Model Y L już w sprzedaży ale tylko w chinach
Model Y L Tesla dorosła do roli prawdziwego auta rodzinnego, mało tego, już za chwilę zacznie jeździć ale na początku po chińskich drogach.
Tesla potrafi zaskoczyć w momentach, gdy wydaje się, że znamy już jej ofertę na wylot. Model Y, od lat najchętniej kupowany samochód elektryczny na świecie, doczekał się właśnie wersji, która zmienia jego charakter w sposób fundamentalny. Nie chodzi o nowy kolor, felgi czy odświeżony ekran. Chodzi o proporcje. O to, że Tesla w końcu zrobiła z Y samochód, którym rodzina może jechać nie tylko na zakupy, ale i w trasę. Zaznaczmy, że chodzi o nieco większą rodzinę bo aż 6 osobową.
Większy rozstaw osi, inny charakter
Model Y L mierzy prawie pięć metrów długości, a jego rozstaw osi to 3 040 mm. To nie kosmetyka, to 15 centymetrów różnicy względem zwykłego Y. Ta liczba robi robotę, bo dzięki niej z tyłu pojawił się trzeci rząd siedzeń, tym razem nie jako żart czy awaryjna opcja dla dzieci, ale jako realna przestrzeń do podróżowania. Układ wnętrza jest sześciomiejscowy, z wygodnymi fotelami w drugim rzędzie typu captain’s chairs. Tego w Tesli jeszcze nie było.
Bateria i napęd – znane, ale wzmocnione
Podłoga skrywa 82-kilowatogodzinny pakiet dostarczany przez LG Energy Solution. Waży on 465 kg, co daje gęstość na poziomie 176 Wh/kg. W chińskim cyklu CLTC auto przejedzie na nim 751 km. To wynik, który stawia nową wersję w roli lidera zasięgu w rodzinie Modelu Y. Wiemy oczywiście, że auto nie jest w stanie pokonać takiego dystansu w realnym życiu, ale cóż… co kontynent to inna norma. Tak to niestety wygląda. jednak wiedząc, że ta chińska, przekłamuje nawet o 30-35%, możemy sami wyliczyć (mniej więcej) zasięg realny. W tym przypadku wyniesie on około 490-520 km. Z grubsza licząc. Oczywiście jazda autostradowa, zakładając zużycie 23 kWh/100 km i prędkość w okolicach 130 km/h, przełoży się na zasięg raczej nie przekraczający 350 km. Ale jak na te gabaryty i długość prawie 5 metrów, moim zdaniem to bardzo przyzwoity wynik.
Przejdźmy dalej
Napęd? Dwusilnikowy, na cztery koła. Z przodu 142 kW, z tyłu 198 kW. Efekt to sprint do setki w 4,5 sekundy, szybciej niż większość spalinowych SUV-ów, które próbują udawać auta sportowe. Tesla zawsze, można powiedzieć, że w każdym swoim aucie miała aspiracje nieco „wyścigowe”. Inni producenci jakoś do dziś nie mogą wycisnąć ze swoich systemów napędowych aż tak dużych mocy i takiego momentu obrotowego jak Tesla. To zdecydowanie przyjemne w prowadzeniu auta, które przyspieszają w sposób niesamowity. I mówię tu nawet o najsłabszych wersjach, których moc nie przekracza 300 koni. Staruszka trójka z 2018 roku z napędem tylko na tył w wersji Long Range rozpieszczała swoich właścicieli mocą 287 koni mechanicznych, już ponad 7 lat temu. Dzisiejsze zaś Long Range dysponują mocą 490 koni a wersje Performance nawet 530 końmi.
Komfort, czyli wreszcie odpowiedź TESLI na krytykę
O ile standardowy Y bywał krytykowany za twardość zawieszenia, o tyle L dostaje nową zabawkę: Continuous Damping Control. To adaptacyjny system, który nieustannie reguluje charakterystykę tłumienia. W praktyce oznacza mniej „dudnienia” na dziurach i więcej płynności na autostradzie. To zmiana, której brakowało Tesli, jeśli chciała być traktowana serio jako samochód rodzinny. Wygodny samochód rodzinny dodajmy…
Kabina – od minimalizmu do wygody


Wnętrze Y L to sygnał, że Tesla nie boi się wyjść poza skrajny minimalizm. Ekran główny urósł do 16 cali, a w drugim rzędzie pojawił się osobny, 8-calowy wyświetlacz. Do tego system audio z 18 głośnikami i nowa klimatyzacja, która obsługuje wszystkie trzy rzędy. Dla pasażerów oznacza to mniej kłótni o to, kto marznie, a kto ma za gorąco:). Wydaje się, że w tak dużej przestrzeni klimatyzacja mogłaby sobie nie poradzić jeśli byłaby poprowadzona tylko dla 2 rzędów siedzeń. Tesla musiała więc przeprojektować system i wziąć pod uwagę wszystkich pasażerów.

Firma dorzuciła też nową estetykę: ciemną podsufitkę Dark Premium, świeży lakier Starlight Gold i dedykowane felgi 19” Mecha. To detale, które budują atmosferę. Auto wygląda bardziej dojrzałe, mniej „laboratoryjne”. Można by powiedzieć bardziej rodzinnie. Tak, to chyba dobre określenie, bo w końcu ten powiększony model Tesli ma być autem typowo rodzinnym.


Podobno nowe fotele są bardziej miękkie i komfortowe od tych stosowanych w zwykłej wersji Modelu Y.
Osiągi i drobne rozbieżności

W dokumentach homologacyjnych pojawia się delikatny zgrzyt: raz wpisane jest 201 km/h, a w innym miejscu 210 km/h jako prędkość maksymalna. Różnica żadna, ale warta odnotowania, bo Tesla jak zwykle podaje dane w różnych formach. Niezależnie od tego, L pozostaje szybkim autem, choć nie o to w nim chodzi. W końcu nie jeździmy 200 km/h na co dzień. Przynajmniej u nas taka jazda może się zakończyć utratą prawa jazdy, lub mandatem w wysokości nawet 2500 zł i bolesną ilością punktów karnych.
Cena i dostępność
Najważniejsze, czyli cena. Tesla wyceniła Model Y L w Chinach na 339 000 juanów. To przy kursie NBP z 18 sierpnia 2025 roku (0,5075 PLN za 1 CNY) daje około 172 tysiące złotych. To poziom, który stawia nową Teslę w zasięgu wielu rodzin, które do tej pory patrzyły na elektryki z dystansem. Generalnie w Chinach mamy zupełnie inne poziomy cenowe za auta niż u nas w Europie. Dla przykładu, cały czas z podwórka Tesli. W Chinach zwykła wersja Modelu Y Juniper Long Range to koszt dokładnie 160 tysięcy złotych. U nas to samo auto kosztuje już 230 tysięcy. Różnica to całe 70 tysięcy złotych. Gdyby zachować proporcje tej różnicy w stosunku do ceny powiększonej wersji Modelu Y, mielibyśmy u nas cenę YL, na poziomie mniej więcej 248 tysięcy złotych.
Ale, i to „ale” jest duże, na razie samochód dostępny będzie tylko w Chinach. Pierwsze dostawy zaplanowano na wrzesień 2025 roku. Europa wciąż czeka na decyzję: czy Model Y L będzie produkowany w Berlinie, czy pozostanie lokalnym produktem z Chin. Możemy się jednak domyślać, bo już krążą tak zwane „przecieki”, choć jeszcze nie potwierdzone, że ta wersja Modelu Y, trafi również do nas. Czy zgadliśmy cenę i zakręci się ona wokół 248 tysięcy złotych? Czas pokaże.
Tesla w nowej roli?
Model Y L nie jest tylko „dłuższym Y”. To samochód, którym Tesla wysyła jasny sygnał: elektromobilność nie kończy się na sprintach spod świateł i rekordach przyspieszenia. To także przestrzeń dla sześciu osób, komfort w trasie i praktyczność na co dzień. Jeśli auto trafi do Europy w podobnej formie, rynek rodzinnych elektryków może zmienić się nie do poznania. Ze wskazaniem sukcesu w kierunku amerykańskiego producenta. W końcu Tesla robiła już takie rzeczy wcześniej. Podstawa to dobry marketing, a ten w dużej mierze zapewniają Tesli fani tej marki. Robią oni niesamowitą marketingową robotę… na dodatek zupełnie za darmo:)
Fot: x.com/BridgingNews_, x.com/Tslachan, x.com/MarkusStuiber
WhatsApp us