Tesla Model 3 i Model Y – liderzy bezpieczeństwa w testach Euro NCAP 2025. To na pewno ucieszy tych z Was, którzy jeżdżą tymi autami. Czyli w sumie większość z nas:)
Co oznaczają nagrody Best-in-Class?
Organizacja Euro NCAP (European New Car Assessment Programme) regularnie przeprowadza kompleksowe testy bezpieczeństwa samochodów sprzedawanych w Europie. Oceniana jest ich ochrona pasażerów i pieszych, a także efektywność systemów zapobiegających wypadkom. Wyróżnienie Best-in-Class przyznawane jest pojazdom, które nie tylko uzyskały maksymalną ocenę pięciu gwiazdek, ale także osiągnęły najlepsze oceny w swojej klasie na podstawie połączonych wyników z czterech kluczowych obszarów: ochrony dorosłych, ochrony dzieci, bezpieczeństwa użytkowników niechronionych (np. pieszych, rowerzystów) oraz funkcji Safety Assist (systemy zapobiegające kolizjom).
Tesla Model 3 – najlepsze auto klasy „Duży samochód rodzinny”
Tesla Model 3 została uznana za najbezpieczniejszy samochód w klasie „Large Family Car” wśród wszystkich testowanych nowych aut w 2025 roku. Niby trójka nie jest ogromna, ale najwidoczniej według oceniających do takiej grupy należy. Duży samochód rodzinny i najlepsza z możliwych ocen.
Osiągnięcie to wynika z wyrównanych i wysokich wyników we wszystkich ocenianych obszarach, a szczególnie w zakresie: • Ochrony dzieci, gdzie Model 3 wyróżnia się doskonałą kompatybilnością z systemami fotelików i minimalnym ryzykiem obrażeń przy zderzeniach, • Systemów Safety Assist, które wspierają kierowcę w trudnych scenariuszach drogowych i redukują ryzyko kolizji.
To potwierdza, że w praktycznych warunkach drogowych, Model 3 zapewnia wysokie bezpieczeństwo, zarówno pasażerom dorosłym, jak i najmłodszym.
Tesla Model Y – lider w segmencie małych SUV-ów
Równie ważne wyróżnienie zdobył Tesla Model Y, który został uznany za najbezpieczniejszy pojazd w kategorii „Small SUV” w ocenie Euro NCAP 2025. Znów moje obiektywne wrażenie – Model Y nie jest znowu taki mały. To auto całkiem słusznych rozmiarów. Ale cóż… oceniający i testujący, zakwalifikowali go do właśnie tej grupy.
Model Y wyróżnia się w szczególności: • Doskonałą ochroną dzieci i pasażerów, co stawia go w czołówce rodziny SUV-ów pod względem bezpieczeństwa rodzinnego, • Wysoką skutecznością systemów Safety Assist, które pomagają unikać wypadków i wspierają kierowcę w złożonych sytuacjach drogowych.
To najlepszy wynik w tej kategorii, co dodatkowo podkreśla rosnący poziom bezpieczeństwa pojazdów elektrycznych Tesli.
Euro NCAP 2025 – kontekst i znaczenie wyników
Rok 2025 był rekordowy pod względem liczby testowanych samochodów przez Euro NCAP, a organizacja podkreśla, że testy obejmowały wiele nowoczesnych EV i systemów wspierających bezpieczeństwo. 
Warto zaznaczyć, że: • Mercedes-Benz CLA został uznany za Best Performer (samochód z najlepszym ogólnym wynikiem), jednak nie jest to sprzeczne z uzyskanymi przez Teslę wyróżnieniami w odpowiednich klasach. • Do nagród Best-in-Class kwalifikują się tylko pojazdy z oceną 5 gwiazdek i standardowym wyposażeniem bezpieczeństwa.
To podkreśla, że Model 3 i Model Y znajdują się w absolutnej elicie pod względem bezpieczeństwa w swoich segmentach, nawet w ekstremalnie zdrowej konkurencji nowoczesnych konstrukcji i systemów ochronnych. Coraz bardziej zaawansowanych.
Znaczenie dla konsumentów – dlaczego to istotne?
Dla kupujących samochód: • wysokie wyniki Euro NCAP przekładają się na większe bezpieczeństwo realne w wypadkach — potwierdzone testami zderzeniowymi i ocenami systemów elektronicznych, • samochody z nagrodami Best-in-Class często mają niższe składki ubezpieczeniowe i lepszą wartość przy odsprzedaży (co potwierdzają analizy rynkowe), choć to już efekt rynkowy ponad samo wyróżnienie Euro NCAP. 
Dla Tesli oznacza to umocnienie wizerunku marki nie tylko jako innowatora technologicznego, ale także, jako producenta pojazdów o wyjątkowo wysokim poziomie bezpieczeństwa.
Podsumowanie
W najnowszej rundzie testów Euro NCAP z 2025 roku: • Tesla Model 3 zdobywa tytuł Najlepszego w swojej klasie (Large Family Car), • Tesla Model Y zostaje uznany za Najbezpieczniejszy w kategorii Small SUV. Te wyróżnienia opierają się na rzeczywistych wynikach testów bezpieczeństwa w czterech kluczowych obszarach i potwierdzają, że pojazdy te należą do światowej czołówki pod względem ochrony pasażerów i użytkowników dróg.
Po raz kolejny Tesla udowodniła, że potrafi robić auta super bezpieczne. Firma ma wielu przeciwników, jednak jeśli zapytacie użytkowników aut marki Tesla, czy zamieniliby swoje auta na elektryki innych marek, w ponad 90% odpowiedź brzmi NIE. Tesla to Tesla… po prostu. Jeśli ktoś miał do czynienia z autami tej marki i innymi EV, po porównaniu zawsze wskaże wyższość Tesli. Czy jednak samochody Tesli to jeżdżące ideały? Oczywiście że nie. Mają wady – jak każde auto. To czy nam odpowiadają czy nie, zależy w głównej mierze od naszych preferencji i upodobań. Jak to się zwykło mówić? „Ile ludzi – tyle opinii”…
Tesla wprowadza 5‑letnią gwarancję bez limitu kilometrów w Australii i Nowej Zelandii. Niestety nie u nas… W Polsce zostaje po staremu, a szkoda.
Co się zmieniło i co to oznacza dla rynku EV?
Tesla oficjalnie ogłosiła znaczącą aktualizację swojej polityki gwarancyjnej dla rynku Australii i Nowej Zelandii. Od 1 stycznia 2026 roku wszystkie nowe egzemplarze Modelu 3 i Modelu Y, dostarczone w tych regionach objęte będą standardową gwarancją na 5 lat bez limitu kilometrów. To ważna zmiana w porównaniu z dotychczasowym zakresem ochrony, który obejmował 4 lata lub 80 000 km — limit, który w praktyce mógł zostać osiągnięty przez aktywnych kierowców w zaledwie 18–24 miesiące.
Dlaczego Tesla to wprowadza?
Tesla tłumaczy, że decyzja wynika z potrzeby dostosowania się do lokalnego rynku oraz oczekiwań konsumentów, gdzie konkurencja już od dawna oferuje bardziej hojne warunki gwarancyjne. Na rynku australijskim i nowozelandzkim, długie i nielimitowane gwarancje kilometrowe są postrzegane jako standard — zarówno u klasycznych marek, takich jak Mercedes‑Benz, BMW, Ford czy Hyundai, jak i u lokalnych producentów EV, jak BYD, Kia czy MG.
W praktyce oznacza to, że Tesla chce poprawić konkurencyjność swojej oferty i usunąć jedną z potencjalnych barier zakupowych dla nabywców decydujących się na EV w regionie. Dodatkowo, to krok, który może pomóc odzyskać tempo wzrostu sprzedaży po tym, jak w 2025 roku Tesla zanotowała spadek sprzedaży w Australii, podczas gdy niektórzy rywale EV odnotowywali wzrosty.
Co obejmuje nowa gwarancja?
Nowa gwarancja Tesli w Australii i Nowej Zelandii to:
Gwarancja podstawowa pojazdu • 5 lat bez limitu kilometrów – dotyczy wszystkich nowych Modeli 3 i Y (wersje prywatne). • Obejmuje usterki materiałowe i wykonawcze części dostarczonych przez producenta. • Obejmuje również elementy nadwozia, elektronikę, systemy multimedialne i inne podzespoły pojazdu. • W standardowym pakiecie zawarte jest również 5 lat całodobowej pomocy drogowej.
To oznacza, że właściciel może jeździć intensywnie — nawet 50 000 km rocznie — bez obawy, że przekroczy „pułap gwarancyjny”. To istotne zwłaszcza w Australii i NZ, gdzie duże odległości między miastami są normą, a wiele osób faktycznie robi bardzo wysokie roczne przebiegi. Często do najbliższego sąsiada mamy dobre kilkadziesiąt kilometrów. Właśnie tak to wygląda w Australii.
Gwarancja głównych podzespołów
Co ważne, gwarancja na baterię i układ napędowy pozostaje oddzielna i nie ulega zmianie: • Dla wariantów RWD (tylne koła napędowe): 8 lat lub 160 000 km. • Dla wariantów Long Range / AWD (napęd na cztery koła) oraz Performance: 8 lat lub 192 000 km. • Tesla gwarantuje, że bateria zachowa minimum 70% swojej pierwotnej pojemności na przestrzeni okresu gwarancyjnego.
To oznacza, że choć podstawowa ochrona całego auta jest teraz bardziej „luźna” pod względem kilometrów oraz czasu, to techniczne elementy związane z baterią oraz układem napędowym są nadal chronione w standardzie branżowym. Tej gwarancji nie wydłużono.
Wyjątki i „drobny druk”
Nowa polityka ma jeden istotny wyjątek: jeśli pojazd jest używany do celów komercyjnych — na przykład jako taksówka, Uber, usługa dostawcza, wypożyczalnia — to obowiązuje limit kilometrowy, choć dość wysoki bo aż 150 000 km na pięć lat. Ta klauzula jest standardowa w wielu ofertach gwarancyjnych i ma zapobiec nadużywaniu ochrony przez intensywne, komercyjne użycie.
Jak wypada to na tle konkurencji?
Dotychczasowe 4 lata i 80 000 km stawiały Teslę w niekorzystnej pozycji wobec konkurentów oferujących: • 5–7 lat gwarancji, • często bez limitu kilometrów, • oraz dodatkowe opcje rozszerzonej ochrony.
Wprowadzenie 5‑letniej gwarancji bez limitu kilometrów, wyrównuje warunki rynkowe i daje większą pewność właścicielom EV — szczególnie tym, którzy dużo jeżdżą. Chociaż nadal nie jest to rekord na rynku (niektórzy producenci oferują np. 7 lat/no limit km, zdarza się również 10 lat, jak w przypadku Mitsubishi), to zdecydowanie zmniejsza odczuwalną różnicę i redukuje bariery percepcyjne dla klientów.
Takie opcje są zdecydowanie najlepsze dla klientów, którzy nie robią ogromnych przebiegów ale zdecydowali się zatrzymać auto na długi okres czasu. Można mieć 7 a nawet więcej lat spokoju, jeśli tylko zmieścimy się w przebiegu. Choć zdarzają się również opcje bez limitu kilometrów, jak ta najnowsza od Tesli, a wcześniej w Kia czy Mitsubishi.
Co to oznacza dla właścicieli Tesli?
Dla klientów finalnych, ta zmiana ma konkretne konsekwencje:
Wyższa pewność bez ograniczeń marszrutowych:
Dotychczas właściciel, który przekroczył 80 000 km w okresie 4 lat, mógł utracić ochronę gwarancyjną — co było szczególnie niekorzystne przy intensywnej eksploatacji. Teraz może jeździć złotą milę rocznie bez „sztywnego licznika” kilometrów.
Część ryzyka po stronie producenta:
Większa odpowiedzialność gwarancyjna oznacza większe zobowiązania po stronie Tesli, ale także większe zaufanie do jakości komponentów. To krok, który sygnalizuje, że Tesla wierzy w trwałość swoich pojazdów. Co na to krytycy marki twierdzący, że auta Tesli wykonane jest z nędznych jakościowo elementów?
Dalsze różnicowanie segmentów prywatnych i komercyjnych:
Klienci prywatni dostają pełne korzyści, natomiast intensywne użytkowanie komercyjne nadal podlega minimalnym ograniczeniom, co pomaga utrzymać równowagę kosztową dla firmy.
Czy to zapowiedź zmian globalnych?
Na ten moment Tesla formalnie ogłosiła rozszerzoną gwarancję wyłącznie dla Australii i Nowej Zelandii. Nie pojawiły się jeszcze oficjalne komunikaty o podobnych zmianach na innych rynkach, takich jak Europa czy USA.
To sugeruje, że firma testuje różne podejścia regionalnie, reagując zarówno na konkurencję, jak i na specyfikę lokalnych oczekiwań konsumentów.
Podsumowanie
Zmiana polityki gwarancyjnej Tesli w Australii i Nowej Zelandii, to jeden z bardziej znaczących kroków tego typu w ostatnich latach. Wprowadzenie 5‑letniej gwarancji bez limitu kilometrów dla Modeli 3 i Y sprawia, że oferta Tesli staje się bardziej zbliżona do standardów rynkowych.
Chociaż gwarancja na baterię i napęd pozostaje oddzielna, to zmiana podstawowej ochrony zwiększa atrakcyjność zakupu i daje większe zabezpieczenie kosztowe dla użytkownika. Jest to też logiczna odpowiedź na presję konkurencji i ewolucję rynku EV w regionie.
Tesla szykuje tańszą wersję Modelu Y – co zdradza firmware E41? To najnowsze odkrycie, można powiedzieć hakerskie:) Które pojawiło się po analizie kodu i oprogramowania Tesli.
Od kilku lat świat motoryzacji czeka na przełomowy ruch Tesli w kierunku bardziej przystępnego cenowo samochodu elektrycznego. Elon Musk wielokrotnie zapowiadał model za 25 000 dolarów, jednak coraz więcej wskazuje na to, że zamiast zupełnie nowego auta zobaczymy odchudzoną wersję Modelu Y, rozwijaną pod kodem E41. Ostatnie przecieki z oprogramowania pokładowego zdradzają, jak Tesla planuje obniżyć koszty produkcji i wprowadzić Model Y do niższego segmentu cenowego.
Firmware nie kłamie – ślady nowego wariantu już tu są
Informacje o E41 pojawiły się dzięki hakerowi znanemu jako Greentheonly, który od lat analizuje firmware Tesli. W kodzie odkryto zapisy dotyczące nowej konfiguracji Modelu Y, opisanej właśnie jako E41. To nie jest zwykły „eksperyment” – takie wpisy zazwyczaj oznaczają prace nad realnym wariantem, a nie tylko wewnętrzne testy.
Co istotne, E41 różni się od obecnych wersji szeregiem zmian, które trudno uznać za kosmetykę. To raczej systematyczne upraszczanie konstrukcji i to w miejscach, które najmniej dotkną podstawowych funkcji samochodu, a jednocześnie pozwolą mocno ograniczyć koszty. I o to tu chodzi. Ma być tanio ale jednocześnie funkcjonalnie i bez straty na jakości jazdy. Nie mylić z jakością auta… obym się mylił:)
Gdzie tesla szuka oszczędności?
Czy tak będzie wyglądać wnętrze budżetowego Modelu Y? Trochę smutne…:)
Najwięcej emocji budzą oczywiście cięcia w wyposażeniu. Z przecieków wynika, że Tesla może zrezygnować z panoramicznego szklanego dachu, zastępując go zwykłą stalową konstrukcją. To ruch symboliczny. Mniej spektakularny efekt wizualny, ale też duża oszczędność w produkcji. Ma to też swoje plusy. Będzie i ciszej i w głowę nie będzie grzało podczas upałów. Więc… czy to do końca wada i uproszczenie? Z punktu widzenia tesli – TAK!
Wnętrze także ma być uproszczone. Zamiast eleganckiego materiałowego wykończenia podsufitki, włókno szklane. Jak to będzie wyglądać? Jestem bardzo ciekawy. Z kabiny zniknie ambientowe oświetlenie, a tylny ekran multimedialny, dodany niedawno w odświeżonym Modelu 3/Y, w ogóle się nie pojawi. Fotele mają mieć prostszą regulację, ograniczoną do jednej osi, a w drzwiach zabraknie elektrycznie składanych lusterek i podświetlenia. Czyli, że w ogóle nie będą się składały? W sensie elektrycznie? Będzie jak za dawnych lat, czyli składamy siłowo za pomocą własnych mięśni? 🙂 Dziwne, choć możliwe.
Tesla rozważa też redukcję systemu audio. Zamiast bogatych nagłośnień, które dziś są wyróżnikiem marki, E41 ma dostać jedynie podstawową wersję. Z kodu wynika, że mogą powstać dwa warianty tego uproszczonego systemu: absolutnie podstawowy i nieco bogatszy, choć nadal daleki od „premium”. Mi to nie przeszkadza. Słucham tylko muzyki lub radia i nie jestem audiofilem. Aby coś tam grało w tle, żeby się dobrze jechało:)
Najwięcej kontrowersji budzi jednak zapis dotyczący braku systemu monitorowania ciśnienia w oponach (TPMS). W USA i Unii Europejskiej to wymóg prawny, więc raczej należy traktować to, jako tymczasowy wpis w firmware, a nie realną decyzję Tesli. Być może opcja ta (brak czujników) nie trafi na nasz rynek. Na inne? Cóż, przepisy zdecydują.
Technika i napęd – taniej, ale wciąż Tesla
Cięcia w wyposażeniu nie oznaczają, że E41 będzie samochodem pozbawionym charakteru Tesli. Przecieki mówią o dwóch wariantach. Z napędem na tył i na obie osie, co sugeruje, że wciąż będzie można wybrać dynamiczniejsze wersje. W kodzie wspomniano także o „specjalnych konfiguracjach silników”, co może oznaczać uproszczone, tańsze w produkcji jednostki. Być może niższej mocy niż obecne, ale komu przeszkadza to, że dostanie zamiast 460 koni w wersji AWD, powiedzmy 360 koni? Różnica w przyśpieszeniu na poziomie 1 czy 2 sekund w normalnym użytkowaniu nie ma większego znaczenia. Nie odczujemy tego nawet. Chyba, że będziemy urządzać wyścigi z zegarkiem a właściwie stoperem w ręku.
Samochód ma korzystać z 18-calowych kół i prostszego zawieszenia. To typowy ruch dla wersji bazowych. Mniejsze felgi są tańsze i wygodniejsze w codziennym użytkowaniu, a uproszczone zawieszenie obniża koszty serwisu i produkcji. Oby to zawieszenie nie było za proste. W końcu chcemy jeździć autem a nie wozem drabiniastym:)
Strategia Tesli – po co Model Y w wersji E41?
Tesla znalazła się w punkcie, w którym sama technologia to za mało. Konkurencja od BYD, przez KIA i Hyundai, aż po Volkswagena, oferuje dziś szeroką gamę modeli elektrycznych w zbliżonych cenach (szczególnie po ostatnich obniżkach grupy Volkswagen) do Modelu Y. Aby utrzymać tempo sprzedaży, Tesla musi zejść z ceny, nie tracąc przy tym najważniejszych atutów: zasięgu, infrastruktury ładowania i reputacji innowatora. Ważny dla amerykańskiego producenta jest szczególnie rynek chiński, bo to właśnie tam elektryki sprzedają się w milionach egzemplarzy rocznie.
E41 wydaje się odpowiedzią na tę potrzebę. Zamiast inwestować miliardy w zupełnie nową platformę, Tesla wykorzystuje sprawdzony Model Y, usuwa elementy, nazwijmy je „luksusowe” i koncentruje się na tym, co najważniejsze. To strategia przypominająca klasyczne podejście motoryzacyjne: podstawowy wariant dla mas, a droższe wersje dla tych, którzy oczekują pełnego pakietu udogodnień.
Kiedy zobaczymy E41?
Według Reutersa, Tesla przesunęła premierę tańszego Modelu Y. Pierwsze plany zakładały 2025 rok, ale dziś mówi się raczej o końcówce 2025 lub nawet 2026 roku. Początkowo model ma trafić na rynek amerykański, a później do Chin i Europy. Globalna skala produkcji będzie tu kluczowa. Tylko wtedy uda się zbić koszty na tyle, by cena rzeczywiście była atrakcyjna. I będziemy mieć wybór. Brać bieda wersję czy dołożyć grosza i jeździć pełnoprawnym i dopracowanym nowym Y-kiem w wersji Juniper. Ja osobiście chyba bym szukał tego drugiego auta, jeśli miałbym z nim spędzić kilka lat.
Puenta
E41 to odważny eksperyment. Z jednej strony może otworzyć Tesli drzwi do klientów, którzy do tej pory uważali jej auta za zbyt drogie. Z drugiej, grozi oskarżeniami o „odzieranie” Modelu Y z wszystkiego, co sprawiało, że był wyjątkowy.
Tesla musi znaleźć złoty środek. Jeśli usunie ambientowe oświetlenie, panoramiczny dach czy bogaty system audio – większość klientów to zaakceptuje. Ale jeśli zacznie ciąć w kwestiach bezpieczeństwa, jak TPMS czy ogrzewanie tylnej kamery, to ryzykuje nie tylko reputacją, ale i problemami regulacyjnymi. Klient może jeździć nazwijmy to biedniejszą wersją auta. Ale jeśli Nowy Y stanie się totalnym „golasem” nie wróżę mu zbyt wielkiej sprzedaży.
Jedno jest pewne. Tesla, wprowadzając E41, pokazuje, że gra już nie tylko w lidze innowacji technologicznych, ale także w klasycznej grze o wolumen i dostępność. A to może być klucz do tego, czy w świecie elektromobilności będzie liderem masowego rynku, czy tylko producentem samochodów premium z łatką pioniera.
Najważniejsze, czyli cena
Wszyscy oczekują auta za 25 000 dolarów. Po raz pierwszy Musk wspomniał że Tesla miałaby możliwość wyprodukowania takiego auta już w 2018 roku. W wywiadzie z Marquesem Brownlee. To właśnie wtedy padły te słowa. Minęło 7 lat. Podczas których dużo się mówiło i spekulowało na temat taniej Tesli. Ale chodzi mi o co innego. Wbiliśmy sobie do głowy kwotę 25 000 dolarów. Tymczasem…
Siła nabywcza pieniądza się zmienia
25 000 dolarów w 2018 roku odpowiada pod względem siły nabywczej pieniądza dzisiejszym 32 000 dolarów. I to biorąc pod uwagę głównie zmiany inflacyjne. Tak więc zapomnijcie o cenie sprzed lat. Nowa tania Tesla (czyli wspomniany wyżej Model Y o nazwie kodowej E41, nie będzie kosztował dziś mniej niż 32 000 dolarów. A być może nawet około 35 000. Mówimy o cenie podstawowej, bo wiadomo, że co kraj to inna dopłata, ulga, lub jej brak. Nawet taka cena byłaby dla nas nie lada gratką.
Oznaczałoby to bowiem cenę na poziomie 116 500 zł (32 000$). Oczywiście do tego dochodzą unijne cła, podatki i milion innych rzeczy. Choć jeśli przyjmiemy, że Tesla będzie to auto produkować w Berlinie, czyli w Europie, to cena nie powinna przekroczyć 134 – 143 000 złotych brutto. opierając się dokładnie na różnicach w cenie dzisiejszej podstawowej wersji Modelu 3. Do wyliczeń zastosowałem właśnie analogię do tego przypadku. Oczywiście to tylko przewidywanie, ale oparte na dzisiejszej cenowej matematyce firmy Tesla. To byłaby bardzo dobra oferta na tak dużego elektryka. Przyznacie to sami…
W końcu… po dość długim oczekiwaniu i domysłach na temat auta, Model Y Performance zawitał do salonów Tesli.
Nie tylko SUV, nie tylko EV – Tesla Model Y Performance 2025, czyli bestia w rodzinnym opakowaniu:)
Tesla wreszcie pokazała światu coś, czego wielu się domagało: nowy Model Y w wersji Performance. To nie jest już tylko elektryczny crossover do wożenia dzieci do szkoły czy weekendowych wypadów za miasto. To auto, które chce być sportowcem i wreszcie zaczyna wyglądać oraz jeździć tak, jak na wersję Performance przystało.
Nieco szczegółów
Z zewnątrz różnice widać od razu. Nowe spojlery, karbonowe detale, większe nadkola i opcjonalne 21-calowe felgi Arachnid 2.0 nadają autu charakteru, którego dotąd w Modelu Y trochę brakowało. Ten samochód już na postoju mówi: „ja nie żartuję, wsiądź a przekonasz się co potrafię”
Ale prawdziwa rewolucja dzieje się pod karoserią. Dwusilnikowy napęd na cztery koła katapultuje auto do setki w 3,5 sekundy. To wynik, który jeszcze kilka lat temu zarezerwowany był dla rasowych supersamochodów. Prędkość maksymalna? Aż 250 km/h. I to w aucie, które nadal pomieści rodzinę, zakupy i rower w bagażniku.
Co ciekawe, Tesla nie poświęciła na ołtarzu osiągów zasięgu. Wręcz przeciwnie. Nowa bateria o większej gęstości energii daje w trybie WLTP aż 580 kilometrów (w ostatnim artykule obstawialiśmy ok. 40-50 km mniej) raptem o sześć kilometrów mniej niż wersja Long Range AWD. To oznacza, że możesz wcisnąć gaz do dechy, a i tak zostanie ci rezerwa na powrót do domu:) Przy takiej mocy, taki zasięg brzmi jak połączenie idealne.
Trzyma się drogi bo ma lepsze zawieszenie
Nowe zawieszenie adaptacyjne, to kolejny mocny punkt. Nie jest już tak twardo, jak w pierwszych Performance’ach, które potrafiły być nieprzyjemne na dziurach. Teraz tryby jazdy pozwalają wybrać : miękko i komfortowo na trasie, albo sztywno i precyzyjnie, kiedy przychodzi ochota na bardziej dynamiczną jazdę. Obniżony prześwit (151 mm) i dodatkowe 36 kilogramów masy względem Long Range to cena, którą płaci się za sportowy charakter. Ale nie jest to cena wygórowana.
Wewnątrz więcej zmian
We wnętrzu Tesla zrobiła krok naprzód. Główny ekran urósł do 16 cali i zyskał rozdzielczość Ultra HD, a sportowe fotele z elektryczną regulacją, wysuwanym siedziskiem pod uda, ogrzewaniem i wentylacją wreszcie wyglądają na takie, które pasują do samochodu o osiągach 3,5 sekundy do setki. Do tego 16-głośnikowy system audio, karbonowe wstawki i kabina nagle nabiera charakteru, którego wcześniej brakowało.
Ach te fotele…
Cena? W Polsce to 269 990 złotych, czyli o 40 000 więcej niż Long Range AWD. Drogo? Tak. Ale to wciąż mniej niż za wiele elektrycznych SUV-ów premium, które w sprintach zostają daleko w tyle. Pierwsze egzemplarze trafią do klientów już we wrześniu 2025 u nas. W USA? Czekamy, tam Tesla tradycyjnie bawi się w swoją grę z rynkiem. A klienci się wkurzają:)
Model Y po odświeżeniu Juniper pokazał, że Tesla potrafi poprawić stylistykę, wyciszenie i ergonomię. Teraz Performance dodaje do tego to, czego brakowało, czyli emocje. To już nie jest „nudny” rodzinny crossover z przyspieszeniem w stylu Tesli. To samochód, który naprawdę chce być szybki, i nie boi się tego pokazać.
Auto robi wrażenie, szczególnie w najszybszym kolorze:)
I tu dochodzimy do sedna. Model Y Performance 2025 to swego rodzaju manifest. Tesla pokazuje, że potrafi zrobić elektrycznego SUV-a, który nie tylko dowiezie dzieci do szkoły, ale i zawstydzi kierowców sportowych coupé na światłach. Nie tylko SUV. Nie tylko EV. To wreszcie Tesla z charakterem, która wbije nas w wygodny fotel, jeśli tylko będziemy mieć na to ochotę….
Auto ma mieć 3 rzędy siedzeń, ale nie jak dotąd dokładane, na wcisk. Ma być przestronnie, specjalnie pod chińskiego klienta.
Tesla nie zwalnia tempa w walce o globalną dominację na rynku pojazdów elektrycznych.(ostatnio ta pozycja nieco się zachwiała)
Według najnowszych informacji, już w maju 2025 roku amerykański producent rozpocznie produkcję zupełnie nowej wersji Modelu Y – z wydłużonym rozstawem osi i trzema rzędami siedzeń. Co ciekawe, debiut tego modelu nastąpi w Chinach, największym rynku samochodów elektrycznych na świecie. Co oznacza ta decyzja i jak nowy Model Y może zmienić układ sił w segmencie elektrycznych SUV-ów? W końcu tak popularnych na całym świecie?
Model Y “E80” – więcej przestrzeni, więcej możliwości
Dotychczas Tesla oferowała w USA opcję siedmiu miejsc w Modelu Y, jednak była to wyłącznie wersja z dołożonym trzecim rzędem w standardowym nadwoziu, co powodowało pewne kompromisy w komforcie i przestrzeni. Ostatnie siedzenia nadawały się bardziej dla dzieciaków, i to niezbyt dużych, niż dla osób o wzroście 1,8 metra lub więcej. ma się to zmienić.
Nowy projekt – oznaczony roboczo jako Model Y E80 – będzie konstrukcją od podstaw dostosowaną do potrzeb rodzin i klientów oczekujących pełnowymiarowego, przestronnego SUV-a.
Kluczowe zmiany:
• Wydłużony rozstaw osi względem standardowego Modelu Y,
• Więcej miejsca na nogi w drugim i trzecim rzędzie siedzeń,
• Poprawiona przestrzeń bagażowa nawet przy komplecie pasażerów,
• Potencjalne zmiany w zawieszeniu i aerodynamice dla utrzymania właściwości jezdnych Tesli mimo większych wymiarów.
Produkcja ma ruszyć w Gigafactory Shanghai tuż po Święcie Pracy (maj 2025), co podkreśla, jak dużą wagę Tesla przykłada do chińskiego rynku.
Dlaczego Chiny?
Standardowa wersja Modelu Y o kodowej nazwie Juniper, wcale nie jest mała. Jednak chiński klient potrzebuje, jak widać, jeszcze większego auta i co najmniej sześciu siedzeń w trzech rzędach.
Decyzja o rozpoczęciu produkcji nowego Modelu Y właśnie w Chinach nie jest przypadkowa. Chiński rynek EV rozwija się w imponującym tempie – tylko w pierwszym kwartale 2025 roku sprzedano tam ponad 1,6 miliona samochodów elektrycznych, a lokalne marki (BYD, Geely, NIO) dominują w segmencie średnich i dużych SUV-ów.
Chińscy konsumenci oczekują:
• większej przestrzeni w kabinie,
• praktyczności dla rodzin,
• rozsądnej ceny przy zachowaniu wysokiego poziomu technologii.
Tesla, widząc rosnącą konkurencję ze strony takich modeli jak BYD Tang czy Li Auto L7, postanowiła odpowiedzieć produktem w pełni dostosowanym do lokalnych oczekiwań.
Czy nowy Model Y trafi także do Europy?
Na razie brak oficjalnych informacji o eksporcie siedmiomiejscowego Modelu Y poza Chiny. Jednakże, biorąc pod uwagę popularność SUV-ów w Europie oraz fakt, że Model Y od miesięcy jest liderem sprzedaży aut elektrycznych na Starym Kontynencie, nie można wykluczyć, że Tesla rozważy wprowadzenie nowej wersji również na inne rynki.
W Europie konkurencja w segmencie dużych elektrycznych SUV-ów także rośnie:
• Mercedes EQB,
• Kia EV9,
• Volvo EX90.
Dlatego rozszerzenie oferty Modelu Y mogłoby pomóc Tesli utrzymać wysoką sprzedaż w obliczu nasilającej się konkurencji.
Czy Tesla trafia w punkt?
Nowy Model Y z trzema rzędami siedzeń, to krok Tesli w stronę jeszcze większej elastyczności oferty.
Jeśli Tesla utrzyma:
• rozsądną cenę,
• typową dla siebie dynamikę jazdy
• oraz wysoką efektywność energetyczną,
to Model Y E80 może stać się bardzo poważnym graczem nie tylko w Chinach, ale i globalnie.
Wprowadzenie bardziej rodzinnego, przestronnego Modelu Y wydaje się być odpowiedzią na dojrzewający rynek elektromobilności, gdzie użytkownicy nie kupują już EV dla samej innowacyjności, ale oczekują pełnoprawnego, funkcjonalnego samochodu na co dzień. Pamiętajmy również o dużych rodzinach, tak w Europie promowanych. Również w Polsce mamy na przykład kartę dużej rodziny. Sam osobiście znam kilka takich rodzin, niestety w polskim scenariuszu żadnej z nich raczej nie stać na nowy Model Y. Jednak kiedy takie egzemplarze trafia na rynek wtórny, mogą być poszukiwanym rozwiązaniem. Szczególnie, że ich cena dość mocno spadnie.
Nowy Model Y może być kolejnym przykładem, jak Tesla dynamicznie dostosowuje się do realnych potrzeb klientów – i wyprzedza konkurencję o krok. Czy jednak tak się stanie? Pokażą to najbliższe miesiące.