie „udało” nam się znaleźć zepsutą stację Tesli tylko raz. W Ljubljanie, przy okazji trasy do Chorwacji. Z bodajże 6 stacji – nie działały aż dwie. Co spowodowało niewielką kolejkę. Od tamtej pory mimo setek ładowań na stacjach Tesli, nigdy nie zdarzyła się już taka sytuacja.
500 kW robi wrażenie. Ale nie to jest najważniejsze
Liczba 500 kW brzmi imponująco i z pewnością będzie pojawiać się w nagłówkach wielu serwisów. Warto jednak pamiętać, że sama moc maksymalna nie jest tutaj najważniejszą informacją.
Obecne modele Tesli – Model 3, Model Y, Model S czy Model X – nie wykorzystują takich wartości. Ich maksymalna moc ładowania wynosi około 250 kW. Oznacza to, że nowe szafy zasilające nie sprawią nagle, że obecni właściciele Tesli, będą ładować samochody dwa razy szybciej.
Po co więc 500 kW?
Odpowiedź jest prosta – infrastruktura powstaje z myślą o samochodach, które będą jeździć po drogach za trzy, pięć czy dziesięć lat, a nie wyłącznie o tych, które kupujemy dzisiaj. Choć i wśród nich pojawiają się już auta, które jeśli chodzi o moce ładowania, potrafią przyjąć tak duże wartości.
Na razie jest ich niewiele, szczególnie na dość zamkniętym rynku amerykańskim, który stara się oprzeć chińskiej inwazji. Jednak zmieni się to w czasie i to dość szybko. Szczególnie kiedy producenci zaczną powszechnie stosować pakiety, takie jak najnowsze BLADE od BYD, czy Shenxing 2 od CATL. Te baterie bez problemu radzą sobie z mocą nawet 1000 kW. A mówi się o zwiększeniu ich możliwości co do mocy ładowania. Co ważne zarówno BYD, jak i CATL to jedni z największych producentów pakietów trakcyjnych do aut EV na świecie. Zatem to, że ich najnowsze baterie trafią do coraz większej ilości aut, jest tylko kwestią czasu.
Coraz więcej producentów rozwija też architekturę 800 V, a nowe platformy są projektowane z myślą o znacznie wyższych mocach ładowania. Tesla przygotowała swoje rozwiązanie właśnie na taki scenariusz. Choć dzisiejsze wersje V4 i ich możliwości wydają sie tylko etapem przejściowym w wyścigu do mocy przekraczających 1 MW.
To nie stacja jest najważniejsza
W wielu publikacjach można przeczytać o „Superchargerach V4”. W praktyce znacznie większe znaczenie mają jednak nowe V4 Cabinets, czyli „szafy mocy”, zasilające stanowiska ładowania.
To one odpowiadają za zarządzanie energią, rozdział mocy pomiędzy poszczególnymi stanowiskami, chłodzenie oraz współpracę z pojazdami o napięciu sięgającym około 1000 V.
Mówiąc prościej – „słupek” (stacja), który widzi kierowca, jest tylko końcówką całego systemu. Prawdziwa technologia znajduje się w szafach zasilających ukrytych na zapleczu.
I właśnie tę technologię zdecydowało się wykorzystać EVgo.
Dlaczego EVgo wybrało Teslę?
EVgo od lat rozwija własną sieć szybkiego ładowania i współpracowało z uznanymi producentami infrastruktury, takimi jak Delta Electronics. Nie była to więc firma, która dopiero wchodzi na rynek i szuka pierwszego dostawcy.
Jeżeli mimo to decyduje się na wdrożenie najnowszego rozwiązania Tesli, oznacza to, że za tą decyzją stoją konkretne argumenty biznesowe.
Nie chodzi wyłącznie o maksymalną moc.
Dla operatorów równie ważne są niezawodność, łatwość serwisowania, inteligentne zarządzanie energią, możliwość rozbudowy oraz stabilność działania całego systemu.
Bo z punktu widzenia kierowcy, dużo większe znaczenie ma ładowarka, która działa za każdym razem, niż taka, która na papierze oferuje rekordową moc, ale regularnie sprawia problemy.
Tesla coraz mocniej wchodzi do świata B2B
Jeszcze kilka lat temu przychody Tesli kojarzyły się przede wszystkim ze sprzedażą samochodów. Całkiem sporo mieli też z ładowania, czyli ze swojej ciągle rosnącej sieci Supercharger. I ten kierunek zdają się właśnie rzowijać coraz szybciej.
Właśnie dziś firma coraz mocniej rozwija działalność energetyczną. Megapacki, magazyny energii, systemy zarządzania energią czy infrastruktura ładowania stają się coraz ważniejszym elementem biznesu.
Sprzedaż technologii Supercharger innym operatorom doskonale wpisuje się w ten kierunek.
To rynek, który może rosnąć niezależnie od wyników sprzedaży samochodów.
Jeżeli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, Tesla może stać się jednym z najważniejszych dostawców infrastruktury ładowania na świecie – nawet tam, gdzie kierowcy nigdy nie zobaczą charakterystycznego logo firmy na stacji.
Co to oznacza dla Europy?
U nas w Europie, jak na razie charakterystyczne stacje Tesli znajdziemy tylko na jej osobistych hubach ładowania. Choć jak widać na zdjęciu, Unia Europejska partycypuje w tworzeniu i powiększaniu sieci ładowania tej firmy. Warunkiem dopłat było to, aby sieć Tesli była dostępna dla innych marek aut EV, co stało się faktem w całej Europie.
Na razie współpraca dotyczy Stanów Zjednoczonych, ale trudno zakładać, że europejscy operatorzy nie będą uważnie obserwować efektów tego projektu.
Rynek ładowania rozwija się niezwykle szybko. Coraz większe znaczenie mają nie tylko moc i liczba stanowisk, ale również koszty eksploatacji, niezawodność oraz możliwość łatwego skalowania infrastruktury.
Jeżeli rozwiązania Tesli okażą się bardziej efektywne od konkurencji, zainteresowanie nimi może pojawić się również w Europie.
Nie byłby to pierwszy przypadek, gdy rozwiązanie opracowane przez Teslę wyznacza nowy kierunek dla całej branży.
Podsumowaniena sam koniec!
Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że to kolejny news o coraz szybszych ładowarkach.
Naszym zdaniem znaczenie tej informacji jest jednak znacznie większe.
Nie dlatego, że pojawiło się 500 kW. Bo to żaden szał w dzisiejszych czasach😉.
Nie dlatego, że Tesla sprzedała swoją technologię innemu operatorowi – bo robiła to już wcześniej (od 2023 roku).
Najciekawsze jest to, że jeden z największych operatorów publicznych ładowarek w Stanach Zjednoczonych, uznał najnowszą technologię Tesli za rozwiązanie warte wdrożenia w swojej sieci.
To pokazuje, że przewaga Tesli nie musi już wynikać wyłącznie z liczby sprzedanych samochodów. Coraz większą wartością staje się wiedza zdobyta podczas budowy i eksploatacji jednej z najbardziej niezawodnych sieci ładowania na świecie.
A jeśli kolejne firmy pójdą śladem EVgo, być może za kilka lat będziemy ładować samochody na stacjach różnych operatorów, nie zdając sobie nawet sprawy, że w ich sercu pracuje technologia opracowana przez Teslę. No ok, może będziemy sobie zdawać sprawę… bo w końcu żadne stacje na świecie nie wyglądają tak jak SuC Tesli. I chyba wyglądać nie będą…
Ten znany nam wszystkim kształt ładowarki chyba zostanie na zawsze kojarzony właśnie z firmą Tesla.
Tesla zrobiła coś, czego wielu się nie spodziewało. Darmowe ładowanie w obliczu nieszczęścia ale nie nie tylko dla swoich kierowców? Tak, w takich sytuacjach, już nie raz amerykański producent idzie z pomocą potrzebującym i zagrożonym.
Są sytuacje, w których biznes schodzi na dalszy plan. Tak było i tym razem.
Nie dlatego, że nagle przestaje się liczyć. Po prostu pojawia się coś ważniejszego. Nazwijmy to stanem wysokiego ryzyka.
Tak było już wielokrotnie podczas huraganów w Stanach Zjednoczonych, kiedy Tesla zdalnie odblokowywała dodatkową pojemność baterii w wybranych modelach aut lub uruchamiała darmowe ładowanie, dla osób uciekających przed żywiołem. Tym razem podobna historia wydarzyła się w Europie. I naszym zdaniem pokazuje ona coś znacznie ważniejszego niż kolejną akcję marketingową.
Pokazuje, jak powinna wyglądać odpowiedzialność firmy, posiadającej jedną z największych sieci ładowania na świecie.
Ogień nie pyta, jakim autem jeździsz?
Końcówka lipca przyniosła kolejne tragiczne pożary lasów w południowej Europie. Szczególnie trudna sytuacja panowała w części Hiszpanii i południowo-zachodniej Francji, gdzie wysokie temperatury, susza i silny wiatr stworzyły idealne warunki do błyskawicznego rozprzestrzeniania się ognia. W wielu miejscach konieczna była ewakuacja mieszkańców, a infrastruktura transportowa pracowała pod ogromną presją.
W takich chwilach samochód przestaje być gadżetem.
Staje się środkiem ratunku. I to dosłownie…
A energia w akumulatorze, oznacza możliwość bezpiecznego opuszczenia zagrożonego terenu.
Tesla otworzyła Superchargery dla wszystkich…
Tesla poinformowała, że od 29 lipca do 5 sierpnia wybrane stacje Supercharger we Francji i Hiszpanii będą oferowały bezpłatne ładowanie nie tylko właścicielom Tesli, ale wszystkim samochodom elektrycznym, które mogą korzystać z tej sieci.
To właśnie ten fragment całej historii zrobił na nas największe wrażenie. Bo przecież Tesla mogła ograniczyć pomoc wyłącznie do swoich klientów.
Nie zrobiła tego.
Jeżeli ktoś ucieka przed pożarem Hyundaiem, Kią, BMW, Mercedesem, Volvo czy Renault, marka samochodu nagle przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Liczy się człowiek.
I możliwość szybkiego naładowania auta.
Może to złośliwe, ale ciśnie się na usta jedno pytanie… mianowicie – czy może znany jest komuś fakt darmowego tankowania benzyny czy diesla w takich okolicznościach? Gdziekolwiek? Kiedykolwiek? No właśnie…
Bo tak właśnie wygląda dojrzała elektromobilność, a wałściwie odpowiedzialna…
Jeszcze kilka lat temu wielu krytyków przekonywało, że zamknięte sieci ładowania będą największym problemem elektromobilności.
Tymczasem Europa zmieniła się bardziej, niż można było oczekiwać.
Dzisiaj ogromna część europejskich Superchargerów jest dostępna również dla samochodów innych producentów za pomocą aplikacji Tesla. To efekt strategii, którą firma rozwija od kilku lat, otwierając swoją infrastrukturę dla kolejnych marek. Dlatego decyzja o darmowym ładowaniu wszystkich pojazdów nie wymagała budowania nowego systemu.
On już istniał.
Trzeba było jedynie zdjąć opłatę.
To więcej niż marketing i to zdecydowanie
Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą:
„To świetna reklama Tesli.”
I trudno się z tym nie zgodzić. Ale są kampanie reklamowe, których nikt nie chciałby organizować. Pożary, ewakuacje i zagrożenie życia mieszkańców nie są wydarzeniami, na których ktokolwiek chciałby budować wizerunek. Chyba żeby był niespełna rozumu. Bo takie akcje kończą się raczej ogólnym hejtem a nie sukcesem. Nie można budować wizerunku firmy na ludzkim nieszczęściu. Takie próby zawsze kończą się źle. Teraz w Europie, szczególnie we Francji i Hiszpanii, gdzie szaleją pożary trzeba było działać szybko.
Bo w takich sytuacjach liczy się czas.
Jeżeli firma może realnie pomóc, to powinna to zrobić.
Tesla właśnie to zrobiła.
Czy inni operatorzy pójdą tą samą drogą?
To chyba najciekawsze pytanie. Europejski rynek ładowania staje się coraz bardziej dojrzały.
IONITY, Fastned, Electra, Allego, Atlante czy inni operatorzy dysponują dziś tysiącami punktów ładowania.
Czy w przyszłości podobne procedury staną się standardem podczas klęsk żywiołowych?
Mamy nadzieję, że tak. Naszym zdaniem powinny i to zdecydowanie.
Bo wyobraźmy sobie sytuację, w której podczas powodzi, pożaru albo huraganu wszyscy operatorzy jednocześnie udostępniają swoje ładowarki bez opłat.
Nagle okazuje się, że infrastruktura energetyczna staje się elementem systemu bezpieczeństwa państwa. I to dosłownie. Nie myślisz o kartach, ani kontach, RFID jest nieważne. Podjeżdżasz i podpinasz swojego EV – ładujesz – uciekasz, jak najdalej od nieszczęścia, które może zagrozić Tobie i twojej rodzinie.
I właśnie w tym kierunku chyba zmierzamy. Przynajmniej mamy taką nadzieję…
Elektromobilność zaczyna dojrzewać… z roku na rok coraz bardziej
Od lat powtarzamy, że prawdziwa rewolucja w elektromobilności nie polega wyłącznie na większych bateriach, szybszym ładowaniu czy coraz dłuższym zasięgu.
Polega na tym, że samochód elektryczny przestaje być ciekawostką.
Staje się normalnym środkiem transportu.
A gdy dochodzi do sytuacji kryzysowej, cała infrastruktura zaczyna działać dokładnie tak, jak oczekujemy od każdej krytycznej sieci.
Bez względu na logo na masce.
Na koniec jedna refleksja
Jeszcze kilka lat temu dyskutowaliśmy głównie o tym, czy samochodem elektrycznym da się pojechać na wakacje.
Dzisiaj widzimy, że ta sama infrastruktura może pomagać ludziom uciekającym przed żywiołem.
To pokazuje, jak bardzo zmienił się świat elektromobilności. I chyba również to, że dojrzałość rynku mierzy się nie tylko liczbą nowych ładowarek.
Czasami wystarczy jedna decyzja.
Taka, która sprawia, że w najtrudniejszym momencie, nikt nie musi zastanawiać się, czy będzie go stać na kolejne kilowatogodziny. Czy da radę uciec. Bo być może w jego domu, który w tym momencie trawią języki ognia, zostawił wszystko. Dokumenty, karty, telefon. Nie ma nic oprócz swojego auta. Jednak może liczyć na wsparcie w postaci darmowego ładowania, aby uciec i uratować życie. Tego nie da się policzyć, w sensie pieniędzy. Taka pomoc jest bezcenna.
Dziś robi to Tesla, jak wiele razy wcześniej. Mamy jednak nadzieję, że inni również pójdą w jej ślady. Bo zarabianie jest ważne, ale w życiu są rzeczy znacznie ważniejsze niż słupki w exelu i duży zysk na koniec kwartału. Te rzeczy są niepoliczalne i mierzą się ilością uratowanego zdrowia i życia ludzi…