Czy samochody Tesli można zhakować? Fakty kontra deklaracje
Czy samochody Tesli można zhakować?
Fakty kontra deklaracje… czyli będzie się działo😉!
Rozwój pojazdów elektrycznych i coraz dalej posunięta cyfryzacja motoryzacji sprawiają, że samochód przestaje być wyłącznie środkiem transportu. Staje się systemem informatycznym na kołach, połączonym z siecią, aktualizowanym zdalnie i wyposażonym w zaawansowane oprogramowanie. To z kolei rodzi pytania o cyberbezpieczeństwo.
Na początku lutego 2026 roku temat ten ponownie trafił na pierwsze strony branżowych mediów. Po tym jak przedstawiciel Tesli podczas przesłuchania w amerykańskim Kongresie stwierdził, że „nikt nigdy nie przejął kontroli nad pojazdami Tesli”. Wypowiedź ta spotkała się z natychmiastową reakcją ekspertów, którzy wskazali, że takie twierdzenie nie oddaje pełnego obrazu sytuacji.
Wypowiedź Tesli przed Kongresem – co dokładnie powiedziano?
Podczas przesłuchania przed Senate Commerce Committee Lars Moravy, wiceprezes Tesli ds. inżynierii pojazdów, przekonywał, że architektura systemów Tesli uniemożliwia zdalne przejęcie kontroli, nad kluczowymi funkcjami pojazdu. Argumentował, że krytyczne elementy sterowania są odseparowane od warstw komunikacyjnych i zabezpieczone wielopoziomowo.
Z perspektywy producenta był to sygnał uspokajający – mający potwierdzić, że użytkownicy Tesli mogą czuć się bezpiecznie. Problem polega jednak na tym, że historia badań nad bezpieczeństwem tych pojazdów pokazuje coś bardziej złożonego.
Udokumentowane przypadki naruszeń bezpieczeństwa Tesli
Choć nie istnieją potwierdzone przypadki masowych, przestępczych ataków na Tesle poruszające się po drogach publicznych. To w warunkach badawczych i testowych wielokrotnie demonstrowano możliwość przejęcia kontroli nad wybranymi funkcjami pojazdów.
Już w 2016 roku zespół Keen Security Lab zaprezentował zdalny atak na Teslę Model S. W ramach którego badacze uzyskali dostęp do istotnych systemów pojazdu, poprzez luki w oprogramowaniu i komunikacji. Tesla potwierdziła problem i wdrożyła poprawki w ciągu kilkunastu dni.
Rok później „niezależni badacze”😉 – wykazali możliwość zdalnego uwierzytelnienia się jako pojazd Tesli przy użyciu numeru VIN. Co teoretycznie pozwalało na uruchamianie funkcji takich jak Summon. Luka została zgłoszona i zamknięta, ale sam fakt jej istnienia został udokumentowany.
Kolejne przykłady pojawiły się podczas prestiżowych konkursów bezpieczeństwa, takich jak Pwn2Own. W 2023 roku informatycy z zespołu Synacktiv uzyskali dostęp do systemu Tesli Model 3. Wykorzystując połączenia Bluetooth oraz luki w systemie multimedialnym. Atak zakończył się pełnym sukcesem, a producent – zgodnie z procedurą – załatał wykryte w systemie dziury.

Te przypadki jasno pokazują, że twierdzenie, iż „nikt nigdy nie przejął kontroli nad Teslą”, jest nieprecyzyjne, jeśli uwzględnimy badania i testy przeprowadzane przez ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa.
Czym różni się „hakowanie” badawcze od realnego zagrożenia?
W debacie publicznej często dochodzi do uproszczeń. Warto więc wyraźnie rozróżnić dwa pojęcia:
Z jednej strony mamy kontrolowane testy bezpieczeństwa, prowadzone przez zespoły badawcze i etycznych hakerów. Ich celem jest wykrycie luk, zanim zostaną one wykorzystane w realnym świecie (przez nieodpowiednie osoby). Takie działania są dziś standardem w branży IT i coraz częściej również w motoryzacji.
Z drugiej strony istnieje ryzyko złośliwych ataków na użytkowników, których celem byłoby przejęcie kontroli nad pojazdem w ruchu drogowym. Na dzień dzisiejszy nie ma udokumentowanych przypadków takich ataków na Tesle w normalnej eksploatacji.
To rozróżnienie jest kluczowe. Fakt istnienia luk, nie oznacza automatycznie realnego zagrożenia dla kierowców, ale pokazuje, że systemy nie są i nigdy nie będą w 100% odporne.
Problem całej branży, nie jednej marki
Tesla nie jest wyjątkiem. W ostatnich latach badacze wykazywali luki bezpieczeństwa w systemach wielu producentów – od możliwości zdalnego odblokowywania pojazdów, po ingerencję w systemy infotainment i komunikację pokładową.
Im bardziej samochody przypominają komputery, tym bardziej podlegają tym samym zagrożeniom, co inne urządzenia podłączone do sieci. Dotyczy to zarówno pojazdów elektrycznych, jak i nowoczesnych samochodów spalinowych wyposażonych w zaawansowane systemy łączności.
Regulacje i standardy bezpieczeństwa na horyzoncie
W odpowiedzi na rosnące ryzyka regulatorzy na całym świecie wprowadzają nowe wymagania. Normy takie jak ISO/SAE 21434 czy regulacja ONZ UN R155, nakładają na producentów obowiązek zarządzania cyberbezpieczeństwem, przez cały cykl życia pojazdu, czyli od projektu, przez produkcję, aż po aktualizacje oprogramowania.
To krok w stronę ustandaryzowania praktyk, które dotąd często opierały się na wewnętrznych procedurach firm.
Wnioski: mniej marketingu, więcej precyzji
Cyberbezpieczeństwo pojazdów, to temat wymagający precyzyjnego języka i oparcia się na faktach. Tesla, podobnie jak inni producenci, ma na koncie zarówno realne osiągnięcia w zakresie szybkiego reagowania na zagrożenia, jak i udokumentowane przypadki luk w zabezpieczeniach.
Nie oznacza to, że użytkownicy powinni obawiać się codziennej jazdy. Oznacza natomiast, że żaden producent nie jest całkowicie odporny na błędy, a transparentność i współpraca z ekspertami, są dziś kluczowe dla bezpieczeństwa nowoczesnej mobilności.
Fot: x.combdjukic
WhatsApp us