Tesla pracuje nad „rozumieniem” i lżejszym FSD

Tesla pracuje nad „rozumieniem” i lżejszym FSD

Tesla pracuje nad „rozumieniem” i lżejszym FSD. Co to może dla nas kierowców znaczyć?

Tesla ponownie stawia na innowacje w dziedzinie autonomicznej jazdy. Jak ogłoszono pod koniec listopada 2025 r., firma planuje wprowadzić do swojego systemu Full Self‑Driving (FSD) „warstwę rozumowania”, czyli zdolność do logicznego, kontekstowego myślenia (oczywiście w wersji elektronicznej:) oraz jednocześnie opracować mniejsze, nazwijmy je „lżejsze” warianty FSD poprzez technikę tzw. „distillation”.

🧠 Dlaczego to ważne? instynkt kontra myślenie…

Dotychczasowe wersje FSD, radziły sobie dobrze z typowymi manewrami, jak utrzymaniem pasa, hamowaniem, skręcaniem, ale często brakowało im „zdrowego rozsądku” w nietypowych, złożonych sytuacjach. Na przykład: Robotnik machający znakiem „Slow” — ale zamiast zwrócić uwagę na to, co właściwie robi robotnik (czy patrzy na drogę, czy może rozmawia z kimś obok), system mógł zatrzymać się, bo „widzi” znak — nie rozumiejąc złożoności całego kontekstu sytuacji. Albo: fragment jezdni, który na pierwszy rzut oka wygląda na szybki pas ale za zakrętem szykuje się zwężenie. To właśnie takie sytuacje, wymagające myślenia, nastręczają FSD najwięcej problemów.

Tesla planuje zatem dodać do FSD coś w rodzaju warstwy o nazwie „System 2”, czyli analizy, planowania i przewidywania, która będzie działać obok dotychczasowego „Systemu 1”: szybkiego, reaktywnego prowadzenia na podstawie obrazu, uzyskiwanego z kamer pojazdu.

„Distillation”, czyli jak przetłumaczyć inteligencję na język auta?

Problem z warstwą rozumowania jest taki, że modele je wspierające to ogromne, mocno zasobożerne systemy, które normalnie wymagają „mózgu” z prawdziwego zdarzenia. Nie da się ich po prostu wrzucić do auta i oczekiwać, że w kilka sekund podejmą decyzję, bo działanie musiałoby być zbyt wolne. 

Rozwiązaniem jest metoda „distillation”: inżynierowie Tesli mają szkolić duży, „myślący” model (tzw. teacher model) w centrach danych — tam, gdzie liczy się czas na obliczenia i sprzęt jest wydajny. Ten model będzie „patrzył” na tysiące skomplikowanych scenariuszy i decydował, jak powinno zachować się auto. Następnie, na podstawie tych decyzji, stworzą dużo mniejszy, zoptymalizowany „student model”, który będzie działał w samochodzie.

Dzięki temu auto zyska „instynkt rozumienia” — zachowując jednocześnie błyskawiczne reakcje, tak niezbędne na drodze podczas jazdy. W dużym telegraficznym skrócie: Duży, bardzo zaawansowany model AI („teacher”) uczy mniejszy, szybszy model („student”), który działa bezpośrednio w pojazdach, w realnych warunkach drogowych.

Co to oznacza dla właścicieli starszego hardware?

Dla posiadaczy starszych wersji komputerów pokładowych (np. HW3) to szczególnie dobra wiadomość. To właśnie dzięki distillation, firma zamierza dostarczyć wersje FSD dopasowane do ograniczonych zasobów starszego „mózgu” auta. W praktyce, planowana jest uproszczona, „lite” wersja FSD, która ma zbliżyć te auta, do możliwości najnowszych aut Tesli, bez konieczności wymiany całego hardware’u. To jest dla nas bardzo dobra wiadomość.

Wiele osób bowiem, posiada na przykład Modele 3 z lat 2018 i późniejsze, wyposażone właśnie w wersje HW3. Będą oni mogli wykorzystać FSD, jeśli mają wykupioną tą opcję i cieszyć się autonomiczną jazdą. Choć z drugiej strony, poczekajmy i nie cieszmy się za wcześnie, bo Tesla robi wszystko w swoim tempie. Tak więc lepiej poczekać z wiwatami, do momentu aż firma faktycznie wprowadzi swoje plany w czyn.

Co to może — ale nie musi — zmienić?

Jeśli plan się uda, FSD może stać się znacząco bezpieczniejszy i bardziej przewidywalny. Mniej błędów w nietypowych sytuacjach, lepsze decyzje w złożonych warunkach to coś, czego wielu krytyków domagało się od lat.

Z drugiej strony, wiele zależy od skuteczności „student modelu”. Jeśli uproszczenie pójdzie za daleko, albo model zostanie zbyt mocno ograniczony, efekt końcowy może rozczarować: „rozumowanie” — ale słabe. A tego byśmy zdecydowanie nie chcieli.

Tesla chce połączyć to, co robi dobrze: szybkie reagowanie na obraz („instynkt”) — z czymś, co stanowi piętę achillesową wielu systemów jazdy autonomicznej: rozmysłem, umiejętnością przewidywania i logicznej analizy scenariuszy. Jeśli im się uda, to FSD kolejnej generacji może być czymś dużo bliższym temu, co wielu wyobraża sobie, myśląc o „autonomii”. I o czym marzy… Scenariusz idealny? Idziemy na spotkanie z przyjaciółmi, wypijamy kilka drinków, bo impreza jest bardzo udana. Wsiadamy do auta i… wybieramy opcję „DOM” – nawiguj! Po czym nasza Tesla wiezie nas bezpiecznie do domu. Niestety drzwi od domu musimy otworzyć sami:)

Fot; x.com/TheTeslaLife

Tesla planuje uruchomienie FSD w Europie od lutego 2026!

Tesla planuje uruchomienie FSD w Europie od lutego 2026!

Tesla planuje uruchomienie FSD w Europie od lutego 2026. Co to oznacza dla kierowców i regulacji w UE?

Tesla przygotowuje się do wprowadzenia systemu Full Self-Driving (Supervised) w Europie, a pierwszym krajem, który ma go zatwierdzić, będzie Holandia. Firma oczekuje, że RDW – holenderski urząd homologacyjny, wyda zgodę w lutym 2026 roku, co ma otworzyć drogę do wdrażania FSD w innych krajach Unii Europejskiej na zasadzie wzajemnego uznawania homologacji. To potencjalnie najważniejszy krok Tesli w Europie od premiery Autopilota. Jeśli coś jest uznane i dopuszczone w Holandii, powinno być (przynajmniej w teorii) uznane w całej Unii Europejskiej. Tesla robiła ten numer z Holandią już wcześniej:). Choćby z kierownicą typu Yoke.

Dlaczego Holandia jest kluczowa?

Holandia pełni rolę jednego z najważniejszych regulatorów motoryzacyjnych w UE. Pojazdy Tesli, przeznaczone na europejski rynek, często otrzymują homologację właśnie tam, a RDW ma historię bardziej elastycznego podejścia do innowacyjnych technologii. Już wcześniej umożliwił Tesli wdrażanie zaawansowanego Autopilota, korzystając z nietypowych interpretacji przepisów, co pokazały holenderskie media, między innymi DutchNews.nl.

Największa bariera: regulacja UN R-171 i nieprzystające przepisy

Technologia autonomiczna Tesli opiera się na sieciach neuronowych i zachowaniach predykcyjnych, natomiast europejskie przepisy dotyczące systemów wspomagania kierowcy (DCAS) wymagają sztywnych i przewidywalnych reakcji oraz bezwzględnej kontroli kierowcy w kluczowych momentach.

Kluczowym problemem jest regulacja UN R-171, której Tesla nie chce dostosowywać poprzez osłabianie funkcji auta. Według firmy mogłoby to zmniejszyć bezpieczeństwo, zamiast je zwiększyć.

Tesla argumentuje, że przepisy nie są przygotowane na systemy uczące się i predykcyjne, a wymuszanie ich implementacji w obecnej formie ograniczałoby działanie FSD.

Strategia Tesli: wyjątki zamiast zmiany produktu, czyli sprytne posunięcie tesli

Zamiast modyfikować FSD, Tesla stara się uzyskać zgodę, poprzez wyjątek technologiczny w ramach Artykułu 39 prawa UE, przeznaczonego dla innowacji, których obecne przepisy nie obejmują.

Proces wygląda tak: Holandia zatwierdza system krajowo, a Tesla wykorzystuje mechanizm wzajemnego uznawania homologacji, by wprowadzić system w innych państwach UE. To podejście punktowe, a nie globalne, co może prowadzić do powolnej i nierównej ekspansji. Jest jednak szansa na to, że cały proceder, dość sprytny przyznacie sami, ma duże szanse powodzenia.

Testy, dane i nacisk społeczny

Aby uzyskać zgodę regulatorów, Tesla przejechała ponad 1 mln kilometrów testowych w 17 krajach UE, opublikowała raporty bezpieczeństwa i zwróciła się do właścicieli samochodów, by kontaktowali się z RDW i wspierali proces zatwierdzenia. Dzięki temu firma chce, aby decyzja regulacyjna była wsparta także opinią publiczną (info:TeslaNorth).

Norwegia jako precedens

W Norwegii Tesla uzyskała 2-letnie zwolnienie regulacyjne na testy FSD Supervised, na publicznych drogach. System obejmuje automatyczną kontrolę toru i prędkości, ale jazdy testowe muszą być prowadzone przez przeszkolonych kierowców. To pokazuje, że kraje mogą wdrażać FSD selektywnie, zanim pojawią się wspólne regulacje UE. Choć tak naprawdę przecież Norwegia do Unii nie należy. Leży jednak w Europie, co pokazuje zróżnicowanie i zawiłość procedur i przepisów, które musi pokonać amerykański producent.

Dostępność FSD w Polsce

Teoretycznie FSD może trafić również do Polski, jeśli nasz kraj uzna holenderską homologację. W praktyce Polska, może wymagać własnych testów lub lokalnych decyzji administracyjnych, co oznacza, że wdrożenie będzie zależne od decyzji krajowych urzędów i czasu procedur.

Najbardziej prawdopodobny scenariusz to zatwierdzenie FSD w Holandii w lutym 2026 roku, następnie wdrożenie w kilku krajach UE w ciągu 2026–2027 i stopniowe rozszerzenie w kolejnych latach. Nie należy spodziewać się jednego, europejskiego startu FSD – raczej stopniowy rollout kraj po kraju, aż do opanowania całej Europy.

Dlaczego to jest przełomowe

Jeśli Tesla uzyska zgodę bez ograniczania funkcji FSD, stanie się pierwszym producentem, który dopuszcza w UE autonomiczny system jazdy oparty w pełni na AI. Będzie to także precedens legislacyjny, który może przyspieszyć wprowadzanie autonomicznych systemów poziomu 3+ i 4 w całej Europie, jednocześnie zwiększając presję konkurencyjną dla innych producentów aut i technologii.

Fot: x.comrobotinreallife

Źródła:
• Benzinga
• TeslaNorth
• Business Insider
• DutchNews.nl
• GearMusk
• Twstalker

Elektronika kontra ludzkie ograniczenia, czy człowiek jest najsłabszym ogniwem?

Elektronika kontra ludzkie ograniczenia, czy człowiek jest najsłabszym ogniwem?

Czy człowiek jest najsłabszym ogniwem w prowadzeniu samochodu? Elektronika kontra ludzkie ograniczenia. Myślę nad tym tematem od lat i w końcu postanowiłem co nieco napisać. Ciekawe czy się z tym zgodzicie?

Wprowadzenie, czyli paradoks postępu

Samochód od ponad wieku jest symbolem wolności i niezależności. Jednak statystyki bezpieczeństwa drogowego nie pozostawiają złudzeń. To nie technika zawodzi najczęściej, lecz człowiek. Wypadki w zdecydowanej większości wynikają z błędów kierowców, a nie z awarii mechanicznych czy elektronicznych. I tu pojawia się pytanie: skoro współczesne auta dysponują coraz bardziej zaawansowanymi systemami wspomagania, to czy nie byłoby lepiej, gdyby to one całkowicie przejęły kontrolę nad jazdą? Ha, wiem co powiecie… pachnie filmem Ja, Robot:)

Człowiek jako źródło ryzyka

Dane są bezlitosne. Według raportów Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) ponad 90% wypadków drogowych na świecie to efekt ludzkich błędów. Co nas gubi?
• Zmęczenie i senność – reakcje zwalniają, percepcja otoczenia spada. Kilkugodzinna monotonna jazda działa jak środek nasenny. 1000 km na strzała! Uważajcie na siebie:)
• Alkohol i używki – wciąż ogromny problem, nawet w krajach rozwiniętych. To nie tylko ryzykowna jazda, ale i brak świadomości realnego zagrożenia. To proste, kiedy odpływasz, nie masz pojęcia że coś ci grozi. Tacy Supermani potem powodują mnóstwo wypadków, często również śmiertelnych.
• Rozproszenie uwagi – telefony, nawigacje, rozmowy, a czasem zwykła rutyna. Sekunda nieuwagi wystarczy, by doszło do tragedii.
• Emocje i stres – nerwowość za kierownicą, agresja na drodze, rywalizacja. Czynniki czysto ludzkie, trudne do przewidzenia i kontrolowania.
• Warunki pogodowe – człowiek nie zawsze jest w stanie dostosować prędkość i styl jazdy do realnych warunków. Widziałem to ostatnio, gdy pewien pewny siebie i swego „wozu” jegomość, mknąc podczas ulewy ponad 150 km/h wylądował jakieś 300 metrów przed nami na prawym nasypie autostrady. Wyglądało to po prostu masakrycznie i to dosłownie.

Chwilę wcześniej nas wyprzedzał a kiedy to zrobił odruchowo zwolniłem do 86 km/h. Lało niesamowicie. Jego zgubiła pewność siebie i brak wszelkich obaw, co do warunków jazdy. Nas ochroniła rutyna (lata jazdy w różnych warunkach) i ostrożność. Udało się go bezpiecznie ominąć lewą stroną autostrady, jednak zawdzięczam to zdecydowanemu zwolnieniu auta. Choć wcześniej nie jechałem szaleńczym tempem, bo zaledwie 110/h. Jednak w tych warunkach (oberwanie chmury, jakieś miejscowe, bo za 5-7 km nie padała już ani jedna kropla z nieba). Kiedy leje, trzeba jechać powoli. Nie pomoże żadne Volvo, Maserati, czy inne Porsche. Kiedy stracisz przyczepność z nawierzchnią, nie uratuje cię żaden znaczek czy napis na masce. Choćby był najdroższy na świecie, czy miał opinie najlepszego lub najbezpieczniejszego auta ever…

Te elementy czynią z kierowcy słabe ogniwo. Jest tego trochę. Tak więc, nawet najlepiej wyszkolony i skupiony kierowca nie ma szans konkurować z elektroniką pod względem refleksu czy zdolności przetwarzania danych w ułamku sekundy.

Elektronika i sztuczna inteligencja – przewagi maszyn

Współczesne systemy wspomagania kierowcy (ADAS) już dziś przejmują wiele funkcji:
• Automatyczne hamowanie awaryjne (AEB) reaguje szybciej niż człowiek.
• Adaptacyjny tempomat utrzymuje bezpieczną odległość niezależnie od zmęczenia czy rozkojarzenia kierowcy.
• Lane Keeping Assist i systemy monitorowania martwego pola chronią przed typowymi błędami percepcyjnymi.
• Czujniki i radar wykrywają zagrożenia, których człowiek nie zauważa (np. rowerzysta po zmroku).

Jeśli dołożymy do tego możliwość ciągłej komunikacji pojazdów między sobą (V2V – vehicle-to-vehicle), zyskujemy scenariusz, w którym auta na bieżąco wymieniają informacje o prędkości, kierunku jazdy, zagrożeniach czy stanie drogi. W takim układzie nagłe hamowanie jednego pojazdu uruchamia reakcję wszystkich jadących za nim, bez opóźnienia ludzkiego refleksu. To tak jakby wszystkie auta były ze sobą połączone w jedną neuronową sieć, dzięki której wymieniają się danymi w czasie rzeczywistym i reagują natychmiast, bez żadnych zbędnych opóźnień.

Dodatkowo, pełna automatyzacja oznaczałaby eliminację problemu alkoholu, zmęczenia czy agresji za kierownicą. Maszyna nie traci koncentracji, nie „ma gorszego dnia” i nie ulega emocjom. Nie wkurzy sią na nikogo ani nie wymusi pierwszeństwa. To po prostu maszyna… bez emocji.

Bariery pełnej automatyzacji, żeby nie było tak różowo:)

Choć wizja świata bez wypadków jest kusząca, przeszkody są realne:
• Techniczne, jak czujniki, kamery i algorytmy nie radzą sobie jeszcze w każdej sytuacji (gęsta mgła, śnieżyca, nietypowe scenariusze).
• Infrastrukturalne, droga do pełnej komunikacji V2V wymaga ogromnych inwestycji w sieci 5G/6G i standardy bezpieczeństwa danych. Co jest niezmiernie ważne.
• Prawne, czyli kto ponosi odpowiedzialność za wypadek w pełni autonomicznego auta? Producent? Operator systemu? Użytkownik?
• Społeczne, nie każdy chce oddać kontrolę maszynie. Dla wielu kierowców prowadzenie to przyjemność, a nie tylko obowiązek. Nie wiem czy to źle czy dobrze ale zdecydowanie zaliczam się do tego grona. Mógłbym nie wysiadać ze swojej Tesli, tudzież innych aut EV:)

Te bariery sprawiają, że pełna automatyzacja będzie procesem stopniowym, a nie rewolucją z dnia na dzień.

człowiek kontra maszyna, brzmi prawie jak wojna światów:)

Fakty są jednoznaczne: człowiek jest najsłabszym ogniwem w systemie transportu drogowego. To my popełniamy błędy, które prowadzą do tragedii. Elektronika, jeśli będzie odpowiednio rozwinięta i wdrożona, ma potencjał, by te błędy wyeliminować.

Czy w przyszłości będziemy żyć w świecie, w którym auta same się prowadzą, komunikują ze sobą i eliminują wypadki? Z technicznego punktu widzenia, tak to możliwe. Ale to nie technologia jest dziś największym ograniczeniem, lecz nasze społeczne i prawne przywiązanie do wolności kierowania i wolności w ogóle.

Paradoks polega na tym, że właśnie ta „wolność” jest największym zagrożeniem na drodze. Bo gdy emocje, zmęczenie i rozkojarzenie spotykają się na skrzyżowaniu, nawet najlepszy kierowca nie dorówna elektronice, która nigdy nie mrugnie, nie zawaha się i nie popełni błędu. Nie będzie pijana ani naćpana. Nie będzie wkurzona ani śpiąca i zmęczona. Takie to te nasze ograniczenia, sporo ich, nie uważacie? Strach się bać…

Fot: wikipedia.orgwikiJa,robot%28film%29

jazda autonomiczna – lekarstwem na wypadki drogowe?

jazda autonomiczna – lekarstwem na wypadki drogowe?

Temat jest bardzo ciekawy, bo oprócz takich firm jak Tesla, która od lat opowiada o swojej funkcji FSD (Full Self Driving – jazda w pełni autonomiczna), są jeszcze inni gracze na rynku.

Robotaxi od  Waymo, nawet 25 razy bezpieczniejsze dla pieszych i rowerzystów?

Nowe dane zmieniają obraz autonomicznej mobilności. Można powiedzieć, że nawet nieco szokują:)

W miarę jak samochody autonomiczne stają się coraz bardziej obecne na naszych ulicach, jednym z najczęściej zadawanych pytań pozostaje: Czy są bezpieczne? – zwłaszcza dla pieszych i rowerzystów. Najnowsze dane opublikowane przez Waymo (marka należąca do Google/Alphabet) pokazują, że odpowiedź może być bardziej optymistyczna, niż wielu się spodziewało.

Nowe dane mówią, że robotaksówki Waymo, są wyraźnie bezpieczniejsze niż kierowcy

Waymo opublikowało właśnie analizę obejmującą 56,7 miliona mil przejechanych przez ich pojazdy autonomiczne w miastach takich jak Phoenix, San Francisco, Los Angeles i Austin. Dane zostały zrecenzowane i opublikowane w czasopiśmie naukowym Traffic Injury Prevention.

Wyniki są imponujące:

• 92% mniej obrażeń u pieszych

• 82% mniej wypadków z udziałem rowerzystów i motocyklistów

• 96% mniej kolizji na skrzyżowaniach

Waymo twierdzi, że ich systemy są nawet 25 razy bezpieczniejsze, niż statystyczny amerykański kierowca w kontekście ochrony tzw. niechronionych uczestników ruchu (piesi, rowerzyści).

Dlaczego pojazdy Waymo radzą sobie lepiej?

Pojazdy Waymo wykorzystują zaawansowany zestaw sensorów: lidar, radar, kamery o wysokiej rozdzielczości – dzięki którym uzyskują obraz 360° na setki metrów w każdą stronę. Co więcej, ich oprogramowanie analizuje nie tylko aktualne pozycje obiektów, ale też przewiduje trajektorie ruchu pieszych czy rowerzystów. To kluczowy aspekt, ponieważ elektronika może z dużą dozą dokłądności „zgadnąć” jak zachowa się dany pojazd za chwilę.

Dzieje się to na podstawie gigabajtów danych, trafiających do jednostki centralnej z systemów bezpieczeństwa pojazdu. Kamery wysokiej rozdzielczości, lidar i radar to niejako czytniki tego, co dzieje się na drodze.

To co one zauważą, trafia do serca systemu i tam jest analizowane w ciagu milisekund. To naprawdę zaawansowana technologia, która bezpośrednio wpływa na bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

Przykłady konkretnych zachowań:

• Rozpoznawanie sygnałów ręcznych rowerzystów i dostosowanie toru jazdy.

• Ostrzeżenia głosowe i wizualne dla pasażerów wysiadających z pojazdu, jeśli zbliża się rowerzysta – eliminując ryzyko tzw. „dooringu”.

• Zachowanie większego marginesu bezpieczeństwa podczas skręcania, zatrzymywania się lub mijania uczestników ruchu.

Co oznacza to dla przyszłości mobilności miejskiej?

W miastach zatłoczonych i często nieprzyjaznych dla pieszych i rowerzystów, takich jak San Francisco, skuteczność systemów Waymo może oznaczać prawdziwą rewolucję. Bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu, to jeden z kluczowych argumentów za rozwojem flot autonomicznych. Warto dodać, że żaden pojazd Waymo nie został uznany za sprawcę poważnego wypadku podczas milionów przejechanych kilometrów.

Wnioski i wyzwania:

Autonomiczna mobilność nie jest już wizją przyszłości – staje się teraźniejszością. Dane Waymo pokazują, że odpowiednio zaprojektowane systemy mogą przewyższyć ludzkie zdolności percepcyjne i reakcyjne, zwłaszcza w warunkach miejskich.

Ale pozostają też pytania:

• Jak systemy te poradzą sobie w europejskich realiach drogowych?

• Czy inni producenci osiągną podobny poziom bezpieczeństwa?

• I jak zareaguje na to społeczeństwo – które często podchodzi do autonomii z nieufnością?

Podsumowanie

Autonomiczne Jaguary od Waymo są naprawdę ostrożne. Nie wymuszają pierwszeństwa, tylko cierpliwie czekają. Źródło: YouTube.

Jeśli dane Waymo się potwierdzą, możemy mieć do czynienia z największym przełomem w bezpieczeństwie drogowym od czasu wynalezienia pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych.

Autonomiczne pojazdy, które nie rozpraszają się, nie ulegają zmęczeniu i nie popełniają ludzkich błędów, mogą wkrótce stać się naturalnym sojusznikiem pieszych i rowerzystów w miejskiej dżungli. Dzieje się to o czym pisałem już lata temu. Systemy w pełni autonomiczne radzą sobie lepiej niż czynnik ludzki.

Dlaczego? Bo nie mają uczuć, nie stresują się i nie rozpraszają, jak człowiek jadący autem i piszący w tym samym czasie sms-a. Nie ulegają strosowi, gdy ktoś wymusi pierwszeństwo (tylko reagują). Nie męczą się kilkugodzinną jazdą, co ma ogromny wpływ na skupienie i bezpieczeństwo jazdy.

Powiem Wam więcej. Gdyby we wszystkich pojazdach jeżdżących po naszych drogach, zastosowano FSD, i gdyby te wszystkie pojazdy mogły się ze sobą komunikować w czasie rzeczywistym… to wyeliminowalibyśmy całkowicie wypadki drogowe.

Tak, wiem że to brzmi smutno, też uwielbiam jeździć autami. Jednak jestem przekonany o tym, że właśnie tak by to działało. Pamiętajmy o jednym. To czynnik ludzki jest słabym ogniwem w ruchu drogowym i to człowiek zawodzi, doprowadzając do niebezpiecznych sytuacji.

Warto trzymać rękę na pulsie – bo przyszłość nadjeżdża szybciej, niż się spodziewaliśmy:)

Fot: x.com/IvDogg

WhatsApp WhatsApp us