Ford SuperVan 4.2 – elektryczny van, który połknął Corvette na Nordschleife, a to nie jest wcale taka prosta sprawa, jak się domyślacie.
Ten Ford, zdecydowanie nie wygląda na auto dostawcze:)
Wyobraź sobie zwykłego dostawczaka. Kwadratowe nadwozie, drzwi przesuwne, przeznaczenie raczej przyziemne niż romantyczne. A teraz pomnóż tę wizję przez dwa tysiące koni mechanicznych, dołóż agresywną aerodynamikę, slicki i kierowcę, który zna Nürburgring jak własną kieszeń. Efekt? Ford SuperVan 4.2 , czyli elektryczna bestia w przebraniu Transita. Właśnie pobiła ona rekord, którego nikt nie spodziewał się zobaczyć w tabeli wyników „Zielonego Piekła”.
Kierowca nie byle jaki
To nie jest wnętrze dla normalnego kierowcy. Tu poradzi sobie tylko prawdziwy wyczynowiec.
Za kierownicą siedział Romain Dumas, specjalista od ekstremalnych projektów, który w przeszłości bił rekordy Pikes Peak czy Goodwood. Tym razem jednak miał w rękach coś, co wygląda jak samochód dostawczy, a jeździ jak rakieta. Rezultat? 6 minut 48,393 sekundy na pełnej pętli Nordschleife. Tym samym Ford z vanem wyprzedził Corvette ZR1X, bijąc jej czas 6:49,275. To różnica niepozorna na papierze, ale na torze to prawdziwa przepaść.
Co więcej, SuperVan nie zatrzymał się tylko na pojedynczym zwycięstwie. Ten prototyp wskoczył od razu na dziewiąte miejsce w ogólnym rankingu najszybszych samochodów, jakie kiedykolwiek zmierzyły się z legendarnym torem. Zostawił za sobą auta, które od dekad były ikonami wyścigowej perfekcji. Od Porsche 911 GT3 RS poczynając a kończąc na Mustangu GTD.
Cała akcja miała też wymiar symboliczny. To właśnie Sabine Schmitz, nieodżałowana „królowa Nürburgringu”, przed laty w Top Gear żartowała, że przejedzie Nordschleife Transitem szybciej niż Clarkson Jaguarem. Udało jej się zejść do dziesięciu minut . Wtedy wydawało się to rekordem nie do ruszenia dla pojazdu tego typu. Teraz Ford złożył jej hołd, pokazując, że ten żart stał się faktem. Transit, choć w wersji kompletnie szalonej, naprawdę objechał superauta na Zielonym Piekle.
Wyjątkowy egzemplarz
Tak się jeździ bestią o mocy 2000 koni mechanicznych.
Oczywiście, nie ma co się oszukiwać. To nie jest samochód, którym ktoś pojedzie do pracy czy na rodzinne wakacje. SuperVan to demonstrator technologii, laboratorium na kołach i pokaz siły. Cztery silniki elektryczne, dające około dwóch tysięcy koni, karbonowa aerodynamika generująca ogromny docisk, układ chłodzenia rodem z prototypów Le Mans. To wszystko razem tworzy obraz przyszłości, w której elektryczne auta nie tylko dorównują spalinowym, ale zaczynają wyznaczać granice możliwości. Wygląda to prawie tak, patrząc po wynikach, jakby można było jednak oszukać fizykę:)
Ford zresztą nie zamierza na tym poprzestać. Na torze pojawiły się też kolejne prototypy. F-150 Lightning SuperTruck i Super Mustang Mach-E, które czekają na swoją kolej, by powalczyć o rekordy. Jeśli pójdą w ślady SuperVana, wkrótce może się okazać, że największe emocje na Nordschleife dostarczają już nie klasyczne superauta, ale elektryczne projekty, które jeszcze niedawno wielu traktowało jak futurystyczną fanaberię.
SuperVan 4.2 udowadnia, że w świecie motoryzacji nadal istnieje miejsce na szaleństwo, odwagę i przekraczanie granic. Bo choć na pierwszy rzut oka to tylko Transit, na torze okazał się symbolem zupełnie nowej ery – ery, w której elektryczny van potrafi połknąć Corvette… dosłownie i bezdyskusyjnie.
Nowy Model Y Performance na Nürburgringu – testy, które mówią więcej niż katalog. Bo właśnie na podstawie testów z realnej jazdy w ekstremalnych warunkach, otrzymujemy wartościowe dane.
Kiedy na legendarnym Nürburgringu pojawia się Tesla, nie jest to przypadek. Ten tor nie wybacza marketingowych skrótów ani katalogowych frazesów. Tu każda słabość wyjdzie na jaw, a każda niedoskonałość, zostanie natychmiast zweryfikowana. Widok nowego Modelu Y Performance, na północnej pętli od razu przyciągnął uwagę branży, bo oznacza jedno. Tesla nie zamierza ograniczać się do aktualizacji kosmetycznych. Chce stworzyć SUV-a, który będzie miał sportowy pazur i pozwoli właścicielowi poczuć się pewnie nie tylko na autostradzie, ale też w dynamicznej jeździe po torze.
Zamaskowany…
Samochód, który trafił na tor, to najprawdopodobniej odświeżona wersja Modelu Y Performance, szykowana na rok modelowy 2025/2026. Tesla oficjalnie nie podała żadnych szczegółów, ale obserwatorzy testów, zwrócili uwagę na zmienioną sylwetkę, nowy kształt zderzaków i detale aerodynamiczne, które sugerują poprawę opływu powietrza. Widać też większe hamulce oraz zestaw kół i opon, które wskazują na chęć poprawienia przyczepności w szybkich zakrętach.
Fot: Wilco BlocFot: Wilco Blok
Tesla nabrała wody w usta
Choć firma milczy w kwestii parametrów, przecieki mówią o mocy w okolicach 500 koni mechanicznych, może nawet 530 i przyspieszeniu do 100 km/h w niewiele ponad trzy sekundy. Trzeba jednak podkreślić – to wciąż nie są dane potwierdzone przez Teslę. Równie dobrze finalna wersja może otrzymać nieco inną konfigurację napędu, szczególnie że firma słynie z tego, iż wprowadza zmiany nawet tuż przed rozpoczęciem produkcji. Czyli jak zwykle w przypadku Tesli. Coś wiadomo, ale nie do końca jest to potwierdzone oficjalnie. A właściwie nie jest potwierdzone w ogóle.
Ciężka przeprawa nowego Y
Dlaczego Nürburgring? Ten tor od lat jest poligonem doświadczalnym dla producentów, którzy chcą sprawdzić nie tylko osiągi, ale też wytrzymałość podzespołów w warunkach ekstremalnych. W przypadku samochodów elektrycznych, ma to dodatkowe znaczenie – chodzi o kontrolę temperatury baterii, utrzymanie mocy przy długotrwałym obciążeniu i optymalizację odzysku energii podczas hamowania. Testy na Nordschleife jasno pokazują, że Tesla chce, aby Model Y Performance, był czymś więcej niż „rodzinnym SUV-em z dobrym przyspieszeniem”. Nigdzie nie sprawdzi się auta lepiej, jak na wymagającym i skrajnie obciążającym wszystkie systemy niemieckim torze.
Z punktu widzenia rynku, taki krok ma sens. Model Y jest najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym na świecie, ale w wersji Performance zawsze pozostawał trochę w cieniu Modelu 3 Performance, jeśli chodzi o właściwości jezdne. Poprawa w tej dziedzinie mogłaby przyciągnąć kierowców, którzy szukają połączenia praktyczności i sportowego charakteru – a to segment, w którym konkurencja ze strony BMW, Porsche czy nawet Kia staje się coraz ostrzejsza. Faktem jest, że coraz więcej marek zaczyna produkować auta segmentu SUV czy może bardziej Crossover, w coraz to mocniejszych wersjach i odmianach.
Czekamy… nic innego nie pozostaje:)
Na ostateczny werdykt trzeba poczekać, aż Tesla oficjalnie zaprezentuje samochód i ujawni jego specyfikację. Do tego czasu możemy jedynie opierać się na obserwacjach i niepotwierdzonych informacjach. Jednak już sam fakt, że Model Y Performance pokonuje kolejne okrążenia Nürburgringu, mówi jedno: Tesla nie zamierza spoczywać na laurach i szykuje wersję, która ma prawo wzbudzać emocje nie tylko wśród fanów marki.
Będzie się działo, to jest pewne. I to już niedługo. Większe koła, lepsze hamulce, moc ponad 500 koni, sportowe fotele… i zapewne jeszcze wiele zmian i nowinek, których nie widać gołym okiem. Tesla jak zwykle nic nie mówi, tylko robi. Po cichu, bez błysku fleszy. Oby wynik był warty oczekiwania.
Czego spodziewa się publika?
Ponad 500 koni mocy, nowych zderzaków, nowych hamulców w stylu Performance, spojlera z włókna węglowego, przyśpieszenia na poziomie 3-3,5 sekundy do 100 km/h, zawieszenia z adaptacyjnymi amortyzatorami, zasięgu WLTP w okolicach 530 – 540 km, super bajeranckich i wygodnych sportowych foteli. Co jeszcze dołoży Tesla? Przekonamy się już za kilka miesięcy.