Tesla FSD zatwierdzona w Holandii. Początek nowej ery autonomii w Europie!
Przełom, na który rynek czekał latami, bo Tesla a właściwie sam Elon obiecywał nam FSD już lata temu…😉
Właśnie po tych wszystkich latach zapowiedzi, testów i regulacyjnych barier Tesla w końcu osiągnęła coś, co jeszcze niedawno wydawało się w Europie bardzo odległe. System Full Self-Driving (FSD) w wersji nadzorowanej został zatwierdzony do użytku w Holandii. To pierwsza taka decyzja na Starym Kontynencie i jednocześnie sygnał, że europejski rynek zaczyna realnie otwierać się na zaawansowaną autonomię.
Nie jest to jednak tylko lokalna zgoda jednego regulatora. W praktyce mówimy o wydarzeniu, które może uruchomić proces zmian w całej Unii Europejskiej. Jeśli ktoś śledzi rozwój elektromobilności i systemów ADAS, to wie jedno — takie decyzje nie dzieją się przypadkowo i nigdy nie pozostają bez konsekwencji.
Co dokładnie zostało zatwierdzone?
Holenderski regulator RDW dopuścił do użytku system FSD (Supervised), czyli rozwiązanie umożliwiające pojazdowi samodzielne sterowanie, przyspieszanie i hamowanie zarówno na autostradach, jak i w ruchu miejskim. Kluczowe jest jednak to, że system nadal wymaga pełnego nadzoru kierowcy.
Nie mamy więc do czynienia z pełną autonomią. To nadal poziom SAE Level 2, w którym odpowiedzialność za pojazd pozostaje po stronie człowieka. Kierowca musi być gotowy do przejęcia kontroli w każdej chwili i aktywnie monitorować sytuację na drodze.
Decyzja RDW nie zapadła szybko. Proces zatwierdzenia trwał ponad 18 miesięcy i obejmował szczegółowe analizy bezpieczeństwa oraz zachowania systemu w różnych warunkach drogowych. Co istotne, regulator wskazał, że prawidłowe korzystanie z FSD może mieć pozytywny wpływ na bezpieczeństwo ruchu drogowego. To bardzo mocny sygnał, szczególnie w kontekście europejskiej ostrożności wobec automatyzacji jazdy.
Skala testów i rygor regulacyjny, czyli łatwo nie było…
Europa nie jest rynkiem, na którym dopuszcza się technologie „na podstawie obietnic”. Tutaj liczą się dane i to w ogromnej skali.
Tesla, aby uzyskać zgodę, musiała wykazać się bardzo konkretnymi wynikami. Mówimy o ponad 1,6 miliona kilometrów przejechanych w testach na europejskich drogach oraz tysiącach scenariuszy symulacyjnych i rzeczywistych. Do tego dochodzi ponad 13 tysięcy jazd demonstracyjnych oraz spełnienie setek szczegółowych wymogów regulacyjnych. W sumie było ich ponad 400!
Cały proces odbywał się w oparciu o ramy prawne UNECE oraz przy wykorzystaniu mechanizmów wyjątków regulacyjnych, które umożliwiają testowanie i wdrażanie nowych technologii. W praktyce oznacza to jedno. FSD nie zostało dopuszczone „warunkowo”. System przeszedł pełny, rygorystyczny proces weryfikacji.
Dlaczego właśnie Holandia?
Wybór Holandii jako pierwszego rynku nie jest przypadkowy. To kraj, który od lat należy do liderów w zakresie infrastruktury drogowej, cyfryzacji transportu i otwartości na innowacje.
Kluczową rolę odgrywa tu również sam regulator, czyli RDW, który ma istotne znaczenie w europejskim systemie homologacyjnym. Decyzje podejmowane w Holandii bardzo często mają wpływ na dalsze procesy w Unii Europejskiej.
I właśnie tutaj pojawia się najważniejszy element tej układanki. Po uzyskaniu zgody na poziomie krajowym, wniosek może zostać przekazany do Komisji Europejskiej, a następnie poddany głosowaniu państw członkowskich. Jeśli proces zakończy się sukcesem, otwiera się droga do wdrożenia FSD w kolejnych krajach UE. W tym oczywiście w naszym.
Co to oznacza dla rynku europejskiego?
Z perspektywy branży elektromobilności ta decyzja ma znaczenie dużo większe niż tylko technologiczne.
Po pierwsze, pojawia się realna możliwość rozszerzenia dostępności FSD na inne rynki europejskie jeszcze w 2026 roku. To oznaczałoby pierwsze szerokie wdrożenie zaawansowanego systemu „autonomicznego” w Europie.
Po drugie, rośnie presja konkurencyjna. Dotychczas producenci tacy jak Mercedes czy BMW oferowali systemy jazdy półautonomicznej, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Najczęściej tylko na autostradach i przy niskich prędkościach. Tesla wchodzi z rozwiązaniem, które działa w znacznie bardziej złożonych scenariuszach, w tym w ruchu miejskim.
Po trzecie, FSD to nie tylko funkcja technologiczna. To również element modelu biznesowego. System może być oferowany w formie subskrypcji, co oznacza nowe źródło przychodów i zupełnie inne podejście do sprzedaży samochodu jako produktu.
Jednak – Europejskie FSD to nie amerykańskie FSD
To bardzo ważne rozróżnienie, które często umyka w dyskusjach.
Wersja systemu dopuszczona w Europie różni się od tej znanej z rynku amerykańskiego. Wynika to bezpośrednio z bardziej restrykcyjnych regulacji oraz większego nacisku na bezpieczeństwo.
W praktyce oznacza to, że europejskie FSD będzie bardziej zachowawcze, a interwencje kierowcy mogą być częstsze. Z jednej strony ogranicza to „efekt wow”, z drugiej jednak zwiększa przewidywalność i zgodność z przepisami.
To klasyczny europejski kompromis. Mniej spektakularny, ale bardziej uporządkowany i kontrolowany.
Wyzwania, których nie można ignorować
Mimo przełomu, przed Teslą i całym rynkiem wciąż stoi kilka istotnych wyzwań.
Najważniejszym z nich jest kwestia odpowiedzialności kierowcy. System nadal wymaga pełnego nadzoru, co oznacza, że błędna interpretacja jego możliwości może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji.
Drugim problemem pozostaje proces regulacyjny na poziomie Unii Europejskiej. Zgoda jednego kraju nie oznacza automatycznej dostępności w całej UE. Każdy kolejny etap będzie wymagał uzgodnień i akceptacji.
Trzecim elementem jest zaufanie społeczne. System FSD w Stanach Zjednoczonych budzi kontrowersje i jest przedmiotem analiz oraz dochodzeń. Europa będzie podchodzić do jego wdrażania znacznie ostrożniej, co może spowolnić tempo szerokiej adopcji.
Nasze Wnioski?
Fundament pod przyszłość autonomicznej mobilności w Europie został właśnie położony.
Zatwierdzenie FSD w Holandii, to bez wątpienia jeden z najważniejszych momentów dla europejskiej elektromobilności w ostatnich latach. To pierwszy realny krok w kierunku szerszego wdrożenia systemów autonomicznych i jednocześnie sygnał, że regulacje zaczynają nadążać za technologią.
Nie oznacza to jednak, że jesteśmy już na progu pełnej autonomii. To nadal etap przejściowy – zaawansowany system wspomagania kierowcy, a nie samodzielny „kierowca”.
Z perspektywy rynku to jednak fundament pod coś znacznie większego. Jeśli proces regulacyjny w Europie przyspieszy, kolejnym krokiem będą systemy wyższego poziomu autonomii oraz rozwój usług mobilności jako usługi, w tym robotaxi.
I właśnie dlatego ta decyzja ma tak duże znaczenie. Nie dlatego, że Tesla „wprowadza nową funkcję”, ale dlatego, że zmienia zasady gry w europejskiej mobilności. Jednak pamiętajmy o tym, że system ten ciągle nie jest tym na co wskazuje jego nazwa. Full Self Driving, jest co najwyżej Self Drivingiem – na pewno nie w wersji Full. Na pełną autonomiczną jazdę, za którą odpowiedzialność weźmie elektronika a nie człowiek, jak to jest teraz, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
Jednak pierwszy krok został właśnie zrobiony i to bardzo cieszy.
Tesla kontra „jailbreak” FSD – gdzie kończy się technologia, a zaczyna odpowiedzialność?
Rynek elektromobilności wchodzi w fazę, w której o wartości pojazdu coraz częściej decyduje nie hardware, lecz oprogramowanie. Najnowsze działania Tesla pokazują jednak, że wraz z rozwojem technologii pojawiają się nowe napięcia – między producentem, użytkownikiem a regulatorem.
Firma ponownie ostrzegła właścicieli swoich samochodów, przed próbami nieautoryzowanego odblokowania systemu Full Self-Driving (FSD). To nie jest jedynie kwestia naruszenia warunków gwarancji. To spór o bezpieczeństwo, kontrolę nad pojazdem i granice ingerencji w systemy krytyczne.
Na czym polega „jailbreak” systemu FSD
Zjawisko określane jako „jailbreak” polega na obejściu fabrycznych ograniczeń oprogramowania pojazdu. W praktyce wykorzystuje się zewnętrzne urządzenia, podłączane do systemów komunikacji auta, które ingerują w przepływ danych i pozwalają aktywować funkcje niedostępne w danym regionie.
Najczęściej chodzi o uruchomienie FSD w krajach, gdzie system nie został jeszcze dopuszczony do użytku przez lokalne organy regulacyjne. Mechanizm działania tych rozwiązań opiera się na manipulacji danymi geolokalizacyjnymi oraz komunikacją wewnętrzną pojazdu, co skutecznie „oszukuje” system.
Źródłem problemu jest rosnąca frustracja użytkowników. W wielu przypadkach klienci zapłacili za funkcję, z której formalnie nie mogą korzystać. To naturalnie prowadzi do powstawania szarej strefy technologicznej, w której użytkownicy próbują odzyskać dostęp do zakupionych możliwości.
Reakcja Tesli: jednoznaczne ostrzeżenie!
Stanowisko Tesli jest w tej sprawie wyjątkowo stanowcze. Producent rozpoczął bezpośrednią komunikację z użytkownikami, ostrzegając przed konsekwencjami korzystania z nieautoryzowanych rozwiązań.
Podkreślane są trzy kluczowe aspekty. Po pierwsze, pełna odpowiedzialność za działanie pojazdu przechodzi na kierowcę. Po drugie, producent może unieważnić gwarancję, niezależnie od tego, czy dana modyfikacja miała bezpośredni wpływ na usterkę. Kolejna rzecz to możliwość trwałego zablokowania systemu pojazdu przez producenta.
To jasno pokazuje kierunek obrany przez Teslę: pełna kontrola nad środowiskiem software’owym pojazdu i brak tolerancji dla ingerencji zewnętrznych.
Aspekt prawny: tuning czy naruszenie prawa?
Sytuacja przestaje być wyłącznie kwestią relacji producent–klient. W niektórych krajach regulatorzy zaczynają traktować tego typu działania jako naruszenie prawa.
Przykładem jest Korea Południowa, gdzie korzystanie z urządzeń ingerujących w systemy pojazdu może skutkować poważnymi konsekwencjami karnymi, w tym karą pozbawienia wolności do lat dwóch, oraz karą finansową do równowartości około 13 000 dolarów. To istotny sygnał dla całej branży.
Jak na razie na tapetę szczególnie wzięto jeden kraj, czyli właśnie Koreę Południową. Jednak można się domyślać, że akcja zostanie przeniesiona na inne kraje w tym Unii Europejskiej. Chodzi o zbieżność prawa Unijnego i prawa Korei Południowej, które pokrywają się w wielu punktach, co do używania FSD na swoim obszarze. Tak więc za chwilę może się okazać, że obywatele Unii, używający w sposób nieautoryzowany oprogramowania FSD, mogą stać się celem amerykańskiego producenta. Sytuacja będzie jeszcze gorsza, gdy Tesla zlokalizuje auto, które oficjalnie nie ma wykupionego pakietu FSD, a mimo to używa tej opcji. Wtedy to już nie „nieautoryzowane użycie płatnej opcji” a po prostu kradzież. Robi się coraz bardziej ciekawie a Tesla jak widać zaczyna walczyć o swoje… Czy walka może skończyć się w sądzie? Prawnicy zapewne nie wykluczają takiej wersji wydarzeń, choć nikt w firmie, jak na razie nie potwierdził pozywania klientów.
W praktyce oznacza to redefinicję pojęcia „tuningu”. O ile wcześniej dotyczył on głównie parametrów mechanicznych, dziś coraz częściej obejmuje ingerencję w systemy odpowiedzialne za bezpieczeństwo. A to przenosi go na zupełnie inny poziom odpowiedzialności prawnej.
Cyberbezpieczeństwo jako kluczowy problem
Z punktu widzenia inżynierii pojazdów najważniejszym, a jednocześnie najczęściej niedocenianym aspektem jest cyberbezpieczeństwo.
Podłączenie zewnętrznego urządzenia do systemów komunikacji pojazdu, oznacza de facto otwarcie dostępu do jego kluczowych funkcji. W nowoczesnych samochodach, które są w istocie komputerami na kołach, taka ingerencja może prowadzić do nieprzewidywalnych konsekwencji.
To już nie jest kwestia wygody użytkownika. To potencjalne naruszenie integralności systemu, który odpowiada za sterowanie pojazdem w ruchu drogowym.
Czym naprawdę jest Full Self-Driving i o co tyle krzyku?
W debacie publicznej wokół FSD, nadal pojawia się wiele nieporozumień. System oferowany przez Teslę nie jest pełną autonomią. Nazwa jest więc mocno myląca.
To rozwiązanie klasyfikowane, jako system wspomagania kierowcy, wymagający jego stałego nadzoru. Oznacza to, że odpowiedzialność za prowadzenie pojazdu wciąż spoczywa na człowieku, niezależnie od poziomu zaawansowania technologii.
Dodatkowo system znajduje się pod stałą obserwacją regulatorów, a jego rozwój jest ściśle uzależniony od wyników analiz bezpieczeństwa. W tym kontekście korzystanie z nieautoryzowanych modyfikacji jeszcze bardziej zwiększa ryzyko. W skrócie jeśli dojdzie do wypadku, lub ich całej serii, to tylko zaszkodzimy sami sobie. Regulator może nie zezwolić na używanie FSD, obawiając się tego typu sytuacji.
Szerszy kontekst: software definiuje motoryzację
Przypadek Tesli nie jest odosobniony. To zapowiedź szerszego trendu, w którym producenci będą coraz bardziej kontrolować funkcjonalność pojazdów poprzez oprogramowanie.
Oznacza to również, że użytkownicy tracą swobodę ingerencji, do której byli przyzwyczajeni w tradycyjnej motoryzacji. Samochód przestaje być wyłącznie własnością fizyczną – staje się częścią zamkniętego ekosystemu technologicznego.
W tym modelu każda nieautoryzowana zmiana przestaje być „eksperymentem”, a zaczyna być potencjalnym naruszeniem zasad bezpieczeństwa całego systemu. Mało tego, ingerencja taka może być uznana za łamanie prawa, a tu robi się już naprawdę poważnie.
Wnioski
Spór wokół „jailbreakowania” FSD, to coś więcej niż chwilowa kontrowersja. To wyraźny sygnał, że branża elektromobilności wchodzi w etap dojrzałości, w którym kluczowe znaczenie mają kontrola, bezpieczeństwo i zgodność z regulacjami.
Nieautoryzowane odblokowanie funkcji może wydawać się kuszące, ale w rzeczywistości oznacza przejęcie pełnej odpowiedzialności za działanie złożonego systemu technologicznego.
W erze pojazdów definiowanych programowo, granica między użytkownikiem a producentem została jasno wyznaczona. I wszystko wskazuje na to, że będzie ona tylko bardziej restrykcyjna.
Tesla FSD na ostatniej prostej w Europie. Przełom czy kolejna obietnica? Nie… tym razem Tesla na poważnie walczy z europejską administracją.
Małe wprowadzenie
Rynek elektromobilności wchodzi właśnie w jeden z najważniejszych momentów od lat. System Full Self-Driving (FSD) od Tesli – od jakiegoś już czasu dostępny w USA w ograniczonej formie – jest dziś o krok od dopuszczenia do ruchu w Europie. Kluczową rolę odgrywa tutaj Holandia i tamtejszy regulator RDW, który znajduje się obecnie w finalnej fazie oceny technologii.
Z perspektywy branży to wydarzenie o potencjale systemowym. Nie chodzi wyłącznie o Teslę. Chodzi o to, czy Europa jest gotowa na realne wdrożenie zaawansowanych systemów autonomicznej jazdy.
Status: finalna faza zatwierdzenia
Z najnowszych informacji wynika, że proces homologacyjny FSD (w wersji „Supervised”) w Holandii wszedł w końcowy etap. Testy drogowe zostały zakończone, a regulator analizuje obecnie pełną dokumentację, dane i wyniki testów.
Równolegle: • holenderski urząd RDW potwierdził, że trwa ostatnia faza oceny systemu, • decyzja spodziewana jest do 10 kwietnia 2026 roku, • inspektorzy analizują komplet danych testowych i bezpieczeństwa.
To kluczowy moment – bo oznacza przejście z fazy demonstracyjnej, do realnej decyzji regulacyjnej.
Dlaczego Holandia jest kluczowa dla całej UE?
Nieprzypadkowo to właśnie Holandia jest „bramą” dla FSD w Europie.
Mechanizm jest prosty: • decyzja RDW może zostać uznana przez inne kraje UE, • umożliwia to przyspieszoną adopcję technologii bez konieczności pełnego procesu od zera, • potencjalny efekt domina może objąć największe rynki: Niemcy, Francję, Włochy czy Hiszpanię.
Tesla sama wskazuje, że możliwe jest wdrożenie FSD w całej UE już latem 2026 roku.
Z punktu widzenia regulacyjnego to klasyczny przykład „single point of approval”, który może zmienić tempo wdrażania autonomii w Europie.
Skala testów i przygotowania technologii
Piękna pogoda, autostrada, wyraźnie namalowane pasy… tu FSD poradzi sobie ze wszystkim wzorowo.Ale…Kiedy będziemy jechać w mieści, w zimie, kiedy nie widać żadnych oznaczeń, a jezdnia wygląda tak jak powyżej. Czy wtedy FSD nie popełni błędu?Czy elektronika będzie w stanie zinterpretować we właściwy sposób wszystko co wydarzy się na drodze?
Proces zatwierdzenia nie jest formalnością – i bardzo dobrze.
Z dostępnych danych wynika, że: • przeprowadzono tysiące jazd testowych oraz tzw. ride-alongów z regulatorami, • testy obejmowały zarówno drogi publiczne, jak i scenariusze torowe, • analizowane są zachowania systemu w złożonych warunkach drogowych.
Regulator jasno komunikuje jedno: system zostanie dopuszczony wyłącznie wtedy, gdy bezpieczeństwo zostanie jednoznacznie udowodnione. Bo kluczową sprawą jest tu bezpieczeństwo pasażerów pojazdu. System musi więc o nie zadbać na absolutnie maksymalnym poziomie.
To bardzo istotne, bo europejskie podejście do ADAS i autonomii jest zdecydowanie bardziej konserwatywne niż amerykańskie.
Czym tak naprawdę jest FSD w Europie?
Kluczowe doprecyzowanie: mówimy o wersji FSD (Supervised).
To oznacza: • system pozostaje na poziomie SAE Level 2, • kierowca musi cały czas nadzorować jazdę, • odpowiedzialność prawna nadal spoczywa na kierowcy.
Jednocześnie funkcjonalność ma być znacznie szersza niż obecne systemy dostępne w UE: • automatyczna zmiana pasa ruchu, • bardziej zaawansowana jazda w ruchu miejskim, • ograniczenie konieczności interwencji kierowcy.
Problem? Obecne regulacje UNECE (Regulacje UNECE (EKG ONZ) to międzynarodowe, jednolite przepisy techniczne dotyczące budowy, bezpieczeństwa oraz homologacji pojazdów, opracowywane przez Europejską Komisję Gospodarczą Organizacji Narodów Zjednoczonych.) są w wielu miejscach przestarzałe i oparte na sztywnych regułach, które nie nadążają za rozwojem AI w pojazdach.
Historia opóźnień – ważny kontekst
Nie można mówić o FSD w Europie bez uczciwego spojrzenia na historię. Pierwotne zapowiedzi mówiły o wdrożeniu w 2025 roku, później pojawił się termin luty 2026. Następnie mowa była o marcu 2026. Obecnie mówimy już o kwietniu 2026.
Co istotne: RDW wielokrotnie podkreślał, że Tesla nie ma zagwarantowanej zgody, a jedynie harmonogram testów. Z perspektywy obserwatora rynku EV, oznacza to jedno: ryzyko kolejnych przesunięć nadal istnieje. Choć jeśli wystąpią nie będą one oznaczały bardzo odległych terminów a raczej miesiąc czy dwa. Chyba że pojawią się rażące rozbieżności w między tym co zawarte jest w dokumentach homologacyjnych a tym co dzieje się w rzeczywistości na drodze.
Szerszy kontekst:, czyli presja rynkowa i konkurencja
Timing nie jest przypadkowy.
Tesla znajduje się pod rosnącą presją: • spadki sprzedaży w Europie w 2025 roku, • silna konkurencja ze strony producentów chińskich (np. BYD), • rosnące znaczenie software’u jako źródła przychodów.
Jednocześnie: • FSD ma być kluczowym elementem przyszłego modelu biznesowego Tesli, • firma celuje w miliony użytkowników systemu i rozwój usług autonomicznych.
Dlatego uzyskanie zgody w Europie, to nie tylko kwestia technologii – to strategiczna konieczność biznesowa. Jak mogliście przeczytać w jednym z naszych wcześniejszych artykułów, Tesla przestaje powoli być producentem i sprzedawcą tylko aut elektrycznych. Staje się powoli globalnym technologicznym „potworem” o wielkich możliwościach. A celuje już nie tylko w auta, ale głównie w robotykę, autonomię i AI.
Wyzwania regulacyjne i bezpieczeństwo
Nie można pominąć drugiej strony medalu.
Równolegle: • amerykańskie organy prowadzą dochodzenia dotyczące bezpieczeństwa FSD, • analizowane są przypadki problemów z wykrywaniem warunków drogowych.
To pokazuje, że: • technologia wciąż jest w fazie rozwoju, • regulatorzy działają pod dużą presją odpowiedzialności, • każdy błąd może mieć konsekwencje systemowe.
Europa – słusznie – nie zamierza powtarzać błędów „testowania na użytkownikach”. Bo takie postępowanie może w przyszłości skończyć się wielokrotnie w sądzie. A tego Europa by nie chciała. Dlatego europejscy legislatorzy chcą aby wszystko było, jak to się mówi, dopięte na ostatni guzik.
Nasze wnioski?
Z perspektywy branży elektromobilności sytuacja jest jasna. Tesla jest najbliżej realnego wdrożenia zaawansowanego systemu autonomicznego w Europie. Decyzja Holandii może uruchomić efekt domina w całej UE. Jednak technologia ta nadal nie jest autonomią w pełnym znaczeniu tego słowa. To coś pośrodku. Pomiędzy 1 a 5, jeśli mielibyśmy zobrazować to na liczbach. Takie 2,5 można powiedzieć. Ale działa, niestety jeszcze nie w sposób idealny. I tu są największe obawy.
To nie jest jeszcze „self-driving”. To bardzo zaawansowany system wsparcia kierowcy. Natomiast… to może być moment, w którym Europa po raz pierwszy realnie wejdzie w erę autonomizacji transportu.
Tesla pozwana po wypadku Cybertrucka z FSD. Czy to początek nowej fali sporów o autonomiczną jazdę?
Rozwój systemów wspomagania kierowcy w samochodach elektrycznych wchodzi w nową fazę – nie tylko technologiczną, ale również prawną. Najnowszy pozew złożony w Stanach Zjednoczonych przeciwko Tesli pokazuje, że spór o odpowiedzialność za wypadki z udziałem systemów autonomicznej jazdy, dopiero się zaczyna.
Sprawa dotyczy wypadku z udziałem Tesli Cybertruck korzystającej z systemu Full Self-Driving (FSD). W pozwie, który wzbudził ogromne zainteresowanie branży technologicznej i motoryzacyjnej, odpowiedzialność przypisywana jest nie tylko producentowi pojazdu. Ale także bezpośrednio Elonowi Muskowi.
Dla sektora elektromobilności i autonomicznej jazdy, to sprawa o znaczeniu znacznie większym niż pojedynczy wypadek.
Wypadek Cybertrucka – co wydarzyło się w Teksasie
Do zdarzenia doszło w sierpniu 2025 roku w okolicach Houston w stanie Teksas. Kierująca Teslą Cybertruck korzystała z systemu Full Self-Driving, gdy pojazd zbliżał się do rozjazdu na autostradzie I-69.
Według pozwu samochód: • nie rozpoznał prawidłowo przebiegu drogi, • nie podążył za zakrętem rampy autostradowej, • zamiast tego pojechał prosto w betonową barierę znajdującą się na rozwidleniu drogi.
Kierująca twierdzi, że próbowała przejąć kontrolę nad pojazdem i wyłączyć system, jednak nie zdołała uniknąć kolizji. W wyniku wypadku doznała obrażeń, w tym urazów kręgosłupa i nadgarstka.
Na podstawie nagrania z kamery pojazdu – które według prawników zostało dołączone do pozwu – Cybertruck miał zboczyć z właściwego toru jazdy i uderzyć w przeszkodę. Bez wykonania manewru korekcyjnego trasy.
Pozew na ponad milion dolarów
Poszkodowana właścicielka Cybertrucka złożyła pozew w sądzie w hrabstwie Harris w Teksasie, domagając się odszkodowania przekraczającego 1 milion dolarów.
W pozwie pojawiają się trzy główne zarzuty wobec Tesli: 1. zaniedbanie w projektowaniu systemów autonomicznej jazdy, 2. wprowadzanie klientów w błąd co do możliwości technologii FSD, 3. brak odpowiednich zabezpieczeń awaryjnych w pojeździe.
Co ciekawe – i dość rzadkie w podobnych sprawach – dokumenty sądowe zawierają także bezpośredni zarzut wobec prezesa Tesli.
Elon Musk również w centrum pozwu
Prawnicy powódki twierdzą, że Tesla powinna ponosić odpowiedzialność, także za decyzje strategiczne podejmowane przez Elona Muska.
W pozwie pojawia się m.in. zarzut „negligent retention”, czyli utrzymywania na stanowisku menedżera, którego działania mogą szkodzić bezpieczeństwu produktu.
Argumentacja prawników opiera się na tezie, że: • Elon Musk publicznie przecenia możliwości technologii autonomicznej jazdy, • marketing Tesli sugeruje wyższy poziom autonomii niż faktyczny, • decyzje projektowe – np. rezygnacja z technologii LiDAR – mogły ograniczyć zdolność systemu do wykrywania przeszkód.
W praktyce oznacza to próbę przeniesienia części odpowiedzialności za projekt technologii bezpośrednio na kierownictwo firmy.
Full Self-Driving – czym naprawdę jest ten system
System FSD działa już w Polsce, choć na razie nieoficjalnie
Wbrew nazwie Tesla Full Self-Driving nie jest systemem autonomicznej jazdy w pełnym znaczeniu tego słowa.
Technologicznie jest to zaawansowany system wspomagania kierowcy (ADAS), który według klasyfikacji SAE należy do poziomu 2 autonomii. Oznacza to, że: • pojazd może sterować kierownicą, przyspieszeniem i hamowaniem, • ale kierowca musi przez cały czas nadzorować jazdę i być gotowy do przejęcia kontroli.
To fundamentalna różnica, która często staje się przedmiotem sporów sądowych. Krytycy twierdzą, że nazwa „Full Self-Driving” może sugerować pełną autonomię, której system faktycznie nie zapewnia.
Spory sądowe wokół Autopilota nie są nowością
Sprawa Cybertrucka wpisuje się w dłuższą historię sporów prawnych dotyczących technologii Tesli.
Według dostępnych danych w Stanach Zjednoczonych prowadzonych jest co najmniej kilka procesów dotyczących wypadków z udziałem Autopilota.
W jednym z najgłośniejszych przypadków z 2025 roku ława przysięgłych uznała Teslę częściowo odpowiedzialną za wypadek z udziałem Modelu S, nakładając na firmę 243 mln dolarów odszkodowania.
Jednocześnie w innych sprawach sądy przyznawały rację producentowi, uznając że kierowcy zostali wyraźnie poinformowani o konieczności nadzorowania systemu.
Kluczowe pytanie: kto odpowiada za wypadek samochodu z systemem FSD?
Sprawa Cybertrucka dotyka jednego z najważniejszych problemów przyszłej mobilności.
Gdzie kończy się odpowiedzialność kierowcy, a zaczyna odpowiedzialność producenta technologii?
W przypadku systemów poziomu SAE 2 – takich jak Autopilot – formalnie odpowiedzialność wciąż spoczywa na kierowcy. Jednak im bardziej zaawansowane stają się systemy wspomagania jazdy, tym trudniej utrzymać tę prostą zasadę.
Z punktu widzenia branży elektromobilności jest to fundamentalna kwestia, ponieważ: • autonomizacja pojazdów będzie postępować, • systemy AI będą podejmować coraz więcej decyzji na drodze, • odpowiedzialność prawna stanie się jednym z kluczowych elementów rozwoju rynku.
Co ta sprawa oznacza dla przyszłości autonomicznej mobilności
Pozew przeciwko Tesli nie przesądza jeszcze o winie producenta. Sprawa dopiero trafiła do sądu, a Tesla nie przedstawiła jeszcze pełnej odpowiedzi procesowej.
Jedno jest jednak pewne.
Każdy taki proces: • zwiększa presję regulacyjną na producentów, • przyspiesza debatę o standardach bezpieczeństwa AI w pojazdach, • może wpłynąć na sposób marketingu technologii autonomicznej jazdy.
Dla branży elektromobilności to wyraźny sygnał, że technologia rozwija się szybciej niż prawo, a systemy autonomiczne wchodzą w fazę intensywnej weryfikacji – nie tylko technologicznej, ale także prawnej.
Wnioski?
Z punktu widzenia rynku EV sprawa Cybertrucka pokazuje trzy kluczowe rzeczy:
Po pierwsze – autonomiczna jazda wciąż jest technologią przejściową. Systemy ADAS mogą znacząco zwiększać bezpieczeństwo, ale nadal wymagają aktywnego nadzoru kierowcy.
Po drugie – komunikacja producentów ma ogromne znaczenie. Sposób prezentowania możliwości technologii może mieć bezpośredni wpływ na odpowiedzialność prawną.
Po trzecie – regulacje prawne będą musiały nadążyć za AI w motoryzacji.
A to oznacza, że w najbliższych latach procesy sądowe, takie jak ten, będą jednym z głównych motorów kształtowania przyszłych zasad autonomicznej mobilności.
Klasyfikacja FSD na dzień dzisiejszy
Jak Tesla klasyfikuje FSD? Na dzień dzisiejszy czyli rok 2026.
Systemy autonomii klasyfikuje się według skali SAE International od 0 do 5. • Poziom 0–2 – kierowca musi cały czas kontrolować auto • Poziom 3 – auto prowadzi samo w określonych warunkach • Poziom 4–5 – pełna autonomia
Tesla FSD
Obecnie znajduje się na poziomie 2. To oznacza: • samochód może sterować, przyspieszać i hamować • ale kierowca musi stale nadzorować jazdę • prawnie kierowca jest odpowiedzialny za wypadek
Dlatego Tesla w instrukcji pisze wyraźnie: „hands on wheel, pay attention”.
Dlaczego więc auta potrafią jechać setki kilometrów same?
To wynika z dwóch rzeczy: 1. System jest bardzo zaawansowany 2. Drogi i sytuacje są często przewidywalne
Nowe wersje FSD potrafią: • jechać przez miasta • zmieniać pasy • skręcać na skrzyżowaniach • reagować na światła • parkować
Radzą sobie również bardzo dobrze na rondach. Dlatego w praktyce często wygląda to jak poziom 4, mimo że formalnie nim nie jest.
Co pisze na ten temat sama Tesla?
Oficjalne stanowisko Tesli wygląda następująco:
Na stronie producenta – system jest dziś nazywany Tesla Full Self-Driving (Supervised) i sama Tesla pisze wprost:
„FSD (Supervised) … nie czyni pojazdu autonomicznym i wymaga aktywnego nadzoru kierowcy.”
Czyli według samej Tesli: • kierowca musi być cały czas uważny • system nie zastępuje kierowcy • odpowiedzialność pozostaje po stronie człowieka
Tak więc bardzo ciekawe jest to, jak zakończy się cała sprawa. Może to potrwać lata. Może też skończy się ugodą, zanim sprawa trafi na salę sądową. Ta opcja wydaje się po pierwsze bardzo prawdopodobna, a po drugie do bólu w amerykańskim stylu.
Tesla pracuje nad „rozumieniem” i lżejszym FSD. Co to może dla nas kierowców znaczyć?
Tesla ponownie stawia na innowacje w dziedzinie autonomicznej jazdy. Jak ogłoszono pod koniec listopada 2025 r., firma planuje wprowadzić do swojego systemu Full Self‑Driving (FSD) „warstwę rozumowania”, czyli zdolność do logicznego, kontekstowego myślenia (oczywiście w wersji elektronicznej:) oraz jednocześnie opracować mniejsze, nazwijmy je „lżejsze” warianty FSD poprzez technikę tzw. „distillation”.
🧠 Dlaczego to ważne? instynkt kontra myślenie…
Dotychczasowe wersje FSD, radziły sobie dobrze z typowymi manewrami, jak utrzymaniem pasa, hamowaniem, skręcaniem, ale często brakowało im „zdrowego rozsądku” w nietypowych, złożonych sytuacjach. Na przykład: Robotnik machający znakiem „Slow” — ale zamiast zwrócić uwagę na to, co właściwie robi robotnik (czy patrzy na drogę, czy może rozmawia z kimś obok), system mógł zatrzymać się, bo „widzi” znak — nie rozumiejąc złożoności całego kontekstu sytuacji. Albo: fragment jezdni, który na pierwszy rzut oka wygląda na szybki pas ale za zakrętem szykuje się zwężenie. To właśnie takie sytuacje, wymagające myślenia, nastręczają FSD najwięcej problemów.
Tesla planuje zatem dodać do FSD coś w rodzaju warstwy o nazwie „System 2”, czyli analizy, planowania i przewidywania, która będzie działać obok dotychczasowego „Systemu 1”: szybkiego, reaktywnego prowadzenia na podstawie obrazu, uzyskiwanego z kamer pojazdu.
„Distillation”, czyli jak przetłumaczyć inteligencję na język auta?
Problem z warstwą rozumowania jest taki, że modele je wspierające to ogromne, mocno zasobożerne systemy, które normalnie wymagają „mózgu” z prawdziwego zdarzenia. Nie da się ich po prostu wrzucić do auta i oczekiwać, że w kilka sekund podejmą decyzję, bo działanie musiałoby być zbyt wolne. 
Rozwiązaniem jest metoda „distillation”: inżynierowie Tesli mają szkolić duży, „myślący” model (tzw. teacher model) w centrach danych — tam, gdzie liczy się czas na obliczenia i sprzęt jest wydajny. Ten model będzie „patrzył” na tysiące skomplikowanych scenariuszy i decydował, jak powinno zachować się auto. Następnie, na podstawie tych decyzji, stworzą dużo mniejszy, zoptymalizowany „student model”, który będzie działał w samochodzie.
Dzięki temu auto zyska „instynkt rozumienia” — zachowując jednocześnie błyskawiczne reakcje, tak niezbędne na drodze podczas jazdy. W dużym telegraficznym skrócie: Duży, bardzo zaawansowany model AI („teacher”) uczy mniejszy, szybszy model („student”), który działa bezpośrednio w pojazdach, w realnych warunkach drogowych.
Co to oznacza dla właścicieli starszego hardware?
Dla posiadaczy starszych wersji komputerów pokładowych (np. HW3) to szczególnie dobra wiadomość. To właśnie dzięki distillation, firma zamierza dostarczyć wersje FSD dopasowane do ograniczonych zasobów starszego „mózgu” auta. W praktyce, planowana jest uproszczona, „lite” wersja FSD, która ma zbliżyć te auta, do możliwości najnowszych aut Tesli, bez konieczności wymiany całego hardware’u. To jest dla nas bardzo dobra wiadomość.
Wiele osób bowiem, posiada na przykład Modele 3 z lat 2018 i późniejsze, wyposażone właśnie w wersje HW3. Będą oni mogli wykorzystać FSD, jeśli mają wykupioną tą opcję i cieszyć się autonomiczną jazdą. Choć z drugiej strony, poczekajmy i nie cieszmy się za wcześnie, bo Tesla robi wszystko w swoim tempie. Tak więc lepiej poczekać z wiwatami, do momentu aż firma faktycznie wprowadzi swoje plany w czyn.
Co to może — ale nie musi — zmienić?
Jeśli plan się uda, FSD może stać się znacząco bezpieczniejszy i bardziej przewidywalny. Mniej błędów w nietypowych sytuacjach, lepsze decyzje w złożonych warunkach to coś, czego wielu krytyków domagało się od lat.
Z drugiej strony, wiele zależy od skuteczności „student modelu”. Jeśli uproszczenie pójdzie za daleko, albo model zostanie zbyt mocno ograniczony, efekt końcowy może rozczarować: „rozumowanie” — ale słabe. A tego byśmy zdecydowanie nie chcieli.
Tesla chce połączyć to, co robi dobrze: szybkie reagowanie na obraz („instynkt”) — z czymś, co stanowi piętę achillesową wielu systemów jazdy autonomicznej: rozmysłem, umiejętnością przewidywania i logicznej analizy scenariuszy. Jeśli im się uda, to FSD kolejnej generacji może być czymś dużo bliższym temu, co wielu wyobraża sobie, myśląc o „autonomii”. I o czym marzy… Scenariusz idealny? Idziemy na spotkanie z przyjaciółmi, wypijamy kilka drinków, bo impreza jest bardzo udana. Wsiadamy do auta i… wybieramy opcję „DOM” – nawiguj! Po czym nasza Tesla wiezie nas bezpiecznie do domu. Niestety drzwi od domu musimy otworzyć sami:)