W końcu… po dość długim oczekiwaniu i domysłach na temat auta, Model Y Performance zawitał do salonów Tesli.
Nie tylko SUV, nie tylko EV – Tesla Model Y Performance 2025, czyli bestia w rodzinnym opakowaniu:)
Tesla wreszcie pokazała światu coś, czego wielu się domagało: nowy Model Y w wersji Performance. To nie jest już tylko elektryczny crossover do wożenia dzieci do szkoły czy weekendowych wypadów za miasto. To auto, które chce być sportowcem i wreszcie zaczyna wyglądać oraz jeździć tak, jak na wersję Performance przystało.
Nieco szczegółów
Z zewnątrz różnice widać od razu. Nowe spojlery, karbonowe detale, większe nadkola i opcjonalne 21-calowe felgi Arachnid 2.0 nadają autu charakteru, którego dotąd w Modelu Y trochę brakowało. Ten samochód już na postoju mówi: „ja nie żartuję, wsiądź a przekonasz się co potrafię”
Ale prawdziwa rewolucja dzieje się pod karoserią. Dwusilnikowy napęd na cztery koła katapultuje auto do setki w 3,5 sekundy. To wynik, który jeszcze kilka lat temu zarezerwowany był dla rasowych supersamochodów. Prędkość maksymalna? Aż 250 km/h. I to w aucie, które nadal pomieści rodzinę, zakupy i rower w bagażniku.
Co ciekawe, Tesla nie poświęciła na ołtarzu osiągów zasięgu. Wręcz przeciwnie. Nowa bateria o większej gęstości energii daje w trybie WLTP aż 580 kilometrów (w ostatnim artykule obstawialiśmy ok. 40-50 km mniej) raptem o sześć kilometrów mniej niż wersja Long Range AWD. To oznacza, że możesz wcisnąć gaz do dechy, a i tak zostanie ci rezerwa na powrót do domu:) Przy takiej mocy, taki zasięg brzmi jak połączenie idealne.
Trzyma się drogi bo ma lepsze zawieszenie
Nowe zawieszenie adaptacyjne, to kolejny mocny punkt. Nie jest już tak twardo, jak w pierwszych Performance’ach, które potrafiły być nieprzyjemne na dziurach. Teraz tryby jazdy pozwalają wybrać : miękko i komfortowo na trasie, albo sztywno i precyzyjnie, kiedy przychodzi ochota na bardziej dynamiczną jazdę. Obniżony prześwit (151 mm) i dodatkowe 36 kilogramów masy względem Long Range to cena, którą płaci się za sportowy charakter. Ale nie jest to cena wygórowana.
Wewnątrz więcej zmian
We wnętrzu Tesla zrobiła krok naprzód. Główny ekran urósł do 16 cali i zyskał rozdzielczość Ultra HD, a sportowe fotele z elektryczną regulacją, wysuwanym siedziskiem pod uda, ogrzewaniem i wentylacją wreszcie wyglądają na takie, które pasują do samochodu o osiągach 3,5 sekundy do setki. Do tego 16-głośnikowy system audio, karbonowe wstawki i kabina nagle nabiera charakteru, którego wcześniej brakowało.
Ach te fotele…
Cena? W Polsce to 269 990 złotych, czyli o 40 000 więcej niż Long Range AWD. Drogo? Tak. Ale to wciąż mniej niż za wiele elektrycznych SUV-ów premium, które w sprintach zostają daleko w tyle. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów już we wrześniu 2025 u nas. W USA? Czekamy, tam Tesla tradycyjnie bawi się w swoją grę z rynkiem. A klienci się wkurzają:)
Model Y po odświeżeniu Juniper pokazał, że Tesla potrafi poprawić stylistykę, wyciszenie i ergonomię. Teraz Performance dodaje do tego to, czego brakowało, czyli emocje. To już nie jest „nudny” rodzinny crossover z przyspieszeniem w stylu Tesli. To samochód, który naprawdę chce być szybki, i nie boi się tego pokazać.
Auto robi wrażenie, szczególnie w najszybszym kolorze:)
I tu dochodzimy do sedna. Model Y Performance 2025 to swego rodzaju manifest. Tesla pokazuje, że potrafi zrobić elektrycznego SUV-a, który nie tylko dowiezie dzieci do szkoły, ale i zawstydzi kierowców sportowych coupé na światłach. Nie tylko SUV. Nie tylko EV. To wreszcie Tesla z charakterem, która wbije nas w wygodny fotel, jeśli tylko będziemy mieć na to ochotę….
Nowy Model Y Performance na Nürburgringu – testy, które mówią więcej niż katalog. Bo właśnie na podstawie testów z realnej jazdy w ekstremalnych warunkach, otrzymujemy wartościowe dane.
Kiedy na legendarnym Nürburgringu pojawia się Tesla, nie jest to przypadek. Ten tor nie wybacza marketingowych skrótów ani katalogowych frazesów. Tu każda słabość wyjdzie na jaw, a każda niedoskonałość, zostanie natychmiast zweryfikowana. Widok nowego Modelu Y Performance, na północnej pętli od razu przyciągnął uwagę branży, bo oznacza jedno. Tesla nie zamierza ograniczać się do aktualizacji kosmetycznych. Chce stworzyć SUV-a, który będzie miał sportowy pazur i pozwoli właścicielowi poczuć się pewnie nie tylko na autostradzie, ale też w dynamicznej jeździe po torze.
Zamaskowany…
Samochód, który trafił na tor, to najprawdopodobniej odświeżona wersja Modelu Y Performance, szykowana na rok modelowy 2025/2026. Tesla oficjalnie nie podała żadnych szczegółów, ale obserwatorzy testów, zwrócili uwagę na zmienioną sylwetkę, nowy kształt zderzaków i detale aerodynamiczne, które sugerują poprawę opływu powietrza. Widać też większe hamulce oraz zestaw kół i opon, które wskazują na chęć poprawienia przyczepności w szybkich zakrętach.
Fot: Wilco BlocFot: Wilco Blok
Tesla nabrała wody w usta
Choć firma milczy w kwestii parametrów, przecieki mówią o mocy w okolicach 500 koni mechanicznych, może nawet 530 i przyspieszeniu do 100 km/h w niewiele ponad trzy sekundy. Trzeba jednak podkreślić – to wciąż nie są dane potwierdzone przez Teslę. Równie dobrze finalna wersja może otrzymać nieco inną konfigurację napędu, szczególnie że firma słynie z tego, iż wprowadza zmiany nawet tuż przed rozpoczęciem produkcji. Czyli jak zwykle w przypadku Tesli. Coś wiadomo, ale nie do końca jest to potwierdzone oficjalnie. A właściwie nie jest potwierdzone w ogóle.
Ciężka przeprawa nowego Y
Dlaczego Nürburgring? Ten tor od lat jest poligonem doświadczalnym dla producentów, którzy chcą sprawdzić nie tylko osiągi, ale też wytrzymałość podzespołów w warunkach ekstremalnych. W przypadku samochodów elektrycznych, ma to dodatkowe znaczenie – chodzi o kontrolę temperatury baterii, utrzymanie mocy przy długotrwałym obciążeniu i optymalizację odzysku energii podczas hamowania. Testy na Nordschleife jasno pokazują, że Tesla chce, aby Model Y Performance, był czymś więcej niż „rodzinnym SUV-em z dobrym przyspieszeniem”. Nigdzie nie sprawdzi się auta lepiej, jak na wymagającym i skrajnie obciążającym wszystkie systemy niemieckim torze.
Z punktu widzenia rynku, taki krok ma sens. Model Y jest najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym na świecie, ale w wersji Performance zawsze pozostawał trochę w cieniu Modelu 3 Performance, jeśli chodzi o właściwości jezdne. Poprawa w tej dziedzinie mogłaby przyciągnąć kierowców, którzy szukają połączenia praktyczności i sportowego charakteru – a to segment, w którym konkurencja ze strony BMW, Porsche czy nawet Kia staje się coraz ostrzejsza. Faktem jest, że coraz więcej marek zaczyna produkować auta segmentu SUV czy może bardziej Crossover, w coraz to mocniejszych wersjach i odmianach.
Czekamy… nic innego nie pozostaje:)
Na ostateczny werdykt trzeba poczekać, aż Tesla oficjalnie zaprezentuje samochód i ujawni jego specyfikację. Do tego czasu możemy jedynie opierać się na obserwacjach i niepotwierdzonych informacjach. Jednak już sam fakt, że Model Y Performance pokonuje kolejne okrążenia Nürburgringu, mówi jedno: Tesla nie zamierza spoczywać na laurach i szykuje wersję, która ma prawo wzbudzać emocje nie tylko wśród fanów marki.
Będzie się działo, to jest pewne. I to już niedługo. Większe koła, lepsze hamulce, moc ponad 500 koni, sportowe fotele… i zapewne jeszcze wiele zmian i nowinek, których nie widać gołym okiem. Tesla jak zwykle nic nie mówi, tylko robi. Po cichu, bez błysku fleszy. Oby wynik był warty oczekiwania.
Czego spodziewa się publika?
Ponad 500 koni mocy, nowych zderzaków, nowych hamulców w stylu Performance, spojlera z włókna węglowego, przyśpieszenia na poziomie 3-3,5 sekundy do 100 km/h, zawieszenia z adaptacyjnymi amortyzatorami, zasięgu WLTP w okolicach 530 – 540 km, super bajeranckich i wygodnych sportowych foteli. Co jeszcze dołoży Tesla? Przekonamy się już za kilka miesięcy.